środa, 2 stycznia 2013

Inauguracja Roku Czytelniczego. "Siostrzyca".

Nowy Czytelniczy Rok niniejszym uważam za otwarty. Zainaugurowałam go w podróży, pozycją dość niezwykłą, stworzoną według kanonów powieści gotyckiej i tak nieprawdopodobnie wciągającą, tak klimatyczną i dreszczykiem przejmującą, że nawet lodowate zimno nieogrzewanych przedziałów kolejowych nie było w stanie mnie zirytować i wyprowadzić ze stanu rozkosznego, czytelniczego omamienia. Przypomniały mi się stare, dobre, studenckie czasy, prace pisane na temat gotycyzmu i dwoistości, wspaniałe teksty Ann Radcliff, Waltera Scotta, Roberta Stevensona i wielu, wielu innych, połykanych w jakiejkolwiek przerwie między czymś istotniejszym. Ach, ten "Mnich" Lewisa, liczący sobie ok. 540 stron! Pamiętam jak pochłaniałam go w jeden mroczny, samotny wieczór i nawiedzaną przez wyimaginowane upiory noc, gdy rozszalała wyobraźnia kazała kulić się pod kołdrą, tak by zajmować sobą jak najmniej miejsca. Paląca stawała się wówczas także potrzeba posiadania ściany za plecami, a niewinne chrząknięcie kogoś w sąsiednim pomieszczeniu doprowadzało do palpitacji.
Wzruszyłam się... Wiecie, że nigdzie nie czyta się tak doskonale literatury romantycznej jak w "Niebieskich migdałach" w Łodzi, moim studenckim mieście? Najlepiej w tych na Sienkiewicza. Tak, tak. O tu: http://www.niebieskie-migdaly.pl/galeria/sienkiewicza.html
 foto za: http://www.cit.lodz.pl/pokaz/286,7,47,niebieskie-migdaly
Czytana w pociągu powieść - którą z racji okoliczności towarzyszących w pełni delektować się jednak nie mogłam - wzbudziła we mnie od dawna uśpione, małe marzenie: dotrzeć do Łodzi. A potem - najlepiej brnąc sobie przez śnieżną zadymkę - wejść właśnie tam. Zamówić czajniczek niezrównanej herbaty i ... docenić, delektować się, czytelniczo rozpieszczać na przykład tym tekstem, stworzonym naprawdę kunsztownie.

Ale o czym to ja właściwie chciałam...? Chyba o tym, że "Siostrzyca" utrzymana jest w ryzach gatunku niemal całkowicie. Mamy olbrzymi, tajemniczy, mroczny dom, wieże, zakamarki, tajemnice. Główną bohaterką jest dziewczynka, usiłująca za wszelką cenę powstrzymać działania okrutnej, upiornej guwernantki, planującej skrzywdzić jej brata. Mamy dobrą gospodynię, jowialnych służących, dramatyczną rodzinną historię i tajemniczego wuja. Proste? Nie do końca, bowiem pod płaszczykiem gotyckiej atmosfery, utkanym naprawdę bardzo zręcznie, pulsuje problem o wiele poważniejszy. Gotycyzm i frenezja nas mamią, czarują, ale jeśli na tym poprzestaniemy, nie odczytamy tej powieści właściwie i w całej pełni. Coś bowiem każe nam sądzić, że pierwszoosobowa narracja bohaterki jest mało wiarygodna. Gęstniejąca atmosfera zmusza nas do zastanowienia, czy dziewczynka rzeczywiście mówi nam wszystko. Z uczuciem potężnego niedosytu w kwestii rozwiązania powieściowych tajemnic pozostajemy jeszcze długo po zamknięciu książki. Czy Florencja jest obłąkana? Czy może po prostu jej nazbyt wybujała wyobraźnia czystym zbiegiem okoliczności ściera się z realnym złem i wymaga konkretnej interwencji? Ile wydarzeń pozostaje zmyślonych lub jest efektem przewrażliwienia, a ile nieść może prawdziwe zagrożenie? Wreszcie: kim naprawdę są bohaterowie - z dziewczynką na czele - i... ileż mają lat?
Szczególnym majstersztykiem tej powieści jest język, a co za tym idzie - praca tłumacza. Florencja bowiem tworzy swój własny słownik, pełen neologizmów, niesamowitych językowych "smaczków", idealnie odzwierciedlających czynności, stany, emocje. Zawsze wiedziałam, że język polskich jest fantastycznie bogaty, a tymczasem tłumaczka udowadnia, że można go wzbogacić jeszcze bardziej. Początkowo podróż przez językowy świat Florencji może nastręczać sporo trudności, zwłaszcza gdy czyta się szybko. Tworzone przez nią wyrazy wymagają bowiem dłuższego zatrzymania wzroku, skupienia, króciutkich analiz. Co daje taki zabieg? Przede wszystkim jeszcze bardziej podkreśla zagadkowość rzeczy całej: kim jest ta dziewczynka? Jaki jest stan jej umysłu? Ponadto - język intensyfikuje mroczne emocje zawarte w tym tekście. Ktoś, kto formułuje myśli w taki sposób, jak czyni to narratorka, najprawdopodobniej nie prowadzi w pełni chłodnego toku rozumowania. Znów zatem pojawia się pytanie: ile z tego, co zostaje nam przedstawione jest prawdą?
Świetna powieść, świetny język, znakomita atmosfera. Doskonała czytelnicza wróżba na nadchodzący rok.

0 komentarze :

Prześlij komentarz