poniedziałek, 14 lipca 2014

"Bóg jest czerwony", czyli wielka rzecz o nadziei.

O reportażu "Bóg jest czerwony" słyszałam, że to trudna lektura, że drastyczna, że każda karta spływa krwią torturowanych. Tymczasem okazała się najpiękniejszym, najgłębiej poruszającym tekstem, z jakim miałam ostatnio do czynienia.
Autor jest człowiekiem niewierzącym. Dziejami chrześcijaństwa w komunistycznych Chinach zainteresował się z racji tego, że nagłaśnianie problemu łamania praw człowieka uważa za swe życiowe zadanie, cel, misję. Poruszyły go również losy bliskich mu osób, znajomych, przyjaciół, którzy albo oddali życie za wiarę, albo wiele lat spędzili w więzieniach, co nie złamało w nich, bynajmniej, woli dawania świadectwa. Wiele tych historii osnutych jest na bardzo podobnej kanwie: niemal zawsze pojawia się kontakt bohaterów lub ich rodzin z misjonarzami, studia w seminarium lub wybranie sobie mentora, krzewienie chrześcijaństwa w kręgu rodziny, wśród mieszkańców wiosek, wreszcie prześladowania, tortury, śmierć lub dalsza, najeżona przeciwnościami działalność.
A jednak każda z tych historii jest inna, każda absolutnie wyjątkowa. Wszyscy bohaterowie działają w środowiskach najuboższych, wszyscy mieszkają lub pracują na wsiach, ich losy są tak podobne, a mimo to każdy z nich żyje w wyobraźni czytelnika własnym, niezmiernie poruszającym życiem.
Książka Liao Yiwu jest tekstem przedziwnym. Choć obfituje w sceny niebywale drastyczne – niesie spokój. Zadziwiające ciepło. Wzruszenie. I niepodważalną pewność, że jej bohaterowie czynili dobrze, mądrze i zaprezentowali światu istotę człowieczeństwa.
Cóż nią jest? Odwaga. I radość życia. Radość i spokój, zaistniałe mimo głodu, łez, więzienia i tortur, a wypływające z tego, iż człowiek nie pozwoli zdusić w sobie przekonania o własnej racji.
Najgoręcej polecam dwie proste historie: o mężczyźnie chorym na raka oraz o doktorze Sun. Łączy je niezłomne przekonanie, że jeśli w coś prawdziwie wierzę, to owo coś stanie się niepodważalnym faktem, istniejącym bez najmniejszej wątpliwości, realnie i skończenie. To coś pojawi się, ożyje, nabierze kształtu jako namacalny efekt moich modlitw, choćby świat cały z nauką na czele uznał rzecz całą za absolutnie niemożliwą. Bo wiara uzdrawia i kreuje. Powołuje do życia to, co teoretycznie nie ma prawa być powołane.
Historie opisywane przez tego niewierzącego świadka sprawiają, że ze wzruszenia tańczy w człowieku każdy nerw.
Niestety, wielokrotnie zyskiwałam pewność, że słowa, których używali chińscy komuniści w chwilach represjonowania chrześcijan brzmią niczym żywcem wyjęte z naszych współczesnych mediów. Miałam wręcz ochotę, w przypływie wielce ironicznego nastroju, zaznaczać calutkie frazy, które dziś odbijają się wyrazistym echem w telewizji, na internetowych forach, w niezbyt lotnych komentarzach. Pytanie jednak – po co miałabym to robić? Kalkować kalki? Podkreślać slogany? Bez sensu. Wystarcza mi trudna świadomość, że "pawiem bywamy i papugą".
Książka Liao Yiwu ma do zaoferowania o wiele więcej: pogodę, pewność, spokój i podziw. Przepotężny podziw dla tak dalekich, tak innych, a tak niezłomnych.


2 komentarze :

  1. Książka wydaje się trudną lekturą, ale bardzo lubię czytać wszelkiego rodzaju reportaże, a także książki dotyczące Azji. Będę musiała się za tą pozycją obejrzeć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo lubię reportaże o tematyce społecznej, a wydawnictwo Czarne proponuje świetne promocje na ebooki. Teraz przymierzam się do tekstu tego samego autora o przemianach politycznych w Chinach, widzianych oczyma najuboższych.
      "Bóg jest czerwony..." jest książką krzepiącą. Smutną, ale pełną optymizmu. :)

      Usuń