sobota, 3 stycznia 2015

"Profesor Stoner" - piękna opowieść o niepięknym życiu

"...Dlatego twe serce mocniej kochać łaknie
Wszystko, czego wkrótce niechybnie zabraknie"


Sloane ponownie wbił wzrok w Wiliama Stonera.
- Szekspir przemawia do pana sprzed trzystu lat - stwierdził oschle. - Słyszy go pan, Stoner?


Słyszał, a powyższe wersy stały się jak mroczna przepowiednia reszty jego życia. Jak motto i przekleństwo zarazem.


Profesor Stoner to człowiek wyobcowany i samotny niemal od dzieciństwa. Chociaż rzadko wracał myślami do wczesnych lat swojego życia spędzonych na gospodarstwie w Booneville, to jednak głęboko gdzieś na dnie jego psychiki utkwiła świadomość dziedzictwa przekazanego mu przez praojców wypełniających swoje mroczne życie ciężką pracą, stoicyzmem oraz prostą etyką, która nakazywała im, aby ciemiężącemu światu pokazywali twarz kamienną, twardą i ponurą. Taką twarz ma jego ciężko pracujący ojciec, oblicze matki natomiast pełne jest bezradności i rozpaczy - zwłaszcza, gdy jedyny syn deklaruje, że nie skończy studiów rolniczych, nie powróci na gospodarstwo, ale pozostanie na uczelni jako wykładowca literatury.
Życie Stonera nie niesie z sobą niczego niezwykłego, niczego ekscytującego. On sam również nie jest postacią w jakikolwiek sposób wyróżniającą się w tłumie. Ot, szary, niepozorny, wiejski chłopak, który bardzo kocha książki i - licząc jedynie na własne siły - powolutku pnie się po szczeblach uczelnianej kariery, by nigdy nie osiągnąć jakiś szczególnych wyżyn. Uniwersytet traktuje jako jedyny pewny, stały punkt, enklawę, miejsce pełne spokoju. Nie wyrusza na wojnę. Nie podróżuje. Historię jego życia można streścić w kilku punktach (ogólny spoiler, do końca akapitu): porzuca pracę na roli, wykłada na uniwersytecie, żeni się z oziębłą, psychicznie niezrównoważoną i wyrachowaną kobietą, traci emocjonalną więź z ukochaną córką, popada w konflikt z innym wykładowcą, zostaje mu odebrana kobieta, którą prawdziwie pokochał, wreszcie - dokonuje żywota w otoczeniu książek.
Literatura stanowi jego jedyną pociechę, jedyny element, który po każdej stracie wciąż jeszcze wiąże go z życiem, jedyny owego życia cel.
Proste, prawda? A jednak głębokie i wstrząsające.
Bo cóż jest gorszego od bezustannej, absolutnej, ciągłej samotności, wyobcowania i bycia pogardzanym? Od braku możliwości całkowitego oddania się komukolwiek i nawiązania choćby jednej prawdziwie silnej więzi? Gorsza jest tylko samotność powtórna. Taka, która została przerwana - na pełną absolutnej bliskości i spełnienia chwilę - ale musi powrócić w całej swej beznadziei. Powrócić, bo tak zadecydował ktoś, kto umiejętności manipulacyjne ma opanowane do perfekcji. Bo trzeba przed tym kimś ochronić ukochaną osobę. Bo tego wymaga świat, konwenanse i - wypaczone w tej sytuacji - pojęcie honoru.
Stoner to człowiek uczciwy i prawy, który przegrywa z manipulacją właśnie, choć nigdy nikomu nie wchodził w drogę, nikomu się nie naraził, zawsze wybierał pokojowe rozwiązania. To doskonały cel ataków, potrafiący swoich ideałów bronić do upadłego, ale metodami na tyle szlachetnymi, że nie pozwolą mu wygrać z kimś zaprawionym w podłości.
Co podczas czytania tej powieści poruszyło mnie najbardziej? Po pierwsze to, w jak wyrafinowany sposób i jak długo można dręczyć człowieka, który ma w sobie spokój tak potężny i klasę tak wielką, że nie potrafi odpłacić tym samym. Po drugie - akty manipulacji, jakim zostaje poddany Stoner oraz przykra refleksja, że podobny problem w gruncie rzeczy może spotkać niemal każdego z nas. Wreszcie - niezaprzeczalny fakt, że ów człowiek nie odchodzi jako przegrany.

- Ale wiesz przecież, że tego nie zrobię?
- Tak, wiem.
- Ponieważ wtedy - wyjaśniał samemu sobie Stoner - wszystko straciłoby znaczenie, to, co zrobiliśmy, oraz to, kim byliśmy. Każde z nas stałoby się kimś innym... czymś innym. A wspólnie bylibyśmy niczym.


Jest coś, co daje Profesorowi ukojenie zawsze, prędzej czy później, po każdym upadku. Coś, czego nigdy nie stracił - literatura i odkrywanie jej tajemnic. Pozostaje zwycięzcą, bo tę właśnie literaturę poznawał, jej się oddał i przy niej pozostał. Odbierano mu po kolei niemal wszystko, ale pasji odebrać nie zdołano.

"Profesor Stoner" to niewielka, wnikliwa, przejmująco smutna historia człowieka, któremu jego własna szlachetność i bezdyskusyjna moralność odbierały wszystko, co kochał.
To również przepiękna i wyjątkowa opowieść - będąca cichym, skromnym, literackim mistrzostwem - o niepięknym, nieciekawym życiu profesora, który niczym szczególnym się nie wyróżniał. To rzecz o samotności w tłumie, o wyborach, od których człowiek prawy nie odstępuje, o godzeniu się z tym, co życie niesie i jednoczesnym bronieniu tego, co dobre, właściwe i prawe.

Moja ocena 6/6

3 komentarze :

  1. Ta książka jest niesamowita! Ogromne wrażenie zrobiło na mnie to, jak pięknie i ciekawie można napisać o tak, wydawałoby się, zwyczajnym życiu i człowieku, który niczym się nie wyróżniał.

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak. Masz rację. To mnie właśnie mocno uderzyło - nieciekawa historia przedstawiona w fascynujący sposób.

    OdpowiedzUsuń
  3. Widzę u Ciebie książki, na które gdzie indziej się nie natknęłam a na dodatek znakomicie je prezentujesz.

    OdpowiedzUsuń