niedziela, 19 lutego 2012

"Musimy porozmawiać o Kevinie"

Długo zastanawiałam się, jakich słów użyć, by opisać tę powieść. Bardzo chciałabym z kimś o niej porozmawiać, lecz gdy tylko próbuję polecić ten tekst komukolwiek, od razu słyszę: o nie, nie, ja o krzywdzie dziecka czytać nie będę.
Problem w tym, że "Musimy porozmawiać..." niekoniecznie traktuje o problemie dziecka. Ja zauważam przede wszystkim nieopisany, paraliżujący czytelnika - dramat matki. Jeżeli brać pod uwagę tragedię dziecka, należałoby się przede wszystkim zastanowić, gdzie ma ona swoje źródło: w braku miłości matki, czy w samym dziecku. Czy noworodek może stać się uosobieniem czystego, wręcz krystalicznego zła? Czy matka, która nie potrafi pokochać synka, ale całe życie poświęca jego dobru (wyrzekając się wszystkiego, co miało dla niej znaczenie i ponosząc niewyobrażalną stratę) rzeczywiście jest aż tak bardzo winna? Godna potępienia? Publicznego napiętnowania? Nie ma tu miłości matczynej, przedstawionej postaci, do której przywykliśmy. Brak tej, zgoła archetypicznej, bliskości. Trudno o czułość. Jest jednak - i tego obszerne grono recenzentów zdaje się nie dostrzegać - przebaczenie, które nie ma granic. To przebaczenie właśnie, próba zapomnienia największych krzywd, kształtuje obraz tej matki. Jest ono bodaj silniejsze od samej miłości.

Eva to wykształcona, podróżująca po świecie kobieta, posiadająca wiele pasji i niezmiernie interesującą osobowość. Jest typem osoby, która każdy dzień podporządkowuje zdobywaniu wiedzy o ludziach i świecie. Trudno znosi jakiekolwiek ograniczenia i - paradoksalnie - wyrzeczenia. Gdy decyduje się na dziecko, jest już w pełni dojrzałą kobietą, świadomą spoczywających na niej obowiązków. W głębi duszy nie chce zostać matką. Wkracza na tę ścieżkę z miłości do męża i w poczuciu, że macierzyństwo to kolejny kraj, który jako zapalona podróżniczka i osoba złakniona świata i wrażeń powinna zwiedzić. CHCE CHCIEĆ tego dziecka i bardzo pragnie przyjąć je z otwartymi ramionami. Jest gotowa - mimo całkowitego braku gloryfikowanej i wszędzie opiewanej  instynktownej miłości matczynej - ofiarować dziecku całą siebie.
I ofiaruje - mimo, iż od pierwszych chwil synek wydaje się być wcieleniem zła i obcości. Eva jest narratorką, patrzymy na dziecko jej oczami i właściwie dopiero po zakończeniu lektury możemy spróbować odpowiedzieć sobie na kilka istotnych pytań: czy obraz Kevina dlatego jest tak makabryczny, że zostaje nakreślony z punktu widzenia matki? Czy Eva była pogrążona w depresji? Czy źródłem tragedii był tak naprawdę fakt, że nie skorzystała z lekarskiej pomocy? A może to Kevin był człowiekiem o psychopatycznej osobowości? Co czynić z przerażającymi faktami, dowodami jego bezgranicznego zepsucia?
Całym sercem zachęcam do lektury. I błagam - nie dajcie się zwodzić pozorom. Przeczytajcie, a potem wyrokujcie.

2 komentarze :

  1. Skoro nikt nie raczył zainteresować się wyżej wspomnianą pozycją, to chyba najwyższy czas na sięgnięcie po nią i wyrobienie stosownej refleksji.
    Nieco pikanterii dodaje fakt, iż na temat Kevina wypowie się... również polonista. :)))

    Mam nadzieję, że wystarczy mi czasu, bo nie ukrywam, że najciekawszymi pozycjami - z reguły - bywają te, po które najrzadziej sięgają czytelnicy. Analogicznie jest z muzyką - perełek próżno szukać wśród cukierkowego, wymuskanego i niezwykle rozreklamowanego produktu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziś odnalazłam Twojego bloga i tak sobie po nim buszuję... Podoba mi się i na pewno będę często zaglądać. Już wynotowałam kilka książek, które określiłabym jako "must read".

    Nie czytałam książki "Musimy porozmawiać o Kevinie", ale widziałam film. Zgadzam się z Tobą, że rzecz nie traktuje o problemie dziecka, ale o dramacie Evy. Z niedowierzaniem oglądałam jej poczynania, żeby "oswoić" Kevina i wieczną nadzieję na jego zmianę. Dominującym uczuciem podczas oglądania tego filmu była bezsilność, bezradność i opuszczenie rąk nad Evą i jej synem. Nieistotne dla mnie były powody zachowań Kevina, nie zastanawiałam się nad tym, czy urodził się z psychopatyczną osobowością czy może była ona odpowiedzią na brak miłości matki - choć postępowaniu Evy z noworodkiem, niemowlakiem, małym dzieckiem nie można niczego zarzucić. Nieustannie zadawałam sobie pytanie, co ja bym zrobiła w takiej sytuacji? I co mogła zrobić Eva? Co W OGÓLE można było zrobić?
    Film, który ogląda się z wielkim wysiłkiem, pozostawił mnie w stanie dziwnego zmieszania, jakbym stała z rozłożonymi rękami i pytała tylko: jak to...?
    Doskonałe aktorstwo, zwłaszcza kreacja Tildy Swinton. Znękana, chuda, w zbyt obszernym płaszczu lub nieustannie szorująca z farby wejście swego domu...

    Pozdrawiam
    Aleks

    OdpowiedzUsuń