czwartek, 24 lipca 2014

Jo Nesbo, czyli o kryminałach słów kilka...

Gdy ktoś z lekceważeniem lub tonem pełnym wyższości wypowiada się przy mnie o kryminałach lub powieściach grozy wiem, że bardzo często omija go coś naprawdę interesującego i wartościowego. Nie wspomnę nawet o tym, że najwyraźniej nie doświadczył radości obcowania z klasyką gatunku, nie cieszył się tworami umysłów tak tęgich jak Agata Christie czy Artur Conan Doyle i nie przebywał w przebogatym świecie Poego czy Hoffmanna. Szkoda. Szkoda tym bardziej, że i współcześni twórcy mają nam bardzo wiele do zaoferowania. Przy czym ich pomoc w rozwijaniu naszej umiejętności logicznego myślenia wysuwa się tu, oczywiście, na plan pierwszy.
A co poza tym? Dlaczego warto czytać kryminały?
Odpowiedź jest prosta - chyba żaden inny gatunek literatury popularnej nie pokaże nam z taką wiarygodnością, szczegółowością i pietyzmem realiów życia danego społeczeństwa. Szanujący się autor powieści kryminalnej wie, że nie może popełnić najdrobniejszego błędu, bo cała intryga stanie się niewiarygodna. Dlatego świat przedstawiony musi być wykreowany z chirurgiczną precyzją, a to daje nam niebagatelną wiedzę o zwyczajach, mentalności i życiu codziennym mieszkańców danego obszaru.
Z tego też powodu, choć stosunkowo rzadko sięgam po kryminał, nigdy nie przychodzi mi do głowy, by go zdyskredytować. Kto krytykuje kryminały, ten - że tak dość odważnie wywnioskuję - musi być osobą cokolwiek zamkniętą.
Wielokrotnie wspominałam tu o Mankellu, pisałam o Camillerim, ostatnio zaś znów sięgnęłam po Jo Nesbo. Makabryczne okładki, pozornie antypatyczny bohater i szalenie gęsta fabuła odstraszyć mogą niejednego. Ja, na przykład, z wielką pewnością siebie przez długi czas zakładałam, że nie przekonam się do cyklu o Harrym Hole, "bo co to, proszę państwa, fogle jest"?
A jednak zaczęłam śledzić rzecz całą i to od środka, a konkretniej - od "Pierwszego śniegu". Powodów, dla których wpadł mi w ręce akurat ten tom dziś już nie pamiętam. Dość powiedzieć, że zauważyłam, iż Nesbo kochany jest zwłaszcza przez drobne i subtelne kobietki, takie delikatne, wręcz porcelanowe stworzonka, z których jedno musiało mnie najwidoczniej do lektury namówić. Chyba nawet wiem, które i pozdrawiam je najserdeczniej :) Przypuszczam również, że wzięłam się za tę akurat historię, bo nie darzę szczególnym szacunkiem faktu, iż powieści kryminalne często układają się w jakiś ciąg. Sięgam po tom, którego fabuła odpowiada mi najbardziej, optymistycznie zakładając, że zorientuję się w ciągu opowiadanych zdarzeń i na pewno nie pogubię. Dotąd moje założenie doskonale się sprawdzało, na lekceważeniu kolejności tomów wychodzę bardzo dobrze, bo daję się porwać autorowi, rozpoczynając przygodę od najlepszych tekstów.
I czytałam tę makabryczną powieść, pamiętam jak dziś, sama, samiutka, w wielkim mieszkaniu, z kręgosłupem idealnie wpasowanym w oparcie fotela (wszak nie ma gorszej rzeczy niż tajemnicza pustka za plecami), starając się zajmować sobą jak najmniej miejsca i sprawdzając co chwilę, czy aby na pewno drzwi są zamknięte. Powiedziałam sobie wówczas - nigdy więcej. Precz z Nesbo i Harrym! Ale potem, na gwiazdkę, dostałam od kogoś bliskiego m.in. "Policję", ostatni tom cyklu - najgenialniejszy, najbardziej zaskakujący i najzręczniej skonstruowany kryminał nad jakim usiadłam kiedykolwiek. Czytałam calutką noc, już nie dlatego, że wypadało docenić prezent, ale dlatego, że nie byłam w stanie wydostać się z sieci, którą zastawił na mnie autor. Stale i wciąż udowadniał mi bowiem, że to, co przed sekundą przeczytałam było mylne, pozorne, błędne, a już kolejny akapit przybliży bohatera do rozwiązania.
Następnie był "Pentagram", teraz jest "Pancerne serce".
A tutaj... Jo Nesbo znów bawi się mną, wyprowadza w pole, gra, uwodzi pozorami, kręci w szalonym, czytelniczym tańcu, przerzuca na krańce świata: Oslo, Hong Kong, kotlina Kongo, Australia...
A przecież "Pancerne serce" to początek, zalążek, zaledwie malutka iskierka potężnego oszołomienia, zadziwienia i zaskoczenia, jakiego doświadczymy w "Policji". Tu Nesbo jeszcze próbuje grać z nami, a w "Policji" będziemy wyłącznie pionkami, przestawianymi tak, jak on sobie tego życzy. Nasza czytelnicza wyobraźnia i intelekt nie będą miały znaczenia, tak rozbrajająco autor będzie się nami bawił, na tyle mylnych tropów i wrażeń nas wprowadzi. Udowodni nam, że nie wiemy, nie jesteśmy w ogóle świadomi tego, o czym tak naprawdę czytamy, w jakim momencie życia bohatera tkwimy, co o nim wiemy.
Jo Nesbo jest świetny. I odkrywa jeszcze jedną prawdę o tym, dlaczego warto czytać kryminały: dobry kryminał sprawi, że zaskoczy nas nie tylko rozwiązanie problemu. W swych czytelniczych reakcjach sami dla siebie staniemy się zaskoczeniem.

