wtorek, 16 września 2014

"Pan Pip" - nie umiem pisać o książkach doskonałych...

Od czasu do czasu trafia w moje ręce książka tak mądra i poruszająca, tak głęboka i ważna, że po jej przeczytaniu ogarnia mnie pewna niemoc. Tkwię wówczas w przekonaniu, że nie posiadam umiejętności pozwalających na to, by kogokolwiek do niej zachęcić. Nie znajduję odpowiednich słów i mam wrażenie, że może raczej powinnam sobie pomilczeć, by nie zepsuć emocji, nie zniechęcić, nie wywołać uprzedzeń...
Bywają teksty, o których chce się krzyczeć i wkładać je do ręki każdemu. Ale są też takie, które chce się zapamiętać w ciszy, bo żadne słowa nie oddadzą ich bogactwa.
Zanim przeczytałam w całości „Pana Pipa” miałam ogromną ochotę omówić go z moimi gimnazjalistami, jako powieść współczesną, dotyczącą m.in. dojrzewania. Teraz, po zapoznaniu się z zakończeniem, nie wiem, czy w ogóle będę potrafiła to zrobić. Przedstawiona tu historia odsłania bowiem tak wiele płaszczyzn, że tkwię w obawie, iż nie zdołam dotknąć nawet części z nich.

Powieść Lloyda Jonesa to niewielka książeczka, reprezentująca prawdziwie wielką literaturę. Przemawia do czytelnika w sposób prosty i bardzo wzruszający, a jednocześnie składa mu w podarunku zadziwiającą życiową mądrość.
Tutaj wszystko wydaje się inne: miejsce akcji, podjęty temat, realia, postawy bohaterów. Gdy jednak krytycznie przyjrzymy się nam, czytelnikom, zauważymy, że owa „inność” wynika tak naprawdę z naszej niewiedzy. To nie autor wspiął się na wyżyny oryginalności, ale my sami jesteśmy w pewnym stopniu ignorantami.
Rzecz dzieje się na wyspie Bougainville – największej spośród wysp archipelagu Salomona – w makabrycznych czasach wojny domowej i blokady, nałożonej na wyspę przez rząd Papui Nowej Gwinei. Wykorzystywani przez lokalnych przedsiębiorców wyspiarze podnoszą bunt. Dochodzi do krwawych i długotrwałych starć między rebeliantami a czerwonoskórymi „najemnikami”, masakrującymi miejscową ludność niejako w imieniu włodarzy. W samym środku iście piekielnej rzezi jeden jedyny biały człowiek – pan Watts – podejmuje się roli nauczyciela miejscowych dzieci. Targany własnym, tajemniczym dramatem, postanawia z sobie znanych przyczyn zaszczepić w dzieciach miłość do „Wielkich nadziei” Karola Dickensa.
Problemem wyspiarzy jest jednak zatrważająca niewiedza, o której skali nie ma pojęcia przeciętny mieszkaniec krajów rozwiniętych. Dzieci z jednej strony są bezgranicznie zafascynowane wiktoriańską Anglią, a z drugiej – wyobrażają ją sobie w przedziwny sposób. Pozostaje ona dla nich nieodgadniona, nie do ogarnięcia umysłem i wyobraźnią. Nie do końca również są w stanie odróżnić fikcję od rzeczywistości, a głównego bohatera zaczynają traktować nad wyraz emocjonalnie.
I to właśnie sprowadza na ich rodziny potężną tragedię.
„Pan Pip” to wspaniała, mądra, zaskakująca powieść o odwadze, sile wyobraźni i miłości. To historia o wielkiej potrzebie posiadania autorytetu, o szacunku, jakim jesteśmy w stanie obdarzyć ludzi, którzy zaszczepią w nas wiedzę i pasję. O bezgranicznym zaufaniu. O wybaczaniu. Wreszcie – o fatalnych skutkach analfabetyzmu i niewiedzy oraz braku pomocy świata "zewnętrznego".

Moja ocena: 6/6

7 komentarzy :

  1. Książkę mam już na swojej liście do przeczytania, więc teraz tylko czekam kiedy przyjdzie na nią kolej :) Jestem jej bardzo ciekawa, a Twoja recenzja tylko mnie w tym utwierdziła :)

    OdpowiedzUsuń
  2. To teraz "takie" lektury omawia się w gimnazjum...

    OdpowiedzUsuń
  3. Znakomitą część lektur nauczyciel może wybrać sam. Wybieramy powieść detektywistyczną, powieść z czasów II wojny, współczesne opowiadania, powieść o dojrzewaniu, powieść fantastyczną lub fantasy.
    Opowieści o strrrrraszliwym kanonie lektur - snute zwykle przez osoby, które nie uczą w szkole - są mocno przesadzone. W zeszłym roku czytaliśmy Agatę Christie, Sapkowskiego, a na dniach zaczynamy "Złodziejkę książek".

    OdpowiedzUsuń
  4. Pierwszy raz natknąłem się na nią w księgarni na Centralnym. Przyciągnęła oko, ale jej nie kupiłem. Późnej spotkałem ją wielokrotnie i zawsze pojawiało sie w głowie to "must have". Po przeczytaniu Twojej recenzji podjąłem decyzję. Dzięki!

    OdpowiedzUsuń
  5. Cieszę się, że pomogłam. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie znałam tej książki, ale muszę przyznać, że okładka przyciągnęłaby mój wzrok.
    Chyba zacznę mieć żal do moich nauczycieli, że nigdy nie wybierali podobnych książek. ;)

    OdpowiedzUsuń