wtorek, 6 stycznia 2015

"Pole garncarza" - o zbrodni, która bawi do łez.

"Pola garncarza" nie zabiera się ze sobą do miejsc publicznych lub środków komunikacji publicznej. Ja zabrałam i powodując swym radosnym chichotem dodatkowe wstrząsy i tak zdezelowanego autobusu, nie tylko przyciągnęłam wnikliwe spojrzenia współpasażerów, ale też gorące pragnienia, by zapuścić żurawia do mego czytnika. O, nie, nie, nie. Na to się zgodzić nie mogłam. Gdyby bowiem ktoś zobaczył, jak krztuszę się z bezgranicznej uciechy, czytając o poćwiartowanych zwłokach, poodcinanych palcach i porachunkach mafijnych, mógłby powziąć dość drastyczną opinię na temat mojej umysłowości.
No i te przekleństwa... Postronny obserwator, nieznający kontekstu, mógłby się naprawdę zgorszyć...

Tymczasem nie zbrodnia, nie akcja są u Camilleriego najważniejsze, ale język, dowcip, realia przepięknej Sycylii, boskie potrawy, oszałamiające smaki i zapachy, a wreszcie portret JEGO - mego bezdyskusyjnego ulubieńca - komisarza Montalbano.
Nie ma drugiego takiego detektywa: romantyka, którego zasób wulgaryzmów, cytatów i synonimów (oraz niebagatelna wiedza o kulturze i sztuce) nie mają sobie równych, podobnie jak jego apetyt (na najwykwintniejsze potrawy i kobiety) oraz inteligencja i lojalność wobec przyjaciół. Cięte riposty Montalbano, jego sposób przesłuchiwania ludzi, komunikowania się z osobami nielubianymi, wreszcie małe spektakle, odgrywane z werwą podczas rozmów z przełożonymi są istnym językowym majstersztykiem. Powieści o komisarzu skrzą się humorem, dowcipem, bogactwem przezabawnie nakreślonych emocji, a cała jego postać budzi bezgraniczną sympatię.
W "Polu garncarza" Montalbano ugruntowuje się w jeszcze większym niż dotąd przekonaniu, że jest stary. Zdarza mu się zapłakać rzewnymi łzami nad zdradą najlepszego przyjaciela, którą odkrywa w toku akcji, nie panować nad emocjami, być poddawanym ciągłym huśtawkom nastroju, a niekiedy nawet - o zgrozo!! - nie mieć apetytu. Jego kondycja psycho-fizyczna pozostawia coraz więcej do życzenia, w przeciwieństwie do kondycji umysłowej - ta bowiem jest jak brzytwa. Montalbano to wulkan ironii, gejzer ciętego dowcipu, kopalnia kulturowych skojarzeń. Prowadząc śledztwo odnośnie poćwiartowanych zwłok, tym razem posiłkuje się Biblią, oczywiście klnąc nieprzytomnie podczas jej poszukiwań. Wszystko bowiem naszemu bohaterowi ginie...
Wigor odzyskuje przy spotkaniu z przepiękną Kolumbijką, choć jego wewnętrzne drugie ja, drugi Montalbano, z którym prowadzi konstruktywne i owocne dyskusje (a nawet pisze do niego listy) podpowiada mu, że Lamparcica może przynieść jedynie kłopoty.
Co ciekawe - Montalbano to detektyw, który rzadko posługuje się nowinkami technicznymi, komputerem, internetem, a jeśli nawet to czyni, nowinki nigdy nie mają kluczowego znaczenia dla śledztwa. Komisarz dochodzi do prawdy siłą własnego rozumu, drogą dedukcji i tropem rozmów z innymi bohaterami. Rozwiązania akcji zawsze są jak najbardziej prawdopodobne, nigdy nie ma się wrażenia, że autor posłużył się przypadkiem czy zbiegiem okoliczności. Montalbano MYŚLI, kombinuje, rozmawia sam ze sobą, wykłóca się, rozważa, bierze pod uwagę najdrobniejsze szczegóły, zmiany w otoczeniu, położenie przedmiotów, tony głosów, itd., itp. Słowem - jest detektywem z prawdziwego zdarzenia, można by rzec: "klasycznym".
Pisząc o kolejnej powieści Camilleriego nie wolno również zapomnieć o postaci, która nie odgrywa wprawdzie kluczowej roli dla akcji, ale jej język wywołuje w czytelniku po prostu radosny kwik. Nie da się tego inaczej określić i dlatego, jeśli nie chcecie pokwikiwać publicznie, cieszcie się "Polem garncarza" wyłącznie w domowym zaciszu. Chodzi, oczywiście, o Catarellę, jednego z podwładnych Montalbano.

Wszystkie powieści o dzielnym komisarzu są fenomenalne, ale "Pole garncarza", w moim odczuciu bije rekordy. Teksty układają się, oczywiście, w cykl, ale spokojnie można zacząć od dowolnej powieści. Nie pogubicie się na pewno.
Tym, którzy jeszcze się z tą postacią nie zetknęli, polecam powieści opisane na blogu, przy czym "Pole..." spokojnie może być miejscem pierwszego spotkania.
Polecam i życzę równie dobrej zabawy jak moja własna!

1 komentarz :

  1. A ja mam mieszane uczucia bardzo, czytam aktualnie pole garncarza i bardzo bardzo odrzuca mnie jezyk, to ze bohaterowie klna, jakby nie w tych momentach, w ktorych powinni (?) sztucznie tak to odbieram.
    Z niechecia do niej wrocilam i czytam dalej ale mnie nie zachwyca.
    Jezeli Pole Garncarza jest najlepsze to innych ksiazek tego autora raczej nie tkne.

    pozd
    Ula

    OdpowiedzUsuń