czwartek, 18 kwietnia 2013

Przyjemność z czytania, cz. II - "Stan zdumienia"

W ostatnim poście starałam się wymienić powody, dla których daną książkę oceniam jako dobrą, świetną, rewelacyjną. Czytając "Stan zdumienia" (autorki, której dotąd nie znałam, Ann Patchett) mogłam raz jeszcze przyjrzeć się każdemu z wymienionych punktów i - mając pod ręką gotowy spis własnych oczekiwań - ponownie określić, kiedy czytanie staje się dla mnie przyjemnością. ;)

Czy zatem zaistniała owa przyjemność, gdy śledziłam tekst, który budował we mnie uczucie przytłaczającego  napięcia? Czy przyjemne było wrażenie, że po kręgosłupie wędruje mi korowód mrówek? Czy naprawdę dobra lektura musi sprawiać, że człowiek dusi się ciężkim, gęstym powietrzem Amazonii, brodzi w odstręczającej, gorącej wilgoci i na całym ciele czuje miliony ugryzień rozmaitych insektów? A do tego zadaje sobie wielce niewygodne pytania natury moralnej i dziwią go własne odpowiedzi? Ależ tak. Po stokroć tak. Doskonała lektura przenosi nas bez reszty w rzeczywistość świata przedstawionego i sprawia, że po jej zakończeniu na plan pierwszy wysuwa się jedna myśl: warto żyć dla takich książek. Warto kraść z życia każdą chwilę na ich czytanie. Warto podporządkować im większość planów.
"Stan zdumienia" wyraźnie nawiązuje do problematyki "Jądra ciemności", ale moim skromnym zdaniem - stawia jeszcze większą ilość pytań, w nieco przystępniejszej formie. Powieść Conrada wymagała ode mnie pewnego lekturowego samozaparcia i porwała dopiero swym zakończeniem, podczas gdy "Stan zdumienia" czytało mi się doskonale od pierwszej do ostatniej strony.
Oto pewien koncern farmaceutyczny wysyła do amazońskiej dżungli jedną ze swych pracownic, Marinę. Kobieta ma zbadać, na jakim etapie znajdują się prace pewnej nieco ekscentrycznej i bardzo trudnej w kontaktach lekarki, doktor Swenson, która - hojnie opłacana przez firmę - tworzy tajemniczy lek, związany z kobiecą płodnością. Starsza pani żyje w sercu dżungli od lat, w każdy możliwy sposób ograniczając jakiekolwiek relacje ze światem zewnętrznym i pozostając dla koncernu coraz większą i coraz mroczniejszą zagadką. Marina ma również przyjrzeć się okolicznościom śmierci swego przyjaciela, który wyruszył do Amazonii i spotkał się z badaczką kilka miesięcy wcześniej. Rzecz całą komplikuje fakt, że doktor Swenson była mocno związana z pewnym wydarzeniem, które odwróciło bieg kariery Mariny i zaciążyło na jej życiu zawodowym i osobistym. Kobieta odczuwa przed lekarką nie tylko głęboki respekt, ale przede wszystkim lęk. Nie ma najmniejszej ochoty stawać przed kimś, kto był świadkiem jej dramatycznej porażki i upokorzenia, nie mówiąc już o tym, że nie czuje się na siłach do czegokolwiek takiej osoby nakłaniać.
Kto, po przeczytaniu jakiegokolwiek streszczenia tej powieści sądzi, że łatwo domyśleć się przebiegu jej akcji i zakończenia - jest w błędzie. Każdy bowiem akapit, każdy krok Mariny w głąb dżungli odsłania kolejne tajemnice ludzkiej natury. Przedziwny lek to jedynie kropla w morzu zagadek. Pojawi się tu na przykład pytanie o siłę i wpływ autorytetów na nasze życie. O to, jak daleko jesteśmy w stanie podążyć za osobą, którą szanujemy, podziwiamy, która jest naszym mentorem. Kiedy - i czy w ogóle - powiemy jej "nie". Czy będziemy w stanie postawić jakieś granice. Co się stanie, gdy szacunek, lojalność, podziw popadną w konflikt z etyką i moralnością?
"Stan zdumienia" uświadamia, jak bardzo potrzebujemy w życiu człowieka, który nami pokieruje. Mimo przekonania o sile własnej osobowości żywimy niekwestionowaną potrzebę posiadania zarówno kogoś, kogo będziemy mogli bezdyskusyjnie podziwiać, jak i kogoś, dla kogo sami staniemy się opiekunami. Ann Patchett pokazuje, jak silna i decydująca dla naszego życia może być relacja uczeń - mistrz. Jakich zmian może dokonać, jak sprawczego charakteru może nabrać. 
Specyficzna przyjaźń, zaistniała między Mariną a jej mentorką oraz stopniowa zmiana stosunków obydwu kobiet, ukazane są w naprawdę ciekawy sposób.  Doktor Swenson jest postacią fascynującą, z jednej strony przewidywalną w swych działaniach, z drugiej strony - nieodgadnioną, gdy chodzi o uczucia czy los pewnego głuchego, indiańskiego chłopca...
Powieść jest głęboka, wielopłaszczyznowa, zmuszająca do myślenia. Czytelnik zostaje wrzucony w istny gąszcz pytań i przeplatających się wątpliwości, związanych przede wszystkim z międzyludzkimi relacjami. Sposób przedstawienia dżungli sprawia, że z jednej strony niemal fizycznie nas ona wykańcza, a z drugiej - chce się w niej tkwić jak najdłużej. Amazonia osacza czytelnika tak, jak bohaterkę powieści. Można odnieść wrażenie, że gdy Marina ląduje na ojczystej ziemi, autorka szybko rozstaje się zarówno z nią, jak i z nami, bo poza Amazonią życie jest jałowe.

"Stan zdumienia" to jedna z tych powieści, które się śnią... :)

1 komentarz :

  1. "Patchett" w pierwszym momencie przeczytałam jako "Pratchett" i pomyślałam sobie: RANY, CÓRKA POSZŁA W ŚLADY OJCA! Dopiero potem przyszło zrozumienie :)

    OdpowiedzUsuń