sobota, 2 sierpnia 2014

Moje wielkie czytelnicze wakacje, cz. II - INDIE.

To była bardzo piękna, bardzo kształcąca, ale niezmiernie smutna podróż. Powieść „Pod dachem świata” dotyka bowiem jednego z tych tematów, które w literaturze poruszają mnie najbardziej: niszczenia harmonii życia, środowiska naturalnego, pierwotnych systemów i zasad postępowania w imię cywilizacji, osiągania władzy, rozwoju życia politycznego.
Wybrałam tę książkę przypadkowo, szybko, bez zastanowienia, tuż przed podróżą, tkwiąc w obawie, że wyładuje mi się czytnik i pozostanę bez jakiegokolwiek tekstu. Nie wiedziałam o tej powieści nic, a patetycznym komentarzem zamieszczonym na okładce postanowiłam się nie sugerować. I dobrze, bowiem w żaden sposób nie odzwierciedla on tego, co przede wszystkim jest tutaj ważne. Dużo większe znaczenie miał dla mnie fakt, że autorka jest postacią docenianą w swoim kraju, nagradzaną za literaturę faktu, jej powieść zaś otrzymała nominację do Indyjskiej Nagrody Literackiej, nagrody Man Asian, nagrody Crossword oraz znalazła się na liście najważniejszych książek opowiadających o współczesnych Indiach.

(tripadvisor.in)

Maya to Hinduska, jedyne dziecko zamożnego i znanego producenta przetworów owocowych. Rodzina wiąże z nią wielkie nadzieje, które runą z hukiem, gdy Maya wyjdzie za mąż za chrześcijanina. Dziewczyna zostaje wyklęta, wydziedziczona, a mąż jej, po kilku szczęśliwych latach małżeństwa, ginie podczas wyprawy w Himalaje. Maya nie jest wierząca, lecz za sprawą pewnego księdza, który był duchowym przewodnikiem jej męża, otrzymuje pracę w pewnej katolickiej szkole, w malutkim, iście rajskim miasteczku, Ranikhet. Wybiera to miejsce, bowiem widać stąd dokładnie te szczyty, u stóp których całe życie pragnął mieszkać jej mąż. Wynajmuje chatę od wiekowego, niegdyś wpływowego polityka i zaczyna wieść proste życie nauczycielki, cenionej za wykształcenie, spokój, ciepło i niebywale efektywne prowadzenie malutkiej przetwórni dżemów.
Między Mayą a wiekowym gospodarzem oraz ubogimi mieszkańcami wioski rodzi się głęboka, trwała, silna więź. Ranikhet okazuje się być miejscem, gdzie ludzie żyją zgodnie z rytmem natury, gdzie dzikie zwierzęta odwiedzają obejście, przepiękne rośliny porastają każdy skrawek ziemi, a prości ludzie całymi sobą szanują dary przyrody i siebie wzajemnie.
Do czasu.
Wszystko zmienia się w chwili, gdy miasteczko, pod wodzą egoistycznego, żądnego pochwał i władzy urzędnika, zaczyna przygotowywać się do wyborów. Prostacki i prymitywny karierowicz - który mógłby żywo przypominać naszego swojskiego Stanisława Anioła z „Alternatywy 4”, gdyby wywoływał choć cień uśmiechu i nie był po prostu groźny - sukcesywnie niszczy wszystko, co w tym miasteczku dobre, wartościowe i reprezentatywne dla tej części kraju. W Ranikhet nie ma już miejsca dla osób słabych i niedorozwiniętych, nie ma miejsca na miłość i szacunek wobec zwierząt, czy pokojowe egzystowanie obok siebie dwóch religii. Losy szkoły, która bierze pod opiekę potrzebujące dzieci różnych wyznań, czy los przetwórni, która daje pracę - wiszą na włosku. Urzędnicze i biurokratyczne okrucieństwo wobec wieśniaków powoduje załamanie się osób prawdziwie mądrych i wykształconych, które wzięły tych ludzi pod swoistą opiekę. Maya i Diwan Sahib widzą, że ich maleńkie, ale piękne dzieło nie ma sensu, że wartości, które wyznają zostają starte w proch. Diwan zaczyna chorować, a Maya nagle odkrywa, że tuż obok niej najprawdopodobniej istnieje człowiek, za sprawą którego całe jej życie osobiste zostało dokumentnie zniszczone.
Powieść „Pod dachem świata” nie ma nic wspólnego z popularnym ostatnio motywem: rzucam miasto-przeprowadzam się na wieś-zaczynam od nowa. To książka o niszczeniu, destrukcji tego, co sielskie, dobre, dające bezpieczeństwo, spokój i pokrzepienie.
Pisana prostym, lecz pięknym i bogatym językiem – wzrusza bardzo i pochłania bez reszty. To styl inny od europejskiego. Autorka wprost wyjawia nam pewne prawdy, nie kluczy, nie każe się domyślać. Jej tekst jest czysty, szczery i piękny, jak wartości, które przedstawia.
A ja bardzo się cieszę, że go mam, że mogę do niego wracać i tak sobie myślę, że czasami to rzeczywiście nie my odnajdujemy książki, ale książki odnajdują nas.

3 komentarze :

  1. Prezentujesz tym razem ciekawą, inną powieść. Muszę czy prędzej zapisać tytuł ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Tylko ostrzegam przed nieco gawędziarskim stylem. Nie wszyscy lubią dygresje, a Maya (narratorka) często je stosuje.

    OdpowiedzUsuń
  3. Kolejna książka, którą chcę i muszę przeczytać. Uwielbiam książki, które niosą za sobą jakiś przekaz i nie są schematyczne. A jeśli chodzi o gawędziarki styl, to zupełnie mi nie przeszkadza, wręcz jeszcze bardziej zachęca :)

    OdpowiedzUsuń