piątek, 13 lutego 2015

Najpiękniejsze książki o miłości.

Czy muszę wspominać, dlaczego w wigilię dnia świętego Walentego przygotowałam Wam takie akurat zestawienie? Zapewniam, że była to droga raczej luźnych skojarzeń, nic więcej. Niezależnie bowiem od tego, czy ktoś obchodzi walentynki, czy nie – wspaniałe książki o miłości istnieją i, co tu kryć, w jakiś sposób kształtują nasz pogląd na akurat tę sferę życia. Lwia część literatury opiera się na temacie miłości między kobietą a mężczyzną (pomijam tu motywy miłości rodzicielskiej, braterskiej, wypływającej z wielkiej przyjaźni), jak zatem wybrać utwory, w których temat ten nie jest przedstawiony płytko, miałko, kiczowato? Co w literaturze może uchodzić za filar miłosnego toposu?


Gdy próbowałam spisać sobie listę książek, które chciałam Wam szczególnie polecić, zauważyłam, że dominują tytuły, mówiące o rozmijaniu się ludzi, zatraceniu szansy na miłość i na mówienie o miłości. Zgadzałoby się to z moim bardzo osobistym podejściem do wyznań wszelakich i tematu takich na przykład walentynek. Raz o owych walentynkach pamiętam, dziesięć razy zapominam, uważam bowiem, że drugiemu człowiekowi miłość i przywiązanie należy okazywać zawsze, w każdym możliwym momencie, by nie było za późno, by pewnego dnia nie okazało się, że nie mamy już możliwości opowiedzieć, co w sercu gra. To chyba taka moja mała obsesja: mówić, dowodzić, okazywać ludziom, że są dla mnie ważni - w obawie, iż za chwilę odpowiedni moment minie i stracę szansę.
Jakie zatem książki wpłynęły na taką moją postawę? Które tytuły w trakcie dość bogatego czytelniczego życia poruszyły mnie najmocniej?
Przede wszystkim "Wichrowe Wzgórza" Emily Bronte, o których już swego czasu na blogu pisałam. Mamy tu dwoje ludzi podobnych do siebie pod względem charakterologicznym jak dwie krople wody, a rozmijających się z powodu istniejących zwyczajów, konwenansów, pędu do zabezpieczenia sobie lepszego bytu materialnego. "Wichrowe Wzgórza" cenię sobie jednak przede wszystkim za definicję miłości, jaką podsuwa autorka – miłość to przekonanie, że druga osoba jest w pewnym sensie kreatorem całego naszego życia. Cokolwiek nie robimy, jakichkolwiek wyborów nie dokonujemy – czynimy to z myślą o niej. Ukochany człowiek jest cząstką nas samych, jest jak oddech, jak powietrze, bez niego nie można istnieć, bo nie ma celu, nie ma oparcia, nie ma żadnego punktu odniesienia. Miłość tym samym "jest jak wiecznotrwała ziemia pod stopami. Nie przykuwa ona swoim pięknem, ale jest niezbędna do życia".
Bardzo podobny obraz miłości kreuje Maria Dąbrowska w "Nocach i dniach", książce, którą pokochałam tak bardzo, że paradoksalnie – trudno mi się ją czyta. Znacie takie książki? Które powodują zbyt wiele wzruszeń? Tu pięknie o miłości mówi do swej żony mój ulubiony literacki bohater, Bogumił: "Ty niepogodna jesteś, ale światem jesteś i co ja na to poradzę?".
No właśnie. Prawdziwie dobre, wielopłaszczyznowe powieści nie przedstawiają miłości jako czegoś bezdyskusyjnie pięknego. To raczej bezustanna praca, wysiłek i godzenie się na "niepogodę". Bogumił i Barbara też się rozminęli. Barbara tęskniła za ideałem, wyobrażeniem, gdy tymczasem prawdziwie wartościowego człowieka miała tuż obok.
Jeszcze jedna książka w literaturze polskiej wywołuje we mnie wrażenia tak silne, że aż nie chcę do nich wracać. Jest nią "Wierna rzeka" Stefana Żeromskiego. Trudno ją opowiedzieć, by nie spłycić rzeczy całej. To, co w niej najbardziej wstrząsające i wartościowe dzieje się dopiero na końcu, którego oczywiście zdradzić nie mogę. "Wierna rzeka" to historia Salomei, młodziutkiej Polki, której ojciec walczy w powstaniu, nie wiadomo, kiedy wróci, ona zaś, wraz ze starym służącym, zamieszkuje podupadający dwór. Jako szlachcianka, a przede wszystkim samotna kobieta, narażona jest na rozmaite niebezpieczeństwa, z których na plan pierwszy wysuwa się w tamtym czasie oczywiście "utrata czci". Pewnego dnia w dworze Salomei pojawia się powstaniec, ranny, w stanie agonalnym. Salomea leczy mężczyznę, opiekuje się nim przez wiele miesięcy i – jak łatwo się domyśleć, rodzi się między nimi piękne uczucie. Tu muszę się zatrzymać, nie mogę opowiedzieć, co było dalej, dodam jedynie, że trudno jest mi przywołać w pamięci powieść, którą postrzegałabym jako smutniejszą i bardziej przygnębiającą. Ostatnie sceny odbierałam jako jedne z najbardziej przytłaczających w całej polskiej literaturze pięknej.
Jeśli chodzi o literaturę polską szczególnie cenię sobie również "Lalkę" Bolesława Prusa. Za poruszenie ważnej kwesti: kogo tak naprawdę kocham? Osobę z krwi i kości? Pełną wad, niedoskonałości, o których nie chcę wiedzieć i na które zamykam oczy? Czy może moje wyobrażenie o niej? Moje marzenie? Sen na jawie? Rozterki Wokulskiego, który krytycznie przyglądał się swemu uczuciu do Izabeli zawsze fascynowały mnie w tej powieści najmocniej.



