niedziela, 29 kwietnia 2012

"Potem"

W szkole, do której uczęszcza synek Grace i gdzie pracuje jej córka wybucha pożar. Kobieta stara się uratować jedno z dzieci, odcięte w płonącym budynku. Doznaje przy tym obrażeń tak poważnych, że zapada w stan podobny do śmierci klinicznej. "Wydostawszy się" z rannego ciała, zaczyna błądzić niczym duch po szpitalnych korytarzach, gdzie przez nikogo niedostrzegana i niesłyszana, stara się rozwikłać tajemnicę podpalenia. Pragnie nie tylko znaleźć sprawcę, ale nade wszystko - pomóc osamotnionej i cierpiącej rodzinie.

Kolejna powieść Rosamund Lupton okazuje się być równie doskonała, jak pierwsza. Ujęcie problemu i sposób opowiadania o nim jest zaskakujący, nietypowy i - jak w przypadku "Siostry" - niezmiernie wzruszający. Od książki bardzo trudno się oderwać, choć jednocześnie trzeba ją co kilka chwil odkładać dla zaczerpnięcia oddechu, poukładania emocji, jakie w wywołuje, albo - co ja w tej chwili czynię - po to, by koniecznie podzielić się z kimś wrażeniami.
Mimo, iż powieść została rozreklamowana jako thriller - nie ma ona z thrillerem wiele wspólnego. Owszem, jest zbrodnia i jest poszukiwanie przestępcy, jednak najważniejsze są tutaj emocje, uczucia, moralne dylematy. Jeśli ktoś poszukuje grozy, znajdzie ją, ale przedstawioną w sposób, którego z pewnością się nie spodziewał. Powieść jest bowiem idealna dla czytelników, którzy w literaturze poszukują przede wszystkim obrazów relacji międzyludzkich. Rosamund Lupton przedstawia owe relacje i zależności w sposób mądry, piękny, niezmiernie głęboki. Jednocześnie filozofia życiowa jej bohaterów wydaje się banalnie prosta: światem rządzi miłość, ona jest motorem wszelkich naszych poczynań. Kształtuje nasz byt ziemski i w pływa na to, co dzieje się z duszą po śmierci. Poświęcenie? Ależ nie jest niczym wyjątkowym. To naturalny element i efekt kochania. Śmierć? Przy miłości (rodzicielskiej, małżeńskiej, siostrzanej) to pestka. Pionek na szachownicy. Jeśli miłość tego wymaga, to się umiera i tyle.
 Wszystkie te prawdy podane są w wyważony, delikatny, rozczulający sposób. Tekst jest jak kołysanka, śpiewana miękkim głosem, choć jej treść jest straszliwa, makabryczna. Przedstawianie spraw trudnych, przerażających, przytłaczających w ów śpiewny, wzruszający sposób jest wielką siłą Rosamund Lupton.

Jestem cieniutką smużką światła, ostrą jak diament, która może przenikać przez szczeliny w znanym nam świecie. Będę odwiedzać Cię we śnie i mówić Ci ciepłe słowa, gdy będziesz o mnie myślał. 
Nie ma "i żyli długo i szczęśliwie", ale jest "potem".
To nie jest nasz koniec... 

Z całą pewnością będę śledzić dalsze poczynania tej autorki. Mam wrażenie, że oto pojawił się ktoś wyjątkowy. "Potem" wciąż jeszcze czytam, choć w którymś momencie emocje wzięły górę i ... zerknęłam na zakończenie. Jeśli pojawią się nowe przemyślenia - wkrótce dopiszę.
Książkę polecam bardzo gorąco i według mojej osobistej skali wystawiam jej 6/6.

0 komentarze :

Prześlij komentarz