7 komentarzy :

  1. Nie znam twórczości Nesbo. Powoli dojrzewam do tego, aby wreszcie odważnie sięgnąć po jedną z jego książek. Może to będzie właśnie ta...

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja bym polecała na początek jednak "Pierwszy śnieg", bowiem w kolejnych tomach widać wyraźnie, że sprawa Bałwana mocno zaciążyła na kondycji psycho-fizycznej Harry'ego. Nie zaczynaj natomiast od tomu I - "Człowiek-nietoperz" - bo jest słabiuteńki i można się zrazić.
    O, teraz powiadomienie o komentarzu przyszło mi od razu. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. "Pierwszy śnieg", "Policja" i "Pentagram" są też - według mnie - po prostu najciekawsze. Najbardziej wciągające.
    Tylko te okładki... Dlaczego wydawnictwa robią dobrym książkom taką krzywdę??

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja również odkryłam Nesbo przez "Pierwszy śnieg" , a potem to już poszło błyskawicznie...
    Do całości brakuje mi "Pancernego serca", właśnie czytam "Policję". Po lekturze "Upiorów" miałam ochotę zamordować autora :):), a najsłabsza wg mnie to "Łowcy głów" , ale i tak dobra...

    Czytaczka

    OdpowiedzUsuń
  5. "Upiory" przede mną. Mordować autora miałam ochotę przy "Policji" właśnie. Nie zdradzę, dlaczego, bo skoro jesteś w trakcie lektury, to zapewne dopiero do tego momentu dotrzesz ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Oj tak, dotarłam! :) Niech się autor nie pokazuje w pobliżu mojej gminy !:):)

    Cz.

    OdpowiedzUsuń
  7. Za ostatni rozdział powinien dostać w dziąsło. Tak się czytelników nie traktuje. Choć z drugiej strony... Ten RELAKS, gdy wszystko o czym pisze okazuje się być czymś zupełnie innym!

    OdpowiedzUsuń