czwartek, 22 stycznia 2015

"Oczyszczenie" - cuchnący obszar zagadek...

"Połowa górników pracuje w kościele, burząc go. Mają dwuręczne młoty, kilofy i żelazne pręty, a swoje zadanie wykonują jakby z sekciarską satysfakcją. (...) I czy niszczenie nie wciąga człowieka jak nałóg? Nie zaspokaja jakiegoś szemranego apetytu, chłopięcego pragnienia, żeby zamachnąć się tępym narzędziem na coś, co w bezmyślnym milczeniu się temu poddaje?"


Decydując się na przeczytanie tej powieści wiedziałam, że nie zbiera ona najlepszych opinii. Spora część czytelników wypowiadających się na temat "Oczyszczenia" uważa, że jest to tekst nudny, niejasny, rozczarowujący. Absolutnie się z tym nie zgadzam, choć uważam, że była to jedna z najdziwniejszych, najbardziej tajemniczych i trudnych do zinterpretowania lektur, z jakimi spotkałam się kiedykolwiek.

Jeśli ktoś lubi akcję, przygodę, pęd, a mierzi go oniryzm, atmosfera senności i niejednoznaczność, lepiej, by po tę powieść nie sięgał. Rzeczywiście zmęczy się i rozczaruje. Ale jeśli lubimy czytać spokojnie, błądzić podczas lektury po ślepych uliczkach, szukać symboli i punktu zaczepienia dla wysnucia jakiś konkretnych wniosków - "Oczyszczenie" stanie się lekturą idealną.
Na pozór prosta fabuła zaprowadzi nas bowiem w istny interpretacyjny gąszcz, z którego wyjdziemy najprawdopodobniej mocno skołowani, ale niekoniecznie mądrzejsi.
Akcja rozgrywa się w Paryżu, na cztery lata przed wybuchem rewolucji francuskiej. Bohaterowie oczywiście nie wiedzą, jak potoczy się los ich kraju, my jednak wiemy i mimochodem stale doszukujemy się powiązań między tym, co na kartach powieści zdarza się teraz, a tym, co realnie wydarzy się w przyszłości.
Młody inżynier Jean-Baptiste Baratte otrzymuje w Wersalu zadanie likwidacji cmentarza Niewiniątek i stojącego na jego terenie kościoła. Cmentarz od wieków jest przepełniony. Swego czasu w miesiąc pochowano na nim 50 000 ofiar zarazy.

"Zmarłych chowano nawet nocą, przy świetle pochodni. Trupa na trupie. Niezliczone mnóstwo. Całe legiony upchnięto na spłachetku nie większym niż pole ziemniaków. (...) Zmarłych wciąż przywożono pod bramę Niewiniątek. Jakoś się mieścili".

I rzecz cała trwałaby jeszcze lata całe, gdyby ulewne deszcze nie podmyły muru odgradzającego cmentarz od ulicy, wydobywając na światło dzienne zawartość zbiorowej mogiły. Paryżanie zaczęli we własnych piwnicach odnajdować dawno pogrzebanych ludzi, zaś całe miasto stopniowo owionął niebywały odór. Smrodem przesiąknęły mieszkania, ubiory, żywność a nawet oddechy mieszkańców. Niewiniątka postanowiono zlikwidować.
Inżynier przystępuje do pracy. Z mrocznych kopalni ściąga ponurych, dotąd okrutnie traktowanych górników. Rozpoczyna się kopanie olbrzymich dołów i wywożenie ich zawartości. Paryżanie reagują na te działania bardzo niejednoznacznie, a w rozbitym na cmentarzu obozie zaczynają dziać się rzeczy coraz bardziej niemoralne, uwłaczające świętości miejsca oraz godności mieszkających w pobliżu ludzi.


A wszystko to w atmosferze sennej, niejasnej, onirycznej, zdawałoby się, że rozmytej we mgle paryskiej jesieni i balansującej na granicy jawy i snu. Gdy Jean-Baptiste błądzi po Wersalu czujemy się jak u Kafki. Nic nie jest jednoznaczne. Nie wiemy, jak traktować to, że między kolejnymi tragediami mówi się o nadchodzących zmianach, o... oczyszczaniu dawnego świata, zaprowadzaniu nowych porządków. Zadajemy sobie pytanie, czy tak ma wyglądać postęp? Cmentarz zamienia się powoli w przedsionek piekła. Czyż w taki sam przedsionek nie zamieni się wkrótce świat? Znikają wszelkie zasady, bohaterowie powoli zapominają o tym, że przyszło im pracować w pobliżu sacrum, przestają mieć znaczenie jakiekolwiek granice postępowania. Czy tak właśnie będzie, gdy zaistnieje wyczekiwany nowy ład?
Czy postęp pozwoli zachować godność?

Moja ocena: 5/6

0 komentarze :

Prześlij komentarz