niedziela, 22 czerwca 2014

Moje pierwsze spotkanie z Martinem...

Jeszcze trzy dni temu nie przypuszczałabym, że to się kiedykolwiek zdarzy - zmagania o tron oraz historia rodu Starków, ich wrogów i przyjaciół omamiły mnie, osaczyły, pochłonęły i nie dostrzegam szans na odzyskanie wolności. Kwiaty więdną, mieszkanie kurzem porasta, koty przeżywają okres przymusowego ścisłego postu, a mąż stara się nie oddychać. Za przerwanie mi lektury grożą bowiem srogie represje.
Cyklem Martina nie interesowałam się w ogóle, przez lata całe nie poświęciłam mu nawet spojrzenia, gdyż nie przepadam za fantastyką i fantasy. Jednak troszkę z poczucia obowiązku, trochę z obawy, że być może omija mnie coś istotnego, a nieco ze zmęczenia i w oczekiwaniu na moc wrażeń - sięgnęłam wreszcie po "Grę o tron".
Sięgnęłam i przepadłam. Od dwóch dni świat stanowi dla mnie jedynie niewygodną i najeżoną zbędnymi obowiązkami otoczkę dla tego, co się w powieści zdarza.
Cechą „Gry o tron” jest przede wszystkim niebanalny rozmach. Rozmach, elegancja, emocje oraz koronkowo wykreowany świat, charaktery i osobowości. Jeśli zatem ktokolwiek mnie zapyta, czy czytać, to odpowiedź będzie jedna - oczywiście, że czytać.
Bo to, Moi Państwo, piękne jest. Po prostu piękne, ujmujące, zręcznie napisane, niebywale wciągające, lekkie i odrywające od codziennych trosk. Postacie są barwne, ich problemy wielce prawdopodobne, charaktery niejednoznaczne, zmienne i ewoluujące, a cała historia pełna emocji, spisków, namiętności, zdrad i przygody. Wielość przenikających się historii, bohaterów, związków i zdarzeń jest dla mnie niebagatelnym atutem tej, tętniącej życiem i chwilami bardzo wzruszającej, powieści. Zaczynam zgadzać się z opinią, że nie znać Martina to troszkę tak, jak nie znać Tolkiena. Bo - czy nam się to podoba, czy nie - Martin to zjawisko i wydarzenie. Nie trzeba i nie warto pozostawać na niego obojętnym.


8 komentarzy :

  1. Ja niestety nadal jestem w grupie, która nie zna "Gry o tron", nie oglądam serialu, bo chcę najpierw przeczytać książkę, a książki jeszcze nie czytałam bo jakoś mi nie po drodze... Ale postanowiłam, że w wakacje nadrobię zaległości i w końcu się dowiem o co w tym wszystkim chodzi ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiele osób podobno zraża się początkiem: wielością postaci, motywów, historii rodów, miejsc. Ale ja myślę, że jeśli ktoś sporo czyta, to ma pamięć na tyle elastyczną, by spokojnie rzecz całą ogarnąć. Miłej lektury życzę!

    OdpowiedzUsuń
  3. Zawsze też można pomóc sobie serialowymi zdjęciami. Ja już z nogi na nogę przestępuję z chęci obejrzenia 1 sezonu, ale jestem twarda - najpierw muszę przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak - ja też jestem kuszona serialem ze wszystkich stron, ale staram się sprostać postanowieniu, że najpierw książka ;)

      Usuń
  4. Jak przeczytasz, daj proszę znać u siebie na blogu. Będę zaglądać i oczekiwać wrażeń. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno podzielę się wrażeniami z książki :) Mam nadzieję, że już niedługo będę mogła to zrobić, choć najpierw muszę nadrobić moje inne książkowe zaległości :) Ale wakacje są długie i mam nadzieję, że wszystko się uda :)

      Usuń
  5. Planuję właśnie wziąć dwie pierwsze książki z cyklu Martina na wakacje, więc ciesze się, że na Tobie też wywarły takie wrażenie :)

    Przy okazji zapraszam do siebie na konkurs z inną książką tej autorki: http://heaven-for-readers.blogspot.com/2014/06/klub-karmy-czesc-2-wraz-z-tematyczna.html – krótki termin, dlatego informuję osobiście :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Udanych wakacji życzę, ale tak sobie myślę, że możesz niewiele zobaczyć, biorąc Martina. ;) Utkwisz w siedmiu królestwach i dopiero będzie...
    ;)

    OdpowiedzUsuń