poniedziałek, 16 lipca 2012

Dziewiętnaście minut

Co czuje nieśmiały, wrażliwy pięciolatek, który właśnie dostał od mamusi wymarzony prezent i jednocześnie jedzie magicznym autobusem po raz pierwszy do przedszkola? Chłopczyk jest dumny i szczęśliwy. Nagle ktoś wyrywa mu podarek i wyrzuca przez okno, wprost pod koła samochodu. Potem dziecko jest wyzywane, poszturchiwane i upokarzane, co stanowi preludium skierowanej w jego kierunku przemocy fizycznej i psychicznej, trwającej kolejnych 12 lat, dzień po dniu. Chłopiec dostaje niemal obłędu ze strachu na myśl o pójściu do szkoły. Zamyka się go w szafkach, niszczy mu okulary, bije, ściąga bieliznę w pomieszczeniach pełnych rówieśników. Opuszczają go wszyscy, nawet najbliższa i jedyna przyjaciółka. Nauczyciele lekceważą problem, a rodzice - pochłonięci śmiercią drugiego syna - wcale go nie dostrzegają. Zrozpaczony, bezradny dzieciak, który nie jest już normalnie myślącą istotą, a jedynie uosobieniem panicznego lęku chwyta za broń i rozpoczyna masakrę prześladowców...
Problem jest podobny do tego, który został przedstawiony w "Musimy porozmawiać o Kevinie", przyznam jednak szczerze, że o ile Kevina nie cierpiałam serdecznie i targało mną olbrzymie współczucie wobec jego matki, o tyle historia Petera poruszyła mnie do głębi.
"Dziewiętnaście minut" to naprawdę dobra powieść Picoult, najprawdopodobniej jedna z najlepszych. Nie tak głęboka, nie tak wielopłaszczyznowa, nie tak "analityczna" jak rzecz o Kevinie, ale niezmiernie wzruszająca. Nie wiem, czy byłabym w stanie spokojnie ją czytać, gdybym miała dziecko w wieku szkolnym. Śledząc losy Petera wciąż przebiegałam myślami kolejne lata mego nauczycielskiego życia i bezustannie wracała do mnie myśl: "czy to możliwe, że obok mnie rozgrywał się podobny dramat, a ja tego NIE widziałam?".
Picoult udaje się wprowadzić nas w niezły emocjonalny zamęt i wpędzić w ślepe uliczki rozważań moralnych. Przecież zginęło 10 nastolatków, pełnych radości życia, które miały przed sobą wpaniałą przyszłość. Wielu odniosło poważne obrażenia i pozostanie kalekami do końca swoich dni. A jednak czytelnik - a przynajmniej ja - głęboko współczuje prześladowcy. Człowiek ma wrażenie, że powinien gdzieś w głębi duszy koniecznie  opowiedzieć się po którejś ze stron i - okazuje się to bardzo trudne. Wcale nie tak jednoznaczne, jak na pozór mogłoby się wydawać.
Ponadto "Dziewiętnaście minut" przedstawia problem dzieciaków uwikłanych w przemoc, bo stojących po stronie oprawców i pozostających z nimi w bliskim kontakcie. Co powoduje takimi osobami? Jakie są motywy ich okrutnych zachowań? Jakie konsekwencje podjęcia obrony prześladowanego? Czy przyjaźń z pogardzanym słabeuszem jest w ogóle opłacalna? A kontakt z katem - jakie (i czy w ogóle) niesie z sobą korzyści?
Kocham takie książki. Cenię autorów, którzy wprowadzają chaos do mojego ustabilizowanego światopoglądu. Lubię, gdy ktoś wytrąca mnie z równowagi. Wydaje mi się bowiem, że przecież sama siebie dobrze znam. Mam wyrobione zdanie na wiele tematów, zwłaszcza tych, które dotyczą mego zawodu oraz oceniania ludzkich postaw i budowania relacji w danej społeczności. Gdy autorowi uda się - bodaj na chwilę - wstrząsnąć moim światopoglądem, składam mu w duchu gratulacje i wpisuję na listę autorów ulubionych i cenionych.
Jodi Picoult nie tylko została wreszcie na tę listę wpisana, ale zmusiła mnie swymi "Dziewiętnastoma minutami" do głębszego zainteresowania się problemem przemocy w szkole. Zamierzam przeszukać w najbliższym czasie strony internetowe pod kątem być może istniejących grup wsparcia dla takich osób. Ciekawi mnie, czy w Polsce - poza tworzeniem jadowitych artykułów i puszczaniem medialnych fajerwerków - robi się cokolwiek konstruktywnego, by zapobiec podobnym, dramatycznym historiom.

1 komentarz :

  1. Bardzo ciekawa recenzja, czytało się ją z przyjemnością. Książka rzeczywiście porusza bardzo ważny problem, niestety często bagatelizowany. Obrazem "Musimy porozmawiać o Kevinie" byłam przerażona, ale takie historie są zwykle mimo wszystko niezwykle ciekawe i chętnie sięgnę po "Dziewiętnaście minut".

    OdpowiedzUsuń