niedziela, 28 grudnia 2014

Wielkie podsumowanie i najlepsze książki roku 2014 :)

Lubię zaglądać do rankingów na innych blogach książkowych. Jeśli bloger, którego cenię wybiera teksty najlepsze z najlepszych, to daje mi wskazówkę, którą czytelniczą drogą podążać przede wszystkim, by nie tracić czasu na kiepską lekturę i nie stać się ofiarą wydawniczego huraganu.
Dla mnie to był wspaniały, przebogaty czytelniczy rok. Za sprawą nieocenionego czytnika e-booków oraz przystępnych cen i coraz szerszego wyboru tekstów wydawanych w formie elektronicznej, udało mi się przeczytać 73 pozycje, wyłącznie w celach prywatnych, rozrywkowo-edukacyjnych, w domowym zaciszu, co oznacza, że nie notowałam i nie podliczałam książek czytanych do pracy, w ramach powtórek i odświeżania sobie lektur szkolnych.
A i na tym polu było co robić. Tego roku bowiem przekonałam się w całej pełni, jak wiele czyta młodzież, jak dużo czytają dzieci - mimo fatalnych rankingów, danych i prognoz. Nie tylko czytają, ale również wkraczają w książkowy świat całymi sobą. Z własnej i nieprzymuszonej woli organizują przedstawienia, uczą się na pamięć obszernych fragmentów klasyki, interpretują je, bawią się nimi i zdobywają za to nagrodę na festiwalu*.


Dzięki młodzieży właśnie odświeżyłam sobie lub przeczytałam dotąd nieznane powieści Agaty Christie a młodsze dzieci, z którymi w tym roku miałam przyjemność pracować, domagające się omawiania lektury raz w miesiącu, zobligowały mnie do odświeżenia sobie "Hobbita...", "Tajemniczego ogrodu" czy powieści Verne'a. Bardzo dużo również czytaliśmy na głos. Przemierzyliśmy świat baśni z dość potężnego tomu "Bajarka opowiada" i stale, wciąż, bezustannie wracaliśmy do bezkonkurencyjnego Mikołajka.
Mieliśmy również możliwość w pełni realnego podróżowania po przepięknej Litwie, odwiedzenia Wilna, Kowna, Troków, przebywania w pokoju Adama Mickiewicza, spoglądania w okna cel Filomatów i Filaretów, nasłuchiwania, czy nad rzeką Niemen nie odezwie się echo głosu Justyny i Janka...





Tak, to był wspaniały czytelniczy rok. W każdym aspekcie - i zawodowym, i prywatnym. Postanowienie przeczytania przynajmniej jednej książki tygodniowo również udało się zrealizować i to w dość solidnym nadmiarze. Starałam się przy tym dokonywać wyboru powieści czy reportaży, rzadko zdając się na przypadek. Wybór lektur najczęściej był przemyślany i pewnie dlatego trafiłam na zaledwie cztery kiepskie tytuły: "Taft", "Samolot bez niej", "Piaskun" oraz "List z powstania".
Kilkadziesiąt pozostałych powieści i pozycji z zakresu literatury faktu było naprawdę dobrych i dlatego – nie mogąc się ostatecznie zdecydować – wybrałam do szczególnej rekomendacji aż 8 tytułów z literatury pięknej, jeden cykl, dwa teksty literatury faktu oraz kryminał. Nie wspominam, rzecz jasna o Książce Roku. Tę przedstawię odpowiednio dozując napięcie, chociaż... ten, kto mnie nieco zna, wyboru domyślił się już dawno i zaskoczenia na pewno nie będzie... ;)

******************************************************************************************************

I tak w kategorii "Literatura piękna" postanowiłam wyróżnić przede wszystkim powieści dotyczące Dalekiego Wschodu – "Ogród wieczornych mgieł", "Tysiąc jesieni Jacoba de Zoeta" oraz "Pod dachem świata" - wszystkie trzy ocierające się o wielką historię i gwarantujące silne wzruszenia.


Równie wielkie wrażenie wywarła na mnie twórczość Simona Montefiore: porażająca, przygnębiająca, ale przedziwnie piękna (i może dlatego tak "słodko" wydana) "Saszeńka" i jej ciąg dalszy – powieść "Pewnej zimowej nocy". Obydwa teksty traktują o życiu w stalinowskiej Rosji, terrorze, machinie totalitarnej, która miażdży każdego, bez względu na wiek czy pozycję społeczną. Dużo w nich wielkich emocji, determinacji, walki, nadziei. Za ich sprawą zaczęłam postrzegać Simona Montefiore jako pisarza naprawdę bardzo dobrego.


Lista najlepszych książek minionego roku nie nie może się również obejść bez "Pana Pipa" czy "Złodziejki książek" – wspaniałych powieści, mówiących o sile słowa pisanego i istocie edukacji. Wreszcie wspomnieć należy o wymykającym się wszelkim klasyfikacjom, uniwersalnym "Poczuciu kresu".
Sięgnęłam także po trzy cykle: "Północną drogę", "Pieśń lodu i ognia" i absolutnie bezkonkurencyjnych "Królów przeklętych", którzy bez dwóch zdań otrzymują nagrodę w konkursie "jak zniewolić czytelnika" ;)
Zdarzyło mi się również przeczytać kilka kryminałów i tu na plan pierwszy zdecydowanie wysunęła się, z niczym nieporównywalna, "Policja" - zostawiając całą resztę daleko w tyle.


I jeszcze literatura faktu – z nią miałam największy kłopot, bowiem wszystkie teksty były jednakowo poruszające i odkrywcze.
Jednak dwa z nich powracają ciągle i przewartościowują wszystko: "Szepty. Życie w stalinowskiej Rosji" oraz "Poślij chociaż słowo". To książki trudne, szarpiące emocjami, w pewnym sensie bardzo męczące, ale uświadamiające, jak wiele zostało nam dane i jak głęboko powinniśmy to cenić.



Każda z wymienionych książek pozwoliła mi odkryć coś zupełnie nowego. Każda nauczyła czegoś, czego sama o sobie nie wiedziałam. Każda sprowokowała do nowych reakcji, przemyśleń. Każda była lądem nieznanym.
I takich lektur, takiej bogatej powtórki, sobie i Wam w nadchodzącym roku całym sercem życzę.

A Książka Roku... Cóż, kto się nie domyśla - musi cierpliwie czekać. Przecież ja stale czytam. Może coś zatrzęsie moim książkowym światem w ostatniej chwili??
____________________________
*(Zdjęcie należy do twórców i organizatorów Ogólnopolskiego Przeglądu Teatrów Pijarskich).

2 komentarze :

  1. Właśnie dzisiaj skończyłam czytać "Szepty" - smutna, dająca do myślenia książka. Obawiam się, że w tych czasach trudno byłoby mi być przyzwoitą i musiałabym iść na ciężkie kompromisy, jak bohaterowie książki. Czasami tak łatwo się zapomina, że jednak żyjemy w dobrych czasach.

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak. "Szepty" zmieniają człowiekowi priorytety. Pozwalają nabrać dystansu.

    OdpowiedzUsuń