środa, 20 sierpnia 2014

W niewoli u "Królów przeklętych" - tom III i IV.


... a miałam taki piękny plan. Założyłam sobie mianowicie, że przed zakończeniem wakacji udam się w jeszcze dwie wielkie, czytelnicze podróże. Chciałam koniecznie zwiedzić Chile, czytając z dawna odkładany i zapomniany "Dom duchów" Isabel Allende oraz Hebrydy – opisywane przez Petera Maya w "Człowieku z wyspy Lewis".
Obydwie powieści czytać zaczęłam, szukając tej, która w danym momencie wciągnie mnie najbardziej i obydwie zdążyły mi się wstępnie spodobać. Niespodziewanie jednak nadciągnęły oddziały Królów Przeklętych i ilością niedających wytchnienia zdarzeń, barwnością świata i natężeniem emocji przykuły mnie do francuskich ziem bez perspektyw rychłego ich opuszczenia. Moje plany zostały stratowane, rozbite w puch, a ja utkwiłam w czytelniczym więzieniu, zastanawiając się, co dalej czynić: ponownie zasypywać Was mymi zachwytami, kusić, namawiać do lektury i pociągnąć za sobą? Czy może cichutko i w milczeniu upajać się świetnymi tomami, przeżywając lekturę tyleż intensywnie, co... samotnie?
Tymczasem, niezależnie od moich rozterek, do Francji przybyła Klemencja Węgierska, której urok, ciepło i serdeczność sprawiły, że pokochał ją nie tylko prosty lud, ale i sam kapryśny, kłótliwy i niezdecydowany król Ludwik. Wielkim jego problemem stało się tym samym ukrycie przed Klemencją prawdy o losie jej poprzedniczki.
Nowa władczyni szybko przekonała się, że królowe nie przychodzą na świat po to, by być szczęśliwymi. Małżonek, z którym wiązała tak wielkie nadzieje, okazał się być pozbawiony zarówno przymiotów ciała, jak i serca czy umysłu. Klemencja jednak, z wrodzoną sobie pogodą ducha, spróbowała odnaleźć w tym małżeństwie namiastkę radości i postanowiła sprawić, że Ludwik ukaże światu bardziej ludzkie oblicze.
Zadanie było trudne. Władca raz po raz wystawiał się na pośmiewisko, topił w potężnym błocie losy kampanii przeciwko Flandrii, dawał posłuch fałszywym pogłoskom czy prostacko radował się na widok nieszczęścia.
Konklawe nadal nie zostało zwołane, jeden z kardynałów otoczył się specjalistami od czarnej magii, ktoś rzucił klątwę na króla, on sam wydał niekorzystny dla kogoś innego wyrok, u królewskiego boku zaś - za sprawą kilku rozsądnych posunięć - w siłę i posłuch obrósł brat... Klemencja koiła i łagodziła, zawierała przyjaźnie i pozyskiwała zaufanie, jednak, gdy tylko zaczęła cieszyć się namiastką spokoju i bezpieczeństwa - król umarł, nie pozostawiając po sobie męskiego potomka.

Czy mam wspominać, że gdy jeden czytnik ładował się grzecznie przy komputerze, ja spędzałam pełną emocji noc z drugim?
Rozgorzała przecież walka o władzę. Na politycznej scenie starły się racje królewskiego brata, dziecka istniejącego jeszcze w łonie matki i dziewczynki, uznanej za bękarta. W tej sytuacji musiałam wiedzieć, kto zostanie regentem, czy przesympatyczny Guccio odzyska ukochaną Marię, jak poradzą sobie uwięzieni kardynałowie, siłą zmuszeni do...
Zresztą, nieważne. Może kogoś, kto jeszcze cyklu nie zna, uda mi się namówić do dobrowolnego wstąpienia w głąb tych czytelniczych kazamatów, z których o własnych siłach wydobyć się nie sposób.

2 komentarze :

  1. Beznadziejnie. Całkowicie.
    A jeszcze dziś miałam dość pracowity i zajęty dzień, więc dopiero teraz siadam do kolejnego tomu. Oczy mi się kleją aż jestem zła. Nie wiem, co zrobię, jak mi się ten cykl SKOŃCZY. ;) Jak tu żyć??

    OdpowiedzUsuń