sobota, 27 września 2014

Dalsze jesienne podróżowanie - angielskie wrzosowiska.

Jesienna sobota – deszcz szumi, przez lekko rozszczelnione okno napływa ostry, jesienny zapach, przytulny mrok spowija mieszkanie, a rozsadzający głowę katar z jednej strony nieco przytępia umysł, a z drugiej stanowi bezdyskusyjne rozgrzeszenie w kwestii przygotowanego na szybko obiadu, niezbyt dokładnych porządków i absolutnego protestu odnośnie jakiejkolwiek pozaksiążkowej aktywności. Nie pracuję, nie robię zakupów, wyjeżdżam na wrzosowiska, by cieszyć się klasyką.
Cieszyć, smucić, wzruszyć, szukać niezmiennie trafnych porad. Nie umiem tylko zgadnąć, jaki tym razem będzie nastrój, wybieram bowiem powieść jednej z Sióstr, a z nimi nigdy nic nie wiadomo. Może być mrocznie jak w Wichrowych Wzgórzach, przygnębiająco, tajemniczo, a z czasem radośnie – jak w Jane Eyre, pogodnie jak w Profesorze, albo przejmująco smutno, jak w Villette czy Lokatorce Wildfell Hall.
Agnes Grey nie znam, nie wiem, na co się nastawić, recenzje czytałam dawno temu i nie zamierzam ich odświeżać, by mieć niespodziankę.

I jest niepokojąco. Przygnębiająco. Ale od początku do końca ... pięknie. Piękne jest każde kołyszące zdanie. Gdy za oknami wieje, leje i szumi, ta powieść smuci i wycisza. Smuci, bo jest żałośnie aktualna, asolutnie uniwersalna w każdym przygnębiającym spostrzeżeniu, trafna i rzeczywista tak, że nic dodać, nic ująć. Ponadczasowa. I tylko pięknem swego języka, realiami świata przedstawionego oraz postawą pierwszoplanowej postaci odrywa człowieka od rzeczywistości.
Co kocham u sióstr Bronte? Pewną szablonowość w kreacji głównych bohaterek. To, że wszystkie twardo bronią odwiecznych zasad i wartości. Że nie zmieniają zdania, nie wątpią w słuszność tradycyjnych prawd i nie dopasowują się do zachłyśniętego egoizmem otoczenia, choćby nawet ich życie zamieniało się w korowód klęsk. Powieści Sióstr przepełnione są rozpaczą, ale też niezłomnym przekonaniem, że warto kochać, wierzyć, wyzbywać się snobizmu, zachowywać stoicki spokój, dbać o honor i godność za wszelką cenę.
Te powieści to enklawa, oaza spokoju w naszym szalonym świecie. Przywracają wiarę w człowieka, w sens cierpienia, pokazują, że absolutnie każda miłość jest wartościowa, bez względu na to, jak potrafi strzaskać serce. Rozpościerają przed czytelnikiem obraz nagrody, niekoniecznie osiągalnej tu i teraz. Przytłaczają, ale i niosą nadzieję. Jak żadne inne.
Fabuła Agnes... jest bardzo prosta. Chyba najprostsza spośród wszystkich powieści napisanych przez Siostry. To po prostu rzecz o guwernantce, która szuka swego miejsca na świecie. Guwernantka, dwory, arystokracja – elementy teoretycznie nijak nie związane z naszą współczesnością. A jednak zobrazowanie relacji dziecko-rodzic-szkoła jest porażające w swej aktualności.
Tu aż się bezwiednie uśmiechnęłam na myśl, ilu rodziców byłoby oburzonych tak moją opinią, jak i obrazem wykreowanym przez autorkę.
Cóż, im bardziej byliby oburzeni, tym mocniej świadczyłoby to na korzyść prawd zawartych w powieści... A żeby nikogo już nie denerwować zakończę bardziej optymistycznie – Agnes Grey to również piękna rzecz o miłości.
Miłości, przedstawianej w sposób, który chyba każdemu pozwala odnaleźć mniejsze lub większe prawdy o sobie.

7 komentarzy :

  1. Ciągle poluję na książki sióstr Bronte, ale na razie nie mam szczęścia... Muszę się chyba bardziej postarać, bo wydają się naprawdę interesujące :)

    http://pasion-libros.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wiem, jak z dostępnością w bibliotekach, ale kupić można bez problemu. :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Mój egzemplarz czeka na półce do przeczytania ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. O tym tytule jeszcze nie słyszałam, ale z tego co tutaj przeczytałam, zapowiada się naprawdę ciekawie :) Lubię czytać o guwernantkach i ich miejscach pracy :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Tylko ostrzegam, że można się nieźle wnerwić. Zwłaszcza, jeśli samemu jest się belfrem, lub ma się takowego w rodzinie. ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Piękna recenzja niezwykłej książki. Ja swoją przygodę z Siostrami dopiero zaczynam, lekturą "Shirley". Już wpadłam w niezwykłość języka, właściwie od pierwszej strony, teraz czekam, by móc ocenić resztę.

    OdpowiedzUsuń
  7. "Shirley" jeszcze wciąż przede mną. Gdy ją przeczytam, zakończę przygodę z Siostrami, a tego nie chcę. ;)

    OdpowiedzUsuń