piątek, 15 sierpnia 2014

"Król z żelaza"

O cyklu „Królowie przeklęci” wielokrotnie słyszałam dużo dobrego, wciąż jednak, z jakiś powodów, odsuwałam tę lekturę na dalszy plan. Gdy kilka dni temu, dość nieoczekiwanie tom I wpadł mi w ręce (za co bardzo Komuś dziękuję!), też początkowo nie miałam możliwości, by od razu w pełni się nim cieszyć.
Zasiadłam wczoraj, czytałam bez przerwy do 4.00 rano, o wschodzie słońca włączyłam komputer, by kupić tom II w formie e-booka i – spotkała mnie jedna z najgorszych rzeczy, jaka rozgorączkowanego czytacza spotkać może: w banku trwają prace konserwujące. Do 16.08.
Utknęłam w stanie wielce niemiłej irytacji...

„Król z żelaza” to powieść krótka, tętniąca problemami, mroczna i treściwa. Jej niebagatelnym atutem jest oszczędny, barwny język, wielość wątków i świetnie - w bardzo prosty, logiczny, klarowny sposób - zobrazowane mechanizmy zdobywania władzy (politycznej oraz finansowej) wraz z ich konsekwencjami dla życia społeczeństwa.

Akcja rozpoczyna się w ostatnich dniach procesu templariuszy, we Francji, w 1314 roku. Prowincjał zakonu i wielki mistrz, wycieńczeni torturami i siedmioletnim uwięzieniem, absolutnie nie zgadzają się ze stawianymi im zarzutami. Król posyła ich na stos.
Jakub de Molay w ostatnich sekundach życia rzuca klątwę na papieża, króla oraz strażnika pieczęci. Grozi, że zginą w ciągu roku, ich rodziny zaś będą przeklęte przez trzynaście pokoleń. Papież umiera po miesiącu, a na władcę i strażnika pada blady strach...
Z lekcji historii wiemy, że obydwaj panowie również dokonają żywota w ciągu roku. Druon stawia pytanie: czy te zgony rzeczywiście były efektem działania ponadzmysłowych sił? A może zaistniały przypadkiem? Czy były wynikiem chorób? A może spisków, zdrad i politycznych gier?
W pewnym sensie ostatnie słowa Jakuba znajdują swe rzeczywiste odzwierciedlenie już w chwilę po jego śmierci. Od tego momentu bohaterowie zdają się podświadomie zmierzać do samozagłady i najprawdopodobniej pociągną za sobą francuskie społeczeństwo.
Jak klątwa Jakuba odbije się na poszczególnych potomkach Filipa IV Pięknego? Ile tragedii będzie wiązało się z mrocznymi przepowiedniami, rzuconymi spośród płomieni, a ile będzie efektem złej woli, zepsucia, bezmyślności?

Sami widzicie, że nie jest miło po nocy tak pełnej wrażeń zderzyć się z drzwiami zamkniętego banku... Pozostaję w nadziei rychłego powrotu do średniowiecznej Francji, na którą to wyprawę i Was najserdeczniej zapraszam.

3 komentarze :

  1. Książkę zachwalała mi moja koleżanka, ale początkowo nie byłam przekonana. Teraz widzę, że czas zmienić zdanie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Niestety prace konserwujące w bankach trwają zawsze w najmniej odpowiednim momencie...

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziewczyny, nie wyobrażacie sobie nawet, jaka ja jestem zła. Miejsca sobie znaleźć nie mogę. Urwało się w takim momencie... ;)

    OdpowiedzUsuń