wtorek, 30 grudnia 2014

Czytanie na przełomie lat ;) - "Miniaturzystka"

Zafundowałam sobie bardzo przygnębiający koniec czytelniczego roku. "Miniaturzystka" - choć opowiada o pięknych przedmiotach, ludzkiej pasji, wielkiej przyjaźni i lojalności - wręcz poraża smutkiem.
Oto w XVII-wiecznym Amsterdamie młodziutka, wiejska, prostolinijna dziewczyna wkracza do domu świeżo poślubionego mężczyzny, gdzie czeka na nią lodowate powitanie i chłodny, ale budzący jej głęboką fascynację mąż. Dom, choć piękny, pachnący i czysty, odpycha na każdym kroku. Mieszkańcy zaś wydają się zimni, wycofani, nieufni, wrogo nastawieni i skrywający wiedzę o sprawach, które w zakłamanym, podłym, iluzorycznie bogobojnym świecie kalwińskiego Amsterdamu nigdy nie znajdą zrozumienia.
Po pewnym czasie młoda mężatka otrzymuje prezent ślubny - bogaty, misterny dom dla lalek, wykonany z mistrzowską precyzją i będący wierną kopią domu, w którym kobiecie przyszło mieszkać. Nella czuje się skrajnie upokorzona podarkiem, nie mając przy tym pojęcia, jak wielką wyniesie dzięki niemu naukę, jak głęboko pozna samą siebie i świadkiem jakich tragedii ów domek się stanie. Oto bowiem ktoś zaczyna przysyłać kobiecie sprzęty służące meblowaniu miniatury. Wszystkie są dokładną kopią jej sprzętów domowych. Co więcej, w domku zaczynają też pojawiać się figurki, przedstawiające członków rodziny, przyjaciół, służących - wykonane w sposób, który odzwierciedla ich najintymniejsze sprawy, najgłębiej skrywane tajemnice. Domek zaczyna niejako żyć własnym życiem, a Nella krok po kroku, dramat po dramacie odkrywa sekrety nowej rodziny i zawiera trudne, ale potężnie silne przyjaźnie. Zauważa też, że wszyscy mieszkańcy oszałamiającej kupieckiej rezydencji są niewolnikami bezwzględnego, pełnego okrucieństwa - choć skrzącego się bogactwem - Amsterdamu. Miasto jest tu niechlubnym bohaterem. Tłamsi, zniewala, każe ludziom bezustannie nastawać na bliźniego, podejmować przerażające decyzje, zdradzać, upokarzać i zabijać.
"Amsterdam, przynajmniej na powierzchni, kwitnie dzięki tym aktom wzajemnej inwigilacji, dzięki sąsiedzkiemu tłamszeniu ducha bliźnich". To miasto kontrastów: bogactwa, splendoru, siły i samowystarczalności z jednej strony, a fałszu i wrogości z drugiej.


Powieść pełna jest dramatyzmu, zagadek, niespodziewanych zwrotów akcji. W dodatku świat XVII-wiecznego Amsterdamu, obyczajowość, styl życia ludności przedstawione są bardzo wnikliwie, wiernie, drobiazgowo. Amsterdam przeraża i czaruje: pięknymi wnętrzami, schludnością mieszkań, zapachami, wspaniałymi potrawami i zgoła bajkowymi... słodyczami.
Mamy też element ocierający się mocno o metafizyczność - kim bowiem jest osoba wykonująca przepiękne, ale tchnące grozą miniatury? Wieszczką? Psychopatką, żerującą na cudzym nieszczęściu? Przyjaciółką i jedyną podporą? A może wszystkim po trosze? Dlaczego jest tak nieuchwytna? Jak interpretować to, czym obdarowuje Nellę?
Smaczku rzeczy całej dodaje fakt, że Petronella Oortman to realnie istniejąca właścicielka domku, uwiecznionego w powieści.


By troszkę lepiej zrozumieć, czym on był i jaką odgrywał rolę, zapraszam do odwiedzenia tego linku.

Powieść czyta się doskonale. Poświęciłam jej wieczór, noc i połowę dnia, nie zajmując się absolutnie niczym innym. Autorka zawsze kończy rozdział w chwili największego napięcia (a potrafi je dozować, jak rzadko kto), więc czytelnik zostaje przykuty do lektury na wiele godzin i czyta bez tchu.
Z pewnością będę śledzić twórczość Jessie Burton, bowiem "Miniaturzystka" to jedna z najlepszych książek, jakie czytałam w tym roku, choć ich ranking pozostanie już raczej niezmieniony. Opowieści o Petronelli Oortman czy budowaniu Wersalu ("Król cieni") to dwa wielkie wydarzenia mijającego roku, teksty posiadające rozmach, barwę, trzymające w napięciu i bardzo emocjonujące.
I teraz zupełnie nie wiem, co dalej? Poprawiać sobie humor, czy nade wszystko iść tropem książek świetnych, polecanych, acz niekoniecznie pogodnych, i zmierzyć się z "Profesorem Stonerem".

Miłych przygotowań do Sylwestra Wam życzę!

_______________
zdjęcie ratusza pochodzi ze strony euroatlas.net
zdjęcie domku z: http://muzealnictwo.com/2013/02/domki-dla-lalek-z-rijksmuseum-w-amsterdamie/

4 komentarze :

  1. Faktycznie Cię pochłonęła:) Miałam jej nie czytać ale skoro tak wciąga, to spróbuję:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Przed autorką jeszcze sporo pracy. Najważniejszy wątek nie jest doprowadzony do satysfakcjonującego końca. Niemniej jednak - wciąga jak bagienko.

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja mam pytanie, Aniado, gdzie kupujesz ebooki? A co do książki, wydaje się naprawdę ciekawa, zakupię zapewne, tylko muszę upolować gdzieś:)

    OdpowiedzUsuń
  4. E-booki kupuję w różnych księgarniach, korzystam ze strony www.upolujebooka.pl - są tu zebrane wszystkie ceny danego e-booka, jest też możliwość otrzymania maila, gdy zaistnieje fajna promocja. Masę książek kupiłam w ten sposób dosłownie za kilkanaście złotych.

    OdpowiedzUsuń