poniedziałek, 5 stycznia 2015

Czas dla Noblisty cz. I - "Perełka"

Pierwsze słowo, które przychodzi mi na myśl, gdy wspominam lekturę "Perełki" to gąszcz. Gąszcz myśli, wspomnień, emocji - bohaterki i moich. Drugie zaś to lęk, również dotyczący nas obydwu. Lęk, za sprawą którego robi się człowiekowi nieprzyjemnie zimno, ściska się żołądek, zaczyna dominować poczucie zagubienia. Siła i ilość emocji odmalowanych w tej niewielkiej powieści jest niewiarygodna. Czas na refleksję, na otrząśnięcie się, poukładanie sobie treści i przemyśleń przychodzi dopiero po zakończeniu lektury. I jest to czas trudny, bowiem fabuła ma kształt - często niechronologicznych - fragmentów wspomnień głównej bohaterki, kobiety, która wciąż nie potrafi zdystansować się do swego dramatu. Jej myśli po brzegi wypełnione są cierpieniem, jedno wspomnienie jest pretekstem do snucia kolejnego, każde z nich mrozi nas coraz bardziej, wciąga coraz mocniej, usiłujemy sami dla siebie jakoś rzecz całą uporządkować i - nie możemy się od tekstu oderwać. "Perełka" to kolejna zarwana noc, kolejny tekst, którego lektura odsuwa w cień wszystko inne.

Bohaterką jest Therese, kobieta młoda, bez wykształcenia, bez wyuczonego zawodu. Mieszka w Paryżu, samotnie, i szuka kontaktu z innymi ludźmi tylko doraźnie - gdy wie, że dłużej nie poradzi sobie sama ze sobą, gdy lęk zaczyna być nie do zniesienia, a życie zaczyna balansować na granicy jawy i snu. Nie napiszę, ile ma lat, bo to zostaje przed nami odkryte dopiero pod koniec powieści, a zorientowanie się w czasie omawianych zdarzeń, układanie ich sobie, badanie wieku postaci jest częścią całej tej emocjonalnej układanki.
Pewnego dnia, w tunelach metra, dziewczyna zaczyna mieć wrażenie, że widzi swoją matkę. Nie zdradzę, dlaczego jest to takie niezwykłe i dlaczego prowokuje po pierwsze wielotygodniowe śledztwo, a po drugie ciąg wspomnień związanych z dzieciństwem Therese.
Wspomnienia te, od których czytelnikowi robi się zimno i źle, przeplatają się z analizowaniem rozmaitych, równie mrocznych, sytuacji, jakich bohaterka doświadcza w swej tymczasowej pracy. Jest nianią i analizując coraz silnej własne doświadczenia, jednocześnie zauważa, że oto ma obok siebie dziecko, które jest niczym jej alter ego - tak samo nieszczęśliwe, identycznie przerażone.
Przeszłość splata się z teraźniejszością. Czy młoda kobieta uchroni od przygnębiającego losu swą małą podopieczną? Czy obroni sama siebie przed wspomnieniami, które ją dławią, a w czytelniku wywołują autentyczny lęk?
Modiano kreśli przed nami przemyślenia, uczucia, emocje małych, wrażliwych dziewczynek oraz młodych kobiet i czyni to tak sugestywnie, że chyba każda czytelniczka zaczyna postrzegać je niczym własne. Doświadczenia głównej bohaterki nie są typowe, są skrajne, a mimo to każda z nas najprawdopodobniej dostrzeże w małej Therese cząstkę siebie, swoje dziecięce lęki, obawy, tęsknoty. Czytając pewne fragmenty miałam wrażenie, że spotykam się z Therese i przyglądam się jej losowi jakbym sama była kilkulatką. Odczuwałam jej strach i samotność niemal na własnej skórze. I tak jak ona nie mogła oderwać się od swych wspomnień, tak ja nie mogłam oderwać się od jej historii.
I na tym chyba polega prawdziwa wielkość literatury - że daje nam na chwilę inne życie. Nie zawsze proste, nie zawsze piękne, ale pozwalające poznać emocje drugiego człowieka całymi sobą, otworzyć się na los innej istoty w sposób tyleż głęboki, co bezwiedny.

Ocena: 6/6

2 komentarze :

  1. aż 6/6, skoro tak , to chętnie przeczytam gdy będzie taka mozliwość;]

    OdpowiedzUsuń
  2. Opinie są różne, że to powieść trudna, że "o niczym", że "nie wiadomo, o co chodzi". Według mnie rzecz jest jasna, oczywista, choć niezmiernie smutna. Myśli człowieka, który przeżywa taki dramat, jak tu przedstawiono mogą wydawać się chaotyczne. Niemniej jednak - polecam.

    OdpowiedzUsuń