niedziela, 25 stycznia 2015

"Hrabina. Tragiczna historia Elżbiety Batory"


Długo nie mogłam przekonać się do tego, by sięgnąć po "Hrabinę". Szczerze pisząc obawiałam się sensacyjnego pędu i pustej a rozdmuchanej krwawej jatki. Tymczasem otrzymałam historię, która - poza nielicznymi momentami - jest niemal subtelna, elegancka i wyważona. Narratorką jest tutaj sama Elżbieta Batory, uwięziona pod ścisłą strażą w swym zamczysku. Pisze ona listy do ukochanego syna, wyjaśniając mu powody zniewolenia i kreśląc historię swego życia w sposób wcale nie jednoznaczny.
Z listów tych wyłania się postać najpierw wrażliwej acz często gwałtownej dziewczynki, potem spragnionej miłości młodziutkiej mężatki, wreszcie - czułej, troskliwej, bezgranicznie kochającej matki. Z drugiej strony widzimy również kobietę, dorastającą w świecie, w którym nawet wielcy, szanowani, uchodzący za wzór cnót obywatele nie widzieli niczego złego w makabrycznych aktach okrucieństwa. Mamy tu rodziców hrabiny - godnych, honorowych, oczytanych i wykształconych ludzi - dla których stosowanie wymyślnych kar wobec służby czy poddanych jest czymś absolutnie naturalnym. Widzimy najznamienitszych bohaterów, którzy bawią się opisując mordy dokonane ich rękami podczas wojen.
Gdy Elżbieta osiąga wiek 12 lat zostaje wysłana do majątku swej przyszłej teściowej, gdzie przez bardzo długi czas walczy o miłość, przychylność, czy bodaj cień zainteresowania ze strony mężczyzny, przeznaczonego jej na męża. Jej małżeństwo jest farsą przez wiele lat. Elżbieta zabiega o przychylność i akceptację małżonka do czasu, gdy ten przekona się, iż drzemie w niej wyraźna skłonność do bycia okrutną i bezwzględną. W momencie, gdy żona odkryje przy nim mroczną stronę swego "ja", Ferenc Nádasdy przyjmie ją do siebie "na naukę" i obdarzy upragnionym uczuciem.
Rebecca Johns kreśli portret kobiety bardzo wykształconej, samotnej i bezustannie walczącej. W świecie rozdartym politycznymi spiskami, sporami, knowaniami, między jedną wojną a kolejną, Elżbieta będzie walczyć o szacunek, prawo do bycia kochaną, wreszcie - jako wdowa - wszelkimi sposobami postara się wyzwolić spod dominacji mężczyzn, utrzymać majątek dla niedorosłego syna, nie poddać się dybiącym na jej ziemie krewnym czy fałszywym przyjaciołom. I to te zmagania będziemy obserwować przede wszystkim.
W tle pobrzmiewać będą informacje o mordach dokonywanych na służbie. Mordach, które będą dziełem kobiety oszalałej z gniewu i bezradności, wychowanej w świecie, gdzie okrucieństwo jest naturalne jak oddech.
Sylwetka Elżbiety nakreślona zostaje w sposób wiarygodny, trzeźwy, zdecydowany, bez usprawiedliwień, ale też bez sensacyjnej pustoty. Nie będzie tu mrocznej, homoseksualnej bohaterki legend, która para się czarami i kąpie we krwi dziewic, bo ma na uwadze wyłącznie dbanie o cerę. Autorka wydaje się fabularyzować fakty, nie zaś pomrukiwania gawiedzi. Historia hrabiny jest straszliwa sama w sobie, bez rozdmuchiwania. Los służby jest makabryczny nawet bez czarów czy krwawych kąpieli.
Johns spogląda na Elżbietę jak na kobietę twardą i bezwzględną z natury, której zachowanie nie pozostaje jednak wolne od wpływów otoczenia. Można zadać sobie pytanie, na ile postępowanie Batorówny było efektem wypaczeń jej osobowości, a na ile zostało ukształtowane na przykład przez dom rodzinny, teściową, męża?
Powieść polecam z czystym sumieniem. Autorka nie tylko wiarygodnie kreśli portrety bohaterów, ale też sugestywnie oddaje realia epoki, mroczny klimat zamczysk, piękno węgierskich krajobrazów. Bez jarmarczności, bez kiczu.
Dobry tekst na długi, zimowy wieczór.


Moja ocena: 4,7 / 6
Zdjęcie zamku pochodzi z wikipedia.pl

7 komentarzy :

  1. .. historia wydaje się ciekawa, a okładka jest piękna:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Coś dla mnie - lubię czytać książki z historią w tle :) A z tego, co tutaj przeczytałam książka jest naprawdę dobra :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Oglądałam kiedyś film na podstawie historii tej postaci... nad książka się zastanowię :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziewczyny, książka przede wszystkim nie jest nastawiona na sensację, czego się obawiałam. Jest taka prawdopodobna, przerażająca, ale nie to jest w niej najważniejsze. :) Czytajcie, czytajcie!

    OdpowiedzUsuń
  5. I ja zostałam zainteresowana...kiedyś czytałam, ale właśnie tę inną wersję opowieści o Elżbiecie Batorównie....ale i tak już niewiele pamiętam....a była to niezwykła postać..
    Świetnie zachęciłaś...

    OdpowiedzUsuń
  6. Pamiętam, jak bardzo podobała mi się ta książka. Na tle legendy, którą opowieść o hrabinie Batory obrosła, pełnej przemocy, niemalże baśni, powieść Johns wydaje się być niezwykle rzetelna. Autorka pokusiła się o spojrzenie bardziej obiektywne, na niestawianie z marszu kreski na Elżbiecie. Uświadamia nam, że historię piszą zwycięzcy, a w tym przypadku to, co wiemy o hrabinie, zostało spisane przez jej wrogów. Sama nie porywa się na ostateczne podsumowanie, podaje czytelnikowi fakty i zachęca go do samodzielnego wyciągania wniosków. Naprawdę świetna powieść.

    OdpowiedzUsuń
  7. Tak, tak, właśnie tak. Rzetelność. Wiarygodność. Brak pustego pędu do sensacji - to mi się bardzo podobało.
    Elżbieta jest przedstawiona jako pogubiony, może chory człowiek, a nie czarownica z piekła rodem. Kobieta o trudnym charakterze, a nie bohaterka pomruków gawiedzi.

    OdpowiedzUsuń