wtorek, 2 grudnia 2014

"Ani śladu Elizabeth", czyli kręta wędrówka przez mgły pamięci.

Maud cierpi na pogłębiającą się z dnia na dzień demencję. Nie pamięta, co robiła przed kilkoma sekundami, powoli traci umiejętność czytania i pisania, nie rozróżnia pomieszczeń, gubi się na dobrze znanych ulicach, przestaje poznawać najbliższych. Namiętnie zajmuje się ogrodnictwem, ale nie wie, po co. Wychodzi z domu z jasno określonym celem i po chwili nie pojmuje, dlaczego wyszła. Brudzi mieszkanie błotem i ziemią, nie potrafiąc podać przyczyny. Rozstawia po mieszkaniu przedziwne ilości filiżanek z herbatą, bo nie pamięta, że już tę herbatę parzyła. Uporczywie też poszukuje połowy starej puderniczki, kawałków grzebyka do włosów i szminki o kolorze modnym przed siedemdziesięciu laty. Przeszłość i teraźniejszość zlewają się w jej myślach w jeden niepokojący, mroczny obraz. Kobieta nie odróżnia jawy od marzenia, rzeczywistości od wspomnień. Wie jednak jedno - jej przyjaciółka przepadła, rozpłynęła się jak we mgle. Myśl o tym, że Elizabeth zaginęła bez śladu powraca do Maud z niebywałą regularnością. Przekonanie, że należy jej szukać staje się jedynym trwałym i pewnym punktem w rozmytej, zawieszonej między przeszłością a dniem dzisiejszym, niejasnej egzystencji staruszki.

Pytanie tylko, kto pomoże, kto w ogóle uwierzy kobiecie, nie potrafiącej stwierdzić, co robiła minutę wcześniej. Który policjant potraktuje serio zgłoszenia o zaginięciu, przynoszone w środku niemal każdej nocy, gdy rodzina potencjalnej ofiary wyraźnie wie, co się z nią dzieje i potrafi wskazać miejsce jej pobytu.
Z rozdziału na rozdział pogłębia się demencja głównej bohaterki, zaś czytelnik zadaje sobie pytanie, kim jest Elizabeth i czy w ogóle istnieje? Szukanie jej zaczyna przypominać czekanie na Godota.
Co więcej, rozmyślając o przyjaciółce, staruszka coraz częściej nawiązuje do wspomnień o innej tragedii, która odcisnęła ogromny ślad na jej psychice i ogólnej kondycji - zaginięciu siostry. A ponieważ Maud jest narratorką, ponieważ prowadzi nas po krętych, najczęściej ślepych i zdradliwych ścieżkach swych przemyśleń, zaczynamy w którymś momencie zastanawiać się, o co tu tak naprawdę chodzi. Kogo Maud w gruncie rzeczy poszukuje? Kto opowiada tę historię? W jakim czasie osadzona jest akcja - tuż po wojnie, czy przeszło 70 lat później?
Opowieść o tych mrocznych poszukiwaniach jest opowieścią trudną, smutną i jednocześnie tak sugestywnie napisaną, że w którymś momencie nie jesteśmy już pewni nawet naszej własnej pamięci, wrażeń, odczuć. Autorka każe nam myśleć jak osoba z demencją, doprowadzając nas tym samym do irytacji, pogubienia, rozpaczliwego szukania wyjścia z tej myślowej gęstwiny.
Czytałam "Ani śladu..." będąc akurat w okresie dość silnego zmęczenia, w natłoku obowiązków, wyjeżdżając, denerwując się, przebywając niejednokrotnie w hałasie. Ten brak spokoju tylko potęgował moje problemy z odbiorem powieści, a jednocześnie uświadamiał mi, jak bardzo zagubiona musi czuć się osoba, borykająca się z demencją. Jeśli ja, w pełni zdrowa, mam kłopot z odbiorem relacji o czyimś problemie, to jak funkcjonują rzesze ludzi, które muszą w centrum tego problemu żyć.
Emma Healey stworzyła tekst, dzięki któremu mamy wrażenie, że nasza pamięć to szara mgła, gęsta, bezładna mieszanina faktów, postaci, celów i dążeń. Bez ładu i sensu. Jednocześnie jest to powieść, doskonale ucząca zrozumienia wobec osób, które jawią się jako irytujące czy wręcz niebezpieczne, bo mają z ową pamięcią kłopot. Osadza nas wewnątrz ich dramatu, każe się w nim odnaleźć, a my widzimy, że to niemożliwe. Z punktu widzenia chorych oglądamy reakcje ich najbliższych i nie jest to krzepiący obraz. "Ani śladu Elizabeth" bardzo smuci, ale jednocześnie daje nadzieję.
Znajdzie się bowiem ktoś, kto mimo wszystko potraktuje Maud poważnie...
Moja ocena: 5/6

6 komentarzy :

  1. O! Tą pozycję chętnie bym poznała.

    OdpowiedzUsuń
  2. I ja również wpisałam na listę "must have":)

    Stała Czytaczka

    OdpowiedzUsuń
  3. czy książka mocno przytłacza ??

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak. Ale - jak napisałam - w końcu ktoś wysłucha staruszki.
    Książka napisana jest w taki sposób, że sami się gubimy. Młodzi, o zdrowym umyśle, w którymś momencie dochodzimy do wniosku, że zupełnie nie wiemy, co jest prawdą, co złudzeniem, co fikcją, co realiami. Okropne uczucie.
    Jednak dzięki niemu łatwiej nam zrozumie bohaterkę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak. Ale - jak napisałam - w końcu ktoś wysłucha staruszki.
    Książka napisana jest w taki sposób, że sami się gubimy. Młodzi, o zdrowym umyśle, w którymś momencie dochodzimy do wniosku, że zupełnie nie wiemy, co jest prawdą, co złudzeniem, co fikcją, co realiami. Okropne uczucie.
    Jednak dzięki niemu łatwiej nam zrozumie bohaterkę.

    OdpowiedzUsuń
  6. oj,to boję się jej czytać by potem nie mieć doła.....:(bardzo przezywam jak nie ma happy endu

    OdpowiedzUsuń