wtorek, 10 kwietnia 2012

"Każdy umiera w samotności"

Dowiedziawszy się o śmierci syna w wojnie prowadzonej przez Hitlera, Anna i Otto Quanglowie pragną wyrazić swój sprzeciw. Piszą antywojenne wiadomości na kartach pocztowych i podkładają je w ruchliwych miejscach Berlina. Spokojni, rozsądni małżonkowie marzą, by ich poczynania wywołały wielki odzew, lecz nie wiedzą, że komisarz Escherich z gestapo już jest na ich tropie. Niezwykła panorama życia w Berlinie w czasach nazizmu.
Hans Fallada (pseudonim niemieckiego pisarza Rudolfa Dietzena) w imponujący i poruszający sposób przedstawił opór zwykłych ludzi przeciwko nazistowskiemu systemowi.
Obecne wydanie to pierwsze bez skrótów redakcyjnych, oparte na oryginalnym, autorskim maszynopisie.

(www.gandalf.com)

Przeczytałam tę powieść kilkanaście dni temu i z kilku względów musiałam podarować sobie czas na ochłonięcie. Jej temat jest fascynujący i nietypowy. Sprawia, że książka w wielu momentach jawi się jako świetna, niezmiernie sugestywna, doskonała.
Problemem przedstawionym w powieści jest reżim hitlerowski widziany oczyma zwykłych, szarych berlińczyków. Ich nastawienie do wojny, partii, wodza oraz ich bunt. Bunt pozornie zakrojony na wąską skalę, ale niezmiernie konsekwentny. Powieść po raz pierwszy ukazała się w 1947 r. i pozostaje wiernym, niewydumanym obrazem przemyśleń i wątpliwości tych, co stali "po drugiej stronie". Warto pamiętać, że autor odwołał się do losów realnie istniejącej pary berlińczyków. Taka wiedza sprawia, że książkę czyta się z jeszcze większą ciekawością i zaangażowaniem. Postaci nakreślone są w sposób bardzo charakterystyczny, zmieniają się, ewoluują tak, iż brak wrażenia sztuczności. Są bardzo prawdziwe, ludzkie, niepozbawione wad, irytujących nawyków. Mamy wrażenie, że spoglądamy na najprawdziwszych żywych ludzi, których charaktery i usposobienia nie mają nic wspólnego z papierowością. Ludzi, nad których funkcjonowaniem my - Polacy - rzadko się zastanawiamy, tak bardzo przywykliśmy rozmyślać o nich z nienawiścią, wyrzutem. Tymczasem tutaj rewelacyjnie pokazana jest stopniowa zmiana sposobu myślenia wielu prostych niemieckich robotników na temat nazizmu i tworzenia hitlerowskiego imperium. Przedstawione są ich wątpliwości, zniewolenie, lęk, nienawiść, ale także - mechanizmy działania ludzi na szczeblu partyjnym. Autor trzeźwo i obiektywnie przedstawia obraz zwykłego, codziennego życia rodzin, którym "wódz" obiecał tak wiele, a które muszą zmagać się z utratą kogoś bliskiego lub świadomością, że ów bliski dopuszcza się rozmaitych okrucieństw.
Ostatnie rozdziały tej powieści poruszają do głębi, są wstrząsające, pełne grozy, ale i nadziei. Autor pewnym, stanowczym, niepozostawiającym miejsca na wątpliwości słowem kreśli absolutny tryumf życia i dobra. Mimo krwi, śmierci, tortur, makabry - daje nieśmiertelną pewność, że człowiek został stworzony do kochania, miłości bezgranicznej, pełnej poświęcenia. To poświęcenie nadaje oszalałemu i zbłąkanemu światu sens i sprawia, że prędzej czy później wróci on na właściwy tor.
 Zbyt dokładnie i nieco zbyt rozwlekle, moim zdaniem, przedstawione są losy dwóch bohaterów z berlińskiego półświatka. To nuży. Sądzę jednak, że autor szczególnie wnikliwie chciał odzwierciedlić mechanizmy myślenia i postępowania ludzi pracujących dla gestapo, wykorzystujących właśnie ów półświatek. Pokazał, jak na pozór drobne zależności wpływają na wizerunek całego imperium hitlerowskiego. Uświadomił, że nazizm to nie tylko jeden człowiek, ale przede wszystkim - pajęcza sieć knowań, intryg, spisków, koneksji, korupcji i oszustwa. Hitler jest niczym ukrop, dzięki któremu radośnie intensyfikuje się odór dotąd starannie ukrywanych przywar. Mnożą się zachowania, które bez Hitlera uchodziłyby za nieetyczne i wstydliwe, dzięki niemu zaś mogą śmierdzieć w glorii i chwale. Autor pokazuje, że nie tylko Hitler jest winny. On jedynie usankcjonował zło drzemiące w każdym człowieku. Niezależnie od narodowości.

0 komentarze :

Prześlij komentarz