niedziela, 27 kwietnia 2014

Czarnobylska modlitwa...

O Czarnobylu napisano olbrzymią ilość tekstów i nakręcono mnóstwo dokumentów. Wczoraj jednak, w 28 rocznicę wybuchu reaktora, wpadł mi w ręce reportaż, który jest inny niż wszystko, z czym do tej pory przy temacie Czarnobyla się zetknęłam.
Autorka nie bada, nie analizuje, nie sugeruje i nie protestuje, lecz gromadzi, niczym Zofia Nałkowska w „Medalionach”, nieprzefiltrowane przez językową poprawność, proste, czyste i tak wstrząsająco prawdziwe zwierzenia zwykłych, szarych mieszkańców Białorusi, żyjących na skażonych terenach w chwili wybuchu, wysiedlonych, nieopisanie tęskniących lub pozostających w domach nielegalnie.
Pisze o niewiedzy, o z góry skazanej na porażkę, szalonej determinacji i o wymykającej się wszelkim wyobrażeniom makabrze, która jednak generowała pragnienie życia za wszelką cenę - życia spokojnego, zwyczajnego mimo wszystko. Bardzo ciekawie przedstawiona jest kwestia Czarnobyla jako swoistej enklawy, "Ziemi Obiecanej", miejsca wytchnienia dla ludzi uciekających przed wojną, np. z Tadżykistanu czy Czeczenii.
„Czarnobylska modlitwa” to również rzecz o zakłamaniu państwa, o poddaństwie i posłuszeństwie obywateli, o bohaterstwie, zbudowanym na porażającej nieświadomości, wreszcie o bezgranicznej miłości rodzicielskiej, małżeńskiej, której nie sposób odróżnić od śmierci, bo staje się ona śmiercią.
Książka ta, podobnie jak wspomniane niżej „Szepty”, dotyka istoty człowieczeństwa. Autorka wskrzesza wspomnienia, jej bohaterowie, mówią własnym językiem, dzięki ich relacjom ożywają zmarli, a wszyscy stają się indywidualnościami. Czarnobyl zaczyna istnieć na wyciągnięcie ręki.
Można tego nie czytać, wychodząc z założenia, że „to nie na moje nerwy”, ale wówczas nie doświadczymy istnienia potężnej tajemnicy, związanej z ludzką siłą, desperacją, miłością. Tajemnicy, jakiej żadne badania, statystyki i analizy nie wyjaśnią, bo jest ona tajemnicą szarego, prostego człowieka, najczęściej zapomnianego, sprowadzonego do zer na końcu wielkich liczb i przez to – zwykle nieistniejącego.
W „Czarnobylskiej modlitwie” to właśnie owi nieistniejący mają głos.

3 komentarze :

  1. Tej samej pisarki polecam również "Wojna nie ma w sobie nic z kobiety". Czytałaś?
    Bardzo ciężka, przejmująca i ważna książka. Zostawia ślad, ale to dobrze, warto wiedzieć, że teraz się żyje w lepszych czasach.

    OdpowiedzUsuń
  2. Słyszałam o tej książce i zamierzam ja przeczytać. Autorka była poważną kandydatką do Nobla.

    OdpowiedzUsuń