sobota, 29 grudnia 2012

"Oblężenie"

Najnowsza powieść Artura Pereza-Reverte to tekst specyficzny, wielowątkowy, o niezmiernie wolno zawiązującej się i płynącej akcji. Nie zgadzam się z opinią zamieszczoną w licznych streszczeniach i recenzjach, jakoby oblężenie Kadyksu (czasy wojen napoleońskich) było tu tłem dla wydarzeń. Według mnie to właśnie owo oblężenie jest najintensywniej scharakteryzowane, najistotniejsze i stanowiące powód, podstawę, genezę wszelkich działań bohaterów. Podczas oblężenia wszystko się zaczyna, oblężenia dotyczy, a poszczególne wątki są jedynie pochodną wojennych działań toczonych w okolicach Kadyksu.
Niekwestionowanym atutem tej powieści jest niezmiernie precyzyjny język i opisy o nieprawdopodobnej wręcz dokładności. Perez-Reverte sprawia, że poznajemy wszelkie tajemnice Kadyksu tak, jakbyśmy każdą dzielnicę, podwórko, dom, zaułek oglądali na własne oczy, jak byśmy byli w Kadyksie, oddychali jego powietrzem, jedli podawane tam potrawy i słyszeli nawet najmniej uchwytne odcienie głosu bohaterów. To sprawia, że trudno oderwać się od tekstu, trudno rozstać się z bohaterami. Jednocześnie istnieją fragmenty, podczas czytania których mamy ochotę odłożyć książkę i nigdy do niej nie wracać. Autor operuje bowiem specjalistycznym słownictwem żeglarskim czy batalistycznym i chwilami słabo orientujący się w tej tematyce czytelnik ma najzwyczajniej w świecie dosyć. Odkłada zatem, a po chwili wraca, bo nie czytać Perez-Reverte to rezygnować z fascynującej i wiele uczącej podróży.
Nikt nie potrafi tak subtelnie, tak oryginalnie opisywać stanu ludzkich uczuć, emocji, motywów jak czyni to autor "Oblężenia". Można być pewnym, że najbardziej typową, szablonową lub zgoła kiczowatą sytuację, Perez-Reverte zamieni w literackie arcydzieło.
Pamiętam, jak niedawno irytowałam się z powodu "Miasta ślepców" Saramago, który - według mnie - bardzo chciał zszokować pomysłem, a stworzył tekst nieprawdopodobny psychologicznie, tchnący kiczem i szablonowością. Perez- Reverte tymczasem zdaje się bawić z czytelnikiem. Przedstawia na przykład  korsarza, zakochującego się w pięknej damie i - gdy z narastającym niesmakiem oczekujemy żenujących melodramatyzmów - on kreśli przed nami obraz tego uczucia w sposób subtelny, oryginalny, elegancki i głęboki. Właśnie głębią i precyzją tchną poszczególne fragmenty tej powieści. Można mieć wrażenie, że po "Oblężeniu" każdy kolejny, czytany przez nas tekst będzie miałki, nijaki i nieoddający w pełni atmosfery miejsca oraz zdarzeń.
Opisywany przez Pereza-Reverte Kadyks jest nie tylko pełen specyficznych woni, nie tylko przesycony wilgocią i odgłosami wojen, karnawału czy życia codziennego, ale też - w pewnym sensie - klaustrofobiczny. Przed oczami czytelnika przesuwają się tłumy bohaterów, z których każdy żyje bardzo intensywnie, skupiony mimo wojny - a niekiedy dzięki niej - przede wszystkim na własnych sprawach, na interesach, pozwalających jemu i jego rodzinie utrzymać się na powierzchni. Miałam wrażenie, że w "Oblężeniu" przedstawiony jest zupełnie inny obraz wojny niż te, do których przyzwyczaiła nas historia literatury. Rzadko bowiem zdarzają się tu sceny jednoznacznie przepełnione dramatyzmem. Niemniej jednak, choć jest ich stosunkowo mało, fundują czytelnikowi rzeczywiście głębokie emocje i przedstawiają ludzką tragedię wielce sugestywnie (przykładem niech będzie rozstrzelanie dezerterów). Niewiele tu łez, niewiele krzyków rozpaczy. Wojna wyzwala w mieszkańcach Kadyksu raczej nieposkromioną energię, pęd, witalność, pragnienie podejmowania ryzyka. Widać to wyraźnie w opisach każdej warstwy społecznej. Tętniący życiem Kadyks przedstawiony jest w sposób dokładny, panoramiczny i bodaj każdy element miejskiego życia, każdy zakamarek, pozostaje tu wnikliwie scharakteryzowany: poczynając od willi bogaczy, na izdebkach biedoty skończywszy. W powieści splatają się losy wielkich armatorów, korsarzy, policjanta, artylerzysty, partyzanta i szpiegów, a wszystkie ich poczynania przesycone są jakąś niezwykłą determinacją w podejmowaniu wyzwań. Wąskie, duszne uliczki stają się areną działań okrutnych, namiętnych i zdradliwych. Jednocześnie, akcja płynie bardzo wolno, opisy życia miasta czy ruchów artyleryjskich na długo odciągają od konkretnych wydarzeń. Czujemy się uwięzieni nie tylko przez tajemnicze zaułki i mroczne dzielnice, ale też poprzez samą konstrukcję powieści. Autor niewoli opisami. Rzuca soczysty kąsek wydarzeń, by za chwilę przez wiele stron "blokować" nas drobiazgowym referowaniem działań artyleryjskich czy poczynań korsarzy. To może drażnić. W pewien sposób pozostajemy czytelniczo oblężeni.
W drugiej połowie powieści jeden z wątków wysuwa się na plan pierwszy i jeszcze bardziej zagęszcza atmosferę. Oto w miejscach, gdzie spadła lub - co dziwniejsze - dopiero spadnie francuska bomba odnajdywane są zwłoki brutalnie zamordowanych kobiet. Najbardziej interesujące jest to, skąd morderca wie, gdzie spadnie pocisk, skoro nawet sami Francuzi nie są w stanie tego przewidzieć. Co ma on wspólnego z oblężeniem?
Na szczególną uwagę zasługuje tu postać policjanta - przekupnego, torturującego, absolutnie bezwzględnego, a jednocześnie poświęcającego niemal każdą myśl kwestii złapania przestępcy. W ogóle,  postacie Pereza-Reverte są bardzo złożone, ich działania pozostają moralnie niejednoznaczne, zagadkowe, dające powód do dyskusji. Czy istnienie rodzinnej firmy i wkład w rozwój miasta można przedłożyć nad życie ukochanego człowieka? Czy można prowokować bombardowanie domów i powodować śmierć wielu ludzi, by złapać mordercę? Czy naturalnym jest pójście na pewną śmierć tylko dlatego, że uległo się uczuciowej fascynacji?
To właśnie ze względu na portrety bohaterów, nietypowe motywy ich działań i obraz Kadyksu warto poddać się temu wielogodzinnemu czytelniczemu zniewoleniu, choć może ono stanowić spore wyzwanie dla wyobraźni i cierpliwości. Emocje towarzyszące zakończeniu powieści wynagradzają wszystko.

0 komentarze :

Prześlij komentarz