niedziela, 14 grudnia 2014

"Król cieni"

Nie spodziewałam się aż takiego mroku, takich dewiacji, opisów takiej nędzy, brudu, zboczeń i okrucieństwa. Nie spodziewałam się też, że zjawiska tak negatywne i odstręczające mogą przeplatać się z naprawdę wzruszającym pięknem i być przedmiotem historii tak rzetelnie opisanej i dalekiej od wzbudzania sensacji.
"Król cieni" to powieść, która potrafi stargać nerwy na strzępy. Poza całym wspomnianym mrokiem jest w niej wszystko, czego czytelnik może sobie życzyć: wielkie emocje, piękny język, drobiazgowość w opisie realiów, zagadkowość, zaskoczenie i wzruszenie.

Ludwik XIV buduje Wersal, pałac, który z jednej strony olśniewa oszałamiającym przepychem, a z drugiej pochłania i miażdży całe masy istnień ludzkich. Powoduje mnóstwo tragedii, jest przyczyną niejednego upadku, zniewolenia i przemocy. Wewnątrz pałacu szerzy się prawdziwa zgnilizna, która jednak, w przypadkach wielu osób, jest efektem dawnych nieszczęść, odrzucenia, samotnego, pełnego bólu dzieciństwa. Niektórzy są złem wcielonym, bo taka jest ich natura. Inni – bo takimi uczynili ich najbliżsi.
W wersalskim piekle, w atmosferze fałszu, zboczeń i chciwości, walczy się o każdy dzień, o przetrwanie, o trzymanie się z dala od stryczka lub tortur. Można również – jak młodziutka perukarka, Nine – spróbować powalczyć o godność i wykształcenie, jednak jeśli jest się kobietą, ściąga się na siebie jedynie kłopoty.
Nine marzy, by zostać chirurgiem i w tym celu pragnie zbliżyć się do wojującego z demonami przeszłości Filipa Orleańskiego, królewskiego brata. Gdy w ich spokojną przyjaźń wkroczy sam Ludwik, życie dziewczyny zamieni się w ciąg tragedii.
W podobnym piekle tkwi od lat budowniczy fontann - Batiste - który pewną część problemów ściągnął na siebie sam, zaś do całej reszty i w jego przypadku przyczynił się władca.
Losy tych dwojga i ich rodzin splatają się w dramatycznych okolicznościach i toczą wciąż w cieniu bólu i kolejnych nieszczęść. Najbardziej przykre jest jednak to, że w ich historii nie ma niczego niezwykłego. Są w pewnym sensie typowe, wręcz symboliczne, takie jak losy setek innych kobiet czy mężczyzn pozostających w otoczeniu Króla Słońce. Wyjątkowe wydaje się jedynie to, że zostały zapisane na kartach pewnego zagadkowego listu, który tajemniczy zielarz zostawia młodemu chłopcu. Co ów chłopiec, żyjący z dala od Wersalu, ma wspólnego z jego makabryczną historią? Dlaczego musi się tam udać i czy znajdzie się bodaj jedna osoba, która otoczy go ciepłem lub zrozumieniem?
"Król cieni" trzyma w napięciu do ostatniej karty. Narracja prowadzona jest w sposób tak zagadkowy, że w ogóle tego tematu nie poruszę, by przypadkiem czegoś Wam nie podpowiedzieć. Napiszę może jedynie tyle, że właśnie w owej narracji oraz nieoczekiwanym zakończeniu drzemie prawdziwe piękno tej bardzo przytłaczającej, a jednocześnie głębokiej powieści. Retrospekcje, wspomnienia, motywy listów, tajemniczej biżuterii, czy sióstr zakonnych, które niejedno widziały – wprowadzają mnóstwo napięcia. Drobiazgowość i rzetelność w opisach świata przedstawionego (wnętrz, architektury, zielarskich mikstur, zapachów, strojów) sprawiają natomiast, że przenosimy się do Wersalu całymi sobą – zgorszeni i wzruszeni jednocześnie.

Moja ocena: 6/6

0 komentarze :

Prześlij komentarz