poniedziałek, 23 kwietnia 2012

"Siostra"

Pewnego dnia mieszkająca w Nowym Jorku Beatrice - niezmiernie poukładana, zorganizowana kobieta sukcesu - dowiaduje się o zaginięciu siostry. Gdy ciało zaginionej zostaje odnalezione, wszelkie ślady wskazują na popełnienie przez nią samobójstwa. Beatrice jest jedyną osobą, która nie zgadza się z tą teorią. Krytykowana przez otoczenie, policję i najbliższych rozpoczyna na własną rękę poszukiwania osoby winnej śmierci siostry. Relację z owych poszukiwań zamieszcza w obszernym, rozczulającym liście do zmarłej, w którego kształt zostaje ubrana ta powieść.

Ktoś mi kiedyś powiedział, że człowiek - choć zupełnie sobie tego nie uświadamia - tak naprawdę najbardziej na świecie kocha swoje rodzeństwo. Podobno jest to miłość większa nawet niż wobec rodziców, więź której istnienia nigdy nie doświadczy żaden jedynak, poczucie przynależności, którego nie da się wyrazić słowami. Może dlatego od pierwszych linijek, od pierwszego akapitu, powieść wzrusza maksymalnie, ważne stają się wyłącznie losy sióstr i można zapomnieć, że w gruncie rzeczy trzyma się w dłoni tylko plik kartek z opisem fikcyjnej historii.
Nie spotkałam jeszcze autorki, która tak głęboko wzruszałaby przy thrillerze, łącząc wątek sensacyjny z rozczulającym obrazem bezgranicznej, czułej, przepięknej miłości. 
Rosamund Lupton jest niczym muzyk, który wygrywa groźną, mroczną, wstrząsającą melodię subtelnie muskając delikatnie brzmiące instrumenty. Takiego połączenia raczej się nie spotyka. Czytelnik śledzi z zapartym tchem losy śledztwa i dzieje zamordowanej, a jednocześnie doświadcza wzruszenia, które aż boli.
Jako osoba czytająca dość sporo, niezmiernie rzadko z powodu książki miewam mokre oczy. Właściwie - nie pamiętam, kiedy ostatni raz taka sytuacja miała miejsce. Przy "Siostrze" jednak zapomina się o wszystkim, co związane z poetyką tekstu i jego poziomem literackim. Wzruszenie tańczy we krwi i znajduje ujście we łzach właśnie. I niech to będzie moją rekomendacją.


2 komentarze :

  1. Świetna powieść , bardzo poruszająca, gra na ludzkich emocjach. Też ja przeżywałam:)

    OdpowiedzUsuń
  2. O, jak się cieszę, że Ktoś skrobnął komentarz. :) I cieszy mnie, że się zgadzamy.

    OdpowiedzUsuń