sobota, 5 maja 2012

Więzień nieba

"Jego maleńka postać zanurzyła się w wielkim kręgu jasności wpadającej do środka przez szklaną kopułę. Mżawka światła wpływała kaskadami do zakamarków niezmierzonego labiryntu korytarzyków, tuneli, schodów, łuków i sklepień, które zdawały się wyrastać niczym gałęzie z pnia jakiegoś monstrualnego drzewa książek, pnącego się ku niebu w niepojętej geometrii (...)
- Witaj na Cmentarzu Zapomnianych Książek. "

Gdy powieść Zafona leży na półce - nieprzekartkowana, nierozpoczęta - zerkając na nią, odczuwam każdorazowo niezmiernie przyjemne mrowienie oczekiwania. Gdy ją otwieram, mam wrażenie, że nad słowami unosi się zapach antykwariatu, starego drewna, mgły i wilgoci wnikającej przez uchylone drzwi. Za chwilę zostaną one zamknięte i w ciepłym, pachnącym przeszłością pomieszczeniu popłynie intrygująca opowieść, w rytm tykania zegarów i mruczenia kotów. Przede wszystkim jednak - niczym ciepły koc - otula mnie tajemnica.  Podczas czytania czuję jak całe moje „ja” stopniowo się rozluźnia, fantastycznie odpoczywa, a tu i teraz przestaje istnieć. Gdy Zafon pisze o deszczu, to człowiek czuje krople na twarzy, gdy pisze o książkach, to wdychamy zapach druku i papieru, a gdy do powieściowej księgarni wkracza upiorna postać, po naszym karku wędruje bijący od niej chłód.
Zafona albo się kocha, albo nie znosi. Bez wątpienia należę do tej pierwszej kategorii. Przeczytam wszystko, co napisze ten człowiek, bowiem wierzę głęboko, że nawet stworzona przez niego książka telefoniczna byłaby przesycona atmosferą magii, baśni i gotycyzmu.

„Twierdza osadzona była na samym szczycie skalistej góry, zawieszona pomiędzy morzem na wschodzie, kobiercem cieni rozsnuwanym przez Barcelonę na północy i bezkresnym miastem zmarłych na południu – cmentarzem Montjuic...”

Jacy ludzie siedzieli w twierdzy? Z jakiego powodu? Jak ułożyły się ich relacje? Czy kontakt między nimi w jakiś sposób ukształtował ich losy? Kim był mężczyzna, stojący w progu, przypominający drzewo ogołocone przez wiatry z gałęzi?
 Światło lampki stojącej na ladzie wydobywa z szarości jego twarz głęboko przeoraną przez czas, a ja irytuję się, że czytam zbyt szybko, że nie dostrzegam tych subtelnych językowych perełek, niuansów, porównań, aluzji...

„Więzień nieba” to historia Fermina i jego tajemniczych, dotąd nieomówionych i nieodkrywanych powiązań z rodziną Sempere. Ponieważ Fermin – jak wiadomo z poprzednich części cyklu – ma dość rubaszne poczucie humoru, można odnieść wrażenie, że Zafon bawi się z czytelnikiem. Gdy ten tkwi w stanie permanentnego rozanielenia, autor nagle sprowadza go na ziemię, posługując się celnym humorystycznym porównaniem, zabawną złotą myślą czy komiczną ripostą.
Tak jest przede wszystkim na początku powieści. Po kilku rozdziałach jednak narrator dość gwałtownie z zimowego, pełnego przedświątecznego uroku centrum miasta, przenosi nas w przeszłość, do budzącej grozę twierdzy i każe zmierzyć się z upiornym fragmentem Ferminowych losów. Od tej chwili styl się zmienia. Staje się niemal lapidarny. Baśniowość przeradza się we frenezję, gwałtownie rośnie napięcie, ukazane zostają brutalne realia II wojny światowej i przed oczyma czytelnika stają makabryczne sceny, rozgrywające się w faszystowskich kazamatach. Nie ma już relaksu, jest tylko pragnienie, by czytać coraz więcej i więcej, by jak najszybciej poznać zakończenie.
A zakończenia, rzecz jasna, nie zdradzę. Do czytania oczywiście gorąco zachęcam. Po „Więźnia nieba” mogą spokojnie sięgnąć także osoby, które nie miały w rękach „Cienia wiatru” czy „Gry anioła”, bowiem – choć powieści te tworzą cykl – każdą z nich można czytać indywidualnie, w oderwaniu od reszty. Każda tworzy znakomitą, zamkniętą całość.
Na mnie czekają "Światła września". :)

2 komentarze :

  1. Ech...nie zachwycił mnie ten Zafon.I sama nie wiem czy dlatego,że Barcelona mnie nie zachwyciła, czy to ja jestem zblazowana, przesycona?
    Jakoś...nie wiem ,a może dlatego,że miałam w perspektywie nową Camillę Lackberg i jakoś mnie nie zachwyciło, bo łatwiejsza i lżejsza ta Camilla?
    Widzę po książkach,że się starzeję.Oczekuję coraz więcej i wydaje mi się,że dostaję coraz mniej.A to we mnie jest jakby mnie...czegoś.
    Gdzie moje zachwyty Isabel Allyende?Dlaczego nie podoba mi się Zafon?
    Nie chcę być dorosła...
    Kotkins

    OdpowiedzUsuń
  2. Z tym "oczekiwaniem na coraz lepsze" - mam podobnie. Jednocześnie czuję się zmęczona tekstami trudnymi, albo - pozującymi na trudne i głębokie, pełnymi manieryczności. Nienawidzę snobizmu książkowego. Lektura ma mnie odprężać, ma uczyć o drugim człowieku. Koniec kropka. Czy to będzie Mann czy Zafon - wszystko mi jedno. Ma mnie sprowokować do zadawania pytań, zrelaksować, zadziwić, zaskoczyć.
    Camilla Lackberg średnio mi się podoba, niestety. Właśnie czytam IV tom i płytkość języka mnie irytuje. Z drugiej strony, sięgam po jej teksty ze względu na zawarte w nich ciepło, jakim charakteryzują się bohaterowie i idylliczność, która jest przecież niemal zupełnie nieprawdopodobna. A za którą tęsknimy...
    Kotkinsie, pisz jak najczęściej. Widzę, że bardzo się różnimy odbiorem poszczególnych tekstów, choć ciągnie nas do tego samego :) Lubię Cię czytać, o czym zresztą wiesz.

    OdpowiedzUsuń