niedziela, 12 stycznia 2014

"Profesor" Charlotte Bronte...

...opowiada o związku nauczyciela i uczennicy, o tym jak pod wpływem serdecznych uczuć i życzliwej troski ona zyskuje pewność siebie, radość, spełnienie, on zaś - poczucie, że jest komuś potrzebny, podziwiany i że dotarł wreszcie do kresu samotnej, życiowej tułaczki. Na miano prawdziwej perełki zasługują klimatyczne opisy prostego życia codziennego Profesora i jego wybranki. Spokój, ciepło, nastrojowość, jakimi przesycone są rozdziały traktujące o ich małżeństwie potrafią prawdziwie wzruszyć i "roztęsknić" czytelnika, choć właściwie nic wielkiego się w nich nie zdarza. Akcja prowadzona jest spokojnie, w pięknym języku, precyzyjnie starającym się oddać głębię charakterów. Narrator wnikliwie przygląda się otaczającym go postaciom i – jak to u Charlotte Bronte – jak najdokładniej stara się przedstawić rozmaite odcienie ich osobowości. Rażące bywa jednak częste podkreślanie wyższości angielskiej rasy nad mieszkańcami kontynentu. Pierwszą swą powieścią Charlotte dowodzi, że nie nauczyła się jeszcze panować nad brakiem obiektywizmu, a jej niewybredne, siermiężne sądy na temat wad niektórych narodowości są tak radykalne, krzywdzące i uogólniające, że można ją niekiedy posądzić o całkowity brak taktu. „Villette” i „Jane Eyre” będą stały na o wiele wyższym poziomie, warto jednak sięgnąć po „Profesora”, by zobaczyć, jak autorka się zmieni, jak będzie ewoluować.

0 komentarze :

Prześlij komentarz