poniedziałek, 11 sierpnia 2014

"Głosy Pamano"

Przez cztery dni z "Głosami Pamano" niemal się nie rozstawałam. Przyciągały bowiem jak magnes. Czytało się je niemal błyskawicznie, wołały zewsząd i o każdej porze, kusiły, a mimo to... nie uwiodły. Nie spodobały mi się.
Przede wszystkim miałam wrażenie, że cała przedstawiona tu - i z założenia naprawdę interesująca - historia przesycona jest ironią i odpychającym cynizmem w tak wielkim stopniu, że nie sposób wspominać lektury jako czegoś pozytywnego. Autor usiłował chyba zaszczepić w odbiorcy przekonanie, że człowiek, każdy, bez wyjątku, jest z gruntu zły, łatwowierny, tchórzliwy, powodują nim wyłącznie pragnienia cielesne oraz chęć zgromadzenia jak największych dóbr materialnych. Z bohaterami tej powieści się nie zżyłam. Trudno mi było zdobyć się na współczucie. Czułam się zainteresowana, ale nie wzruszona, chciałam wiedzieć, co się wydarzy, ale to było takie puste pragnienie.
Miałam również wrażenie, że nie o losy postaci tak naprawdę chodzi, nie o fakty, nie o przekazanie jakiejkolwiek idei (poza tą, że świat jest zły, a człek nikczemny), ale o popisanie się formą. Narracja Cabre z jednej strony napędza akcję, a z drugiej ją przyćmiewa, przytłacza i w końcu nic poza formalnym show tak naprawdę się nie liczy.
Cabre znów lubuje się w niezaznaczaniu dialogów i w płynnym przechodzeniu z wątku do wątku, bez akapitu, bez rozpoczęcia nowego zdania nawet. Potrafi przenieść czytelnika w inny czas i miejsce wtedy, gdy wydaje się, że tkwimy w punkcie kulminacyjnym jakiegoś problemu. W najbardziej spektakularnych i trzymających w napięciu momentach, autor znienacka umieszcza nas w zupełnie innym lekturowym wymiarze, czyniąc to "na przestrzeni" zaledwie jednego zdania. I taki zabieg sprawia, że nie możemy przestać czytać. Jesteśmy jak w amoku, w środku istnego, lekturowego tajfunu, czytamy nawet wbrew sobie.
Taki sposób snucia opowieści ma również obrazować ciągi myślowe bohaterów, naturalność przemyśleń, które następują po sobie bezładnie, bezustannie, bezwolnie, rwane, przeskakujące z tematu na temat, nieujmowane w żadne ramy językowe. Czytelnik jest wciągnięty w ten myślowy wir, w tę rozpędzoną karuzelę wrażeń i refleksji, pojawiających się spontanicznie i bez planu. Fakt - czyta oszołomiony.
Ale jednocześnie taka narracja przyćmiewa sedno treści. Miałam wrażenie, że ową treść przyswajam, ale nie CZUJĘ tego, co ona z sobą niesie. Nie zostawało to we mnie. Spływało. Znikało. Doceniałam swoisty kunszt, ale jednocześnie wydawało mi się, że to taki kunszt bez ducha. Taki... pusty. Pusty i rozpędzony. Byle był i szokował. To nie jest powieść, po której trzeba się emocjonalnie "pozbierać", którą człowiek chce się dzielić, i której nie chce odkładać.
Ja chciałam po niej jedynie odpocząć tak, jak odpoczywa się po fizycznym wysiłku.

A o czym tekst traktuje? O losach mieszkańców pewnego niewielkiego miasteczka, Toreny, pozostającego pod wodzą okrutnego, faszystowskiego burmistrza, tańczącego tak, jak zagra mu równie podła, zblazowana, ale bardzo inteligentna kobieta, posiadająca niewiarygodny majątek. Pewnego dnia do Toreny przybywa młody nauczyciel, który zostaje oskarżony o ścisłą współpracę z burmistrzem i współudział w zamordowaniu dziecka. Po latach, dzień przed zburzeniem szkoły, w której pracował ów człowiek, odnalezione zostają jego listy do córki. Mają one rzucać zupełnie inne światło na dramatyczną przeszłość nadawcy oraz wielu rodzin zamieszkujących Torenę. Osoba, która odnalazła przedziwne zapiski, próbuje znaleźć również córkę-adresatkę. Podczas tych poszukiwań wychodzą na jaw coraz mroczniejsze tajemnice mieszkańców. Nikt nie jest szlachetny, nikt nie jest bez winy. Na kartach książki roi się od zdrad, kłamstw, przemytu, oszustw, pozamałżeńskich dzieci, tragedii rozgrywających się na tle historycznych konfliktów, nie ma natomiast niczego szczególnie odkrywczego.
Czytelnik dociera do końca i nie ma uczucia, że za kimkolwiek zatęskni, że coś go zadziwiło, poruszyło.
Nie oczekiwałam po tej lekturze prostej przyjemności, ale czegoś więcej.
I nie otrzymałam tego.


4 komentarze :

  1. Ojej, a ja spodziewałam się po niej czegoś więcej...

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo bym nie chciała zniechęcać. Może akurat Ty dojrzysz tam coś, czego ja nie dostrzegłam...
    Poczekaj aż będzie dostępna w bibliotece i spróbuj...

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja skończyłam wczoraj i jestem oszołomiona. Uwiedziona. Taka mnogość losów, charakterów, historii! Że ludzie nikczemni, że nie ma szlachetnego? No cóż, myślę, że tak po prostu jest, że ludzie właśnie tacy są. Że to niezwykle prawdziwa, życiowa opowieść. Poza tym nie wszyscy bohaterowie są z gruntu i tylko źli. Oriol Follentes, "przyczyna" zła, wcale nie jest nikczemny, Serrellac to zwykły, prosty człowiek, w Tinie też nie dostrzegam niegodziwości. Poza tym przepiękny język powieści, melodia zdań urzeka.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja byłam oczarowana powieścią. Jest smutna, depresyjna, ale skłania do refleksji, nie słodzi. Moim zdaniem niestety świat niestety faktycznie jest cyniczny, o zło nie trudno. Jeżeli masz ochotę, zapraszam na moją recenzję: http://pozycjeobowiazkowe.blogspot.com/2016/03/syszysz-ten-szum-to-pynie-po-ciebie.html

    OdpowiedzUsuń