niedziela, 29 grudnia 2013

"Villette"

Tak przejmująco smutnej powieści nie czytałam od dawna. Mówi się, że „Villette” to studium samotności. Według mnie to również studium radzenia sobie z beznadziejnością, z poczuciem niedowartościowania, z kolejnymi odtrąceniami. To próba odpowiedzi na pytanie: jak żyć, gdy nikomu nie jest się potrzebnym. Jaki system wartości zbudować sobie w świecie ludzi, którzy pragną nas tylko przez chwilę? Jak zmusić połamane w drobiazgi serce, by nadal przeciwstawiało się kolejnym ciosom i jednocześnie potrafiło odszukać w tłumie obcych jednego prawdziwie dobrego człowieka? Czy nadzieja nie jest aby największą trucizną? Czytając ostanie akapity nie dowierzałam własnym oczom. Zakończenie zaskakuje i sprawia, że przez długie chwile człowiek oswaja przeczytane treści, niezdolny nawet do zamknięcia książki i odłożenia jej na półkę.

0 komentarze :

Prześlij komentarz