sobota, 30 sierpnia 2014

"Królowie przeklęci" - ostatnie tomy.


Czytając VI tom naprawdę zastanawiałam się, jak będę dalej żyć, co oczywiście zapaleni czytacze świetnie zrozumieją ;) Druon jednak okazał się wielce łaskawy dla swych czytelników i nie pozostawił ich w pustce, osamotnieniu i stanie przedzawałowym. Tom VII - ostatni - wycisza bowiem i uspokaja przynajmniej na początku.
Historie głównych bohaterów: Roberta d'Artois, jego stryjny, władców sprzed czasów Jana II Dobrego - kończą się w przedostatniej części. Dalej mamy do czynienia z tekstem napisanym zupełnie inaczej, stanowiącym monolog pewnego kardynała, snującego refleksje o kondycji politycznej Francji. Tęsknota za bohaterami, ich żywiołowością, szaleństwami, intrygami, namiętnościami jest cokolwiek przytłaczająca i dlatego tom VII czyta się kiepsko. Nie jest to powieść słaba, ale diametralnie inna niż poprzednie.

Zastanawiam się, co tak naprawdę spowodowało, że sześć tomów tej powieści porwało mnie absolutnie bez reszty. Że czytałam, nie robiąc przerw na żadną inną lekturę, a każdy tom wydawał mi się o niebo ciekawszy od poprzedniego. Barwność i atmosfera świata średniowiecznych władców? - z pewnością. Żywiołowość, pełnokrwistość postaci? - jak najbardziej. Nieskończone bogactwo charakterów - i owszem.
Jednak powieść ta posiada jeszcze trzy doskonałe cechy.
Po pierwsze w fascynujący sposób odsłania i interpretuje pewne historyczne tajemnice. Mam na myśli przede wszystkim dzieje Jana Pogrobowca, skandal wieży Nesle, czy morderstwo króla Edwarda II.
Po drugie dowodzi (i czyni to w taki sposób, że czytelnik kręci głową z wielkiego zadziwienia), że na wielkie wydarzenia historyczne, potężne przełomy, wojny, mordy, grabieże miały tak naprawdę wpływ drobne przemyślenia, półsłówka, niedookreślone pomysły i sugestie skąpane w morzu ludzkiego egoizmu. Nadziwić się nie mogłam jakże wiarygodnej interpretacji mówiącej, że tak naprawdę rodzinny konflikt między dwojgiem ludzi, spór o jedno (!) hrabstwo mógł być zarzewiem wojny stuletniej i mógł porwać do rozlewu krwi dwa kraje!
Po trzecie, choć wydarzenia historyczne są tu okraszone olbrzymią dozą fikcji literackiej, każda postać wykreowana jest z sposób tak zaskakujący i nieodgadniony, jak zaskakujące i nieodgadnione jest samo życie. Bohaterowie się zmieniają, ewoluują, przy czym zmiany te następują stopniowo, są solidnie umotywowane, naturalne, a jednak absolutnie zadziwiające.
Zmienia się Izabela Angielska, zmienia hrabia Mortimer, czy Klemencja Węgierska. Jest też plejada postaci od początku bardzo kontrowersyjnych, które postępują fatalnie, a jednak albo się je lubi, albo darzy przedziwnym zrozumieniem. Taki trudny do scharakteryzowania i wymykający się jednoznacznej ocenie jest przede wszystkim Filip Piękny, Filip Długi czy wreszcie jedna z pierwszoplanowych postaci w sześciu tomach - Robert d'Artois.
Czytając VII, ostatni tom, człowiek czuje się poniekąd tak, jakby jechał przez krainy całkowicie obce. Tych wspaniale nakreślonych bohaterów już nie ma i dlatego - moim zdaniem - VII tom, choć daje nam swoisty odpoczynek, być może powinien istnieć jako powieść samodzielna. Jest bowiem zamknięciem, które dziwnie do całości nie pasuje.

Cóż, doczytam "Kiedy król, gubi swój kraj", pomyślę i ewentualnie podzielę się refleksją. Przeczytałam zaledwie kilka pierwszych rozdziałów, więc powinnam dać tekstowi szansę. Niemalże z łezką w oku zamierzam teraz dokończyć serial o nieszczęsnych władcach, do czego i Was bardzo serdecznie nakłaniam.

4 komentarze :

  1. Ostatnio jak byłam w bibliotece to widziałam trzy pierwsze tomy ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja bym może kupiła wersję papierową, gdybym w jakimś antykwariacie dostała. Warto.

    OdpowiedzUsuń
  3. Po cyklu "Królowie przeklęci" (też czytałam, bardzo mi się podobało) polecam: " Oliwia i Filip", "Adam, syn Oliwii" oraz "Testament Oliwii" - George Bidwell oraz tego samego autora "Michał i Pat" i "Synowie Pat" - miłość, wojna, różnice społeczne... polecam

    OdpowiedzUsuń
  4. Znam troszkę Bidwella! Czytałam znakomitą biografię Henryka VIII, pisaną przez tego autora. Świetna rzecz, czyta się jak najlepszą beletrystykę. Niestety, gdzieś mi przepadła podczas przeprowadzki, choć miałam wrażenie, że panuję nad księgozbiorem. Dziękuję Ci, Aniu. Będę szukać tych pozycji.

    OdpowiedzUsuń