sobota, 14 czerwca 2014

"Miedzianka. Historia znikania."

Kupferberg to miejsce sielskie, spokojne, malowniczo położone, tak piękne i przytulne, że aż nierzeczywiste. Opisywane między innymi z punktu widzenia dzieci wydaje się miasteczkiem ze snu lub baśni. Każda baśń zawiera jednak w sobie element grozy i podobnie rzecz się ma z historią Kupferbergu. Miejsce to uchodzi za obłożone klątwą, choć ludzie żyją tu w przyjaźni, pogodzie, radości, a wojenne zawieruchy przetaczają się jakby obok, pozostawiając tę niezwykłą enklawę nietkniętą, stanowiącą bezpieczny azyl i schronienie przed największym złem. Kupferberg wychodzi bez szwanku z czasów Apokalipsy Spełnionej. Nie jest jednak w stanie oprzeć się Rosjanom.
W 1945 roku do miasteczka wkraczają komuniści, trzy lata później zaczynają wydobywać rudy uranu, a Kupferberg, przemianowany na Miedziankę, za ich sprawą znika z powierzchni ziemi...


„Miedzianka...” nie jest łatwą lekturą, choć czyta się ją jak baśń dla dorosłych, napisaną prostym, jasnym językiem, który ściska za gardło. Autor reportażu najpierw każe nam zżyć się z pełnymi pogody mieszkańcami miasteczka, obserwować ich radosny, niemal bezproblemowy byt, wniknąć w rozmaite, pełne ciepła i życzliwości relacje, a potem patrzeć na ich wysiedlenie, obserwować wandalizm, okrucieństwo, zniszczenie, totalną destrukcję.


Miedzianka upada, bowiem przez wieki wydobywa się tu położone tuż pod powierzchnią ziemi miedź, srebro, blendę cynkową. Nie zwraca się przy tym uwagi na fakt, że drzemią one bardzo płytko. Kolejni przedsiębiorcy wydobywają, co się da, a następnie sprzedają kopalnie rozmaitym szalonym optymistom, którzy „grzebiąc” dalej po całym terenie, sprawiają, że góra, zwieńczona miasteczkiem, staje się podziurawiona jak sito. Rosjanie dopełniają dzieła zniszczenia, wydobywając - bezmyślnie, bez planu, badań i w absolutnej tajemnicy - rudy uranu. Reportaż opisuje pracę ludzi przy promieniotwórczym materiale, życie ich rodzin, represje i terror komunistyczny, wreszcie sposoby ukrycia rzeczy całej.
Być może podchodziłam do tego tekstu tak emocjonalnie, gdyż uwiecznione w nim zostało również moje rodzinne miasto i okolice – Jelenia Góra, Janowice, Trzcińsko, Marciszów itd. - w stanie kwitnącym, tętniącym możliwościami. Nie mogłam spokojnie czytać o tym, jak dalece komuniści pogrzebali piękno i siłę drzemiące w moich rodzinnych stronach, jak nieodwołalnie zniszczyli klimat tego miejsca, jak wdarli się w poszczególne obszary życia (m.in. do oświaty), czego konsekwencje ponosimy po dziś dzień.
Reportaż Springera jest książką bardzo piękną i porażająco smutną. Myślałam, że w temacie wojny, Rosjan i komuny niewiele mnie już zaskoczy, jednak czytelnicze obserwowanie poczynań komunistów w miejscach, które dobrze znam, okazało się bardzo trudne.


Nie podobało mi się tylko jedno – przedstawienie wielu Polaków jako okrutników, którzy osiedlając się na poniemieckich terenach, stanowią ucieleśnienie zemsty. Autor wydaje się zapominać, że to bynajmniej nie Polacy rozpętali wojnę i nie oni stali się powodem upadku tych ziem. Trudno oczekiwać, by świeżo uwolnieni więźniowie niemieckich obozów pracy wyciągali w przyjaznym geście ramiona ku niemieckiemu narodowi. Tuż po wojnie konflikt między Niemcami a Polakami zaistnieć musiał i śmiem twierdzić, że trudno oskarżać o niego kogokolwiek z cywilnej ludności.
Autor ciepło pisze jednak o Polakach, którzy pracowali w kopalni rudy uranu, którzy walczyli przeciw zniszczeniu Miedzianki, trwali na jej terenach aż do śmierci lub żyją po dziś dzień na zabobrzańskim osiedlu – zwłaszcza (tu informacja dla jeleniogórzan) przy ulicy Karłowicza, Różyckiego, Elsnera.
Reportaż o Miedziance to lektura dla Dolnoślązaka obowiązkowa. Piękna, ale niełatwa i niedająca pokrzepienia.


Zdjęcie 1 - (foto-kurier.pl)
Zdjęcie 2 - (fotopolska.eu)
Zdjęcie 3 - własne

3 komentarze :

  1. Co prawda nie pochodzę z Dolnego Śląska, ale książka mnie zainteresowała i bardzo chętnie po nią sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. To się cieszę. Naprawdę warto. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja ją właśnie przeczytałam... Przyznam się: chwilami byłam przerażona tą historią.

    OdpowiedzUsuń