czwartek, 26 lipca 2012

Tydzień z kryminałem. "Ofiara losu".

Na początku była irytacja. Zaczęłam się zastanawiać, co ja właściwie czytam: kryminał, czy podręcznik wychowywania niemowląt dla początkujących i w dodatku nieszczególnie rozgarniętych rodziców. Tytuł brzmiał "Ofiara  losu", autorką była Lackberg, a tekst został zdjęty z półki oznaczonej jako "kryminał". Klasyfikacja zatem nie powinna budzić żadnych wątpliwości. A jednak budziła.
Przez ponad połowę powieści nie działo się zgoła nic. Zachwalano ząbki niemowlęcia, pieczono bułeczki, przewijano, leczono się z traumatycznych wspomnień, gotowano, przebierano, poszukiwano sukni ślubnej, przyrządzano tajski ryż i narzekano na przyszłą teściową. Śledztwo toczyło się poza murami miłego domostwa, ale czytelnik nie mógł towarzyszyć detektywowi w jego poczynaniach, tylko musiał przez wiele dni pozostawać w salonie, w towarzystwie dwóch rozgadanych sióstr i przyglądać się pieczeniu cynamonowych słodkości. Czytelnik był również zobligowany do zachwytów nad trójką dzieci, do witania detektywa w progu i żegnania go rankiem. Potraktowano czytelnika jako istotę niedostosowaną społecznie, na którą bardzo źle wpłynie przyglądanie się śledztwu, winna zatem uczestniczyć w życiu rodzinnym, poznawać zwyczaje panujące przy stole, oglądać z dziećmi bajki i słuchać rozmów "o życiu". Wiadomo, że detektyw COŚ odkrył. COŚ. Raz, drugi, fafnasty. Uznaje się jednak, że wrażliwość czytelnicza jest tak wysublimowana, iż odkrycie tajemnicy jawnie, na kartach powieści, spowoduje nieodwracalne i traumatyczne zmiany w psychice czytającego. O śledztwie zatem nie wiadomo praktycznie nic. Detektyw idzie do pracy, "dzieś" dzwoni, coś czyta, z kimś się spotyka. My grzecznie czekamy nań w domu, a gdy on wraca, to jako doskonały dżentelmen o pracy przy damach nie rozmawia. Nudzimy się zatem śmiertelnie.
Fatalna konstrukcja powieści zmienia się w drugiej połowie czytadła. Autorka przypomina sobie wówczas, że usiadła do pisania kryminału, a nie sielskiej powieści rodzinnej dla zagubionych nastolatków i pozwala czytelnikowi zapoznać się z przebiegiem śledztwa. Odtąd akcja już porywa i można odłożyć powieść z uczuciem w gruncie rzeczy miło spędzonego czasu.
Z uwielbianym przeze mnie Mankellem Lackberg porównać się po prostu nie da. Nie powinna ona w ogóle obok Mankella leżeć. ;)  To, co najbardziej cenię w powieściach szwedzkiego mistrza (szeroki obraz problemów skandynawskiego społeczeństwa, wnikliwy portret obywateli, szczegółowo przedstawioną panoramę życia codziennego) u Lackberg niemal nie występuje. Bo cóż odkrywczego i prawdziwie przykuwającego można rzec o Skandynawii, szkicując życie jednej zaledwie rodziny, toczące się głównie w jej salonie? Mam niestety wrażenie, że Lackberg nie potrafi się zdecydować, co tak naprawdę chciałaby tworzyć. Kryminał czy sagę. Nie umie - według mnie - pogodzić jednego z drugim i jak trafnie napisała to jedna z moich Znajomych: wychodzi jej literacka telenowela. Ciekawa, owszem, miła do poczytania w podróży czy na balkonie w letni dzień, ale - na litość! - nie może to być porównywalne z poziomem Mankella czy Larssona. Także nasz Miłoszewski brzmi przy niej jak noblista.
"Ofiara losu" to zdecydowanie najsłabszy tekst Lackberg z jakim się zetknęłam, jednak wbrew temu, co napisałam, będę wracać do tej autorki w nadziei, że pewnego dnia odda ona w moje ręce powieść równie dobrą jak "Kamieniarz". Lackberg może stworzyć dobry tekst ("Kamieniarz" tego przykładem), ale bezwzględnie musi zakończyć z pieluszkami i kupkami. Czytelnik sięgający po kryminał, chce zagadki (!!!), chce myślenia (!!!), a nie "ząbków jak perełki". Od nocniczków i papuci mamy inne gatunki literackie.
Zakończenie "Ofiary..." intryguje, czytelnik naprawdę czuje się solidnie zachęcony do sięgnięcia po kolejny tom i ja to z pewnością - mimo wszystko - uczynię. Dam znać, jak było... ;) ;)

1 komentarz :

  1. Pozostaje mi się tylko podpisać pod powyższym.I dodać,że ja osobiscie lubię te klimaty,nie przeszkadza mi zupełnie nocniczek i ząbki dziecięcia detektywa.
    Wolę to, niż "Dom na..."
    Każdy ma swoją lieraturę wagonową.
    Mnie taka pasuje!
    kotkins

    OdpowiedzUsuń