Tę rozłąkę razem z tobą znoszę,

Czarną, trwałą, ciężką tak ogromnie.
Płaczesz? Raczej daj mi rękę, proszę,
I obiecaj we śnie przybyć do mnie.
Góra z górą wszak zejść się nie może…
Już nie spotkam cię we śnie na nowo.
Ale poślij o północnej porze
Przez gwiazd światło chociaż jedno słowo. (Anna Achmatowa, "We śnie")


Na wspaniały, głęboko zapadający w serce i pamięć tekst o miłości natknęłam się w zeszłym roku, tym razem w obrębie literatury faktu. Mam tu na myśli książkę Orlando Figesa "Poślij chociaż słowo. Opowieść o miłości i przetrwaniu w Gułagu". Jest to rzecz o młodych ludziach, którzy rozpoczynają swój związek wcale nie od burz namiętności, ale raczej w sposób dość szary i zwyczajny, a ich miłość rozkwita przez lata, umacnia się i staje niepokonana w trakcie ośmiu lat rozłąki, gdy mężczyzna przebywa na zesłaniu. Figes opiera swą opowieść o szereg przejmujących listów, jakie zakochani w tym czasie do siebie pisali. Książka zakorzenia się w sercu i pamięci bardzo mocno, a sięgać po nią należy nie dlatego, że jest piękna, ale dlatego, że pokazuje siłę człowieka, jego moc, niezłomność, wytrwałość i nadzieję. To również kolejny tekst o konieczności mówienia ludziom, że ich kochamy. Mówienia, pisania, okazywania każdym gestem. Żeby nie było za późno.


Nie wierz w bieg słońca przez firmament,
Nie wierz w blask gwiazd, co w niebie stoją,
Nie wierz w prawdziwość prawdy samej,
Lecz wierz bez reszty w miłość moją. - pisał Szekspir. 

Jednak aby zaistniała wiara, najpierw musi zaistnieć słowo w połączeniu z czynem. Absolutnie zadziwiający dowód wzajemnej miłości składają sobie i światu małżonkowie z powieści Hansa Fallady "Każdy umiera w samotności", o której również tutaj pisałam. Gdy Anna i Otto, mieszkańcy hitlerowskich Niemiec, dowiadują się o śmierci syna na froncie, postanawiają wyrazić swój sprzeciw. Roznoszą po całym Berlinie i układają w widocznych miejscach kartki pocztowe z notatką, zawierającą ich prawdziwe zdanie na temat działań Hitlera. Wkrótce dopada ich gestapo, małżonkowie zaś, zwykle chłodni i powściągliwi, w oczekiwaniu na śmierć, mogą złożyć niecodzienny dowód swych uczuć. 
Nie jest to powieść o miłości jako takiej. To rzecz o berlińskim społeczeństwie, zwykłych, szarych ludziach uwikłanych w hitlerowską machinę. Ja jednak postrzegam ten tekst – oparty, nota bene, na prawdziwych wydarzeniach – jako znakomitą powieść o miłości właśnie.




Tyle na dziś, nie chcę Was zanudzać. Do moich ukochanych książek o miłości należą również "Dom na Placu Waszyngtona" Henry'ego Jamesa, "Hrabina Cosel" Józefa Ignacego Kraszewskiego, czy – oczywiście – "Dziwne losy Jane Eyre" Charlotte Bronte lub "Vilette" tej samej autorki. To książki o wybaczaniu, wychodzeniu naprzeciw rozmaitym dramatom, o wytrwałości, odrzuceniu lub radzeniu sobie z ogromnym bólem po stracie. Wszystkie pisane na bardzo wysokim poziomie, pięknym językiem, głęboko wzruszające.
Kocham je bez granic i im w podziękowaniu darowuję prawie moją walentynkę:

Na każdym miejscu i o każdej dobie,
Przy Was się wzruszałam, przy Was się bawiłam,
Zawsze i wszędzie Książki mam przy sobie,
Bo na tych kartkach duszę zostawiłam... ;)

(parafraza Mickiewicza)


14 komentarzy :

  1. wierna rzeka i noce i dnie - brrrr, lektury szkolne, które szybko mi umknęły.
    Ale - Lalkę - lubię, może nie uwielbiam, a lubię.
    Lubię też do niej wracać.
    Mimo, że to w moich czasach też była lektura obowiązkowa.

    Książki o miłości unikam jednak...

    pozd
    Ula

    OdpowiedzUsuń
  2. Bo pewne książki nie powinny być lekturami. U nas "Noce i dnie" czytał ten, kto chciał, kto się zgłosił. Potem opowiadał klasie, możliwie najciekawiej. Zgłosiłam się, wypożyczyłam z biblioteki i utonęłam... Chciałam mieć na własność, ale nigdzie nie było. Pojechałam zatem do sąsiedniego miasta i zapłaciłam - pamiętam to doskonale - okrągłą stówkę za 3 tomy. Dziś można tę powieść kupić za grosze.
    "Wierną rzekę" zepsuł film. O jak ja go nie cierpię!! Książkę czytałam na studiach i zrobiła na mnie kolosalne wrażenie. "Lalka" to odrębny temat. Jedna z moich ukochanych książek.

    OdpowiedzUsuń
  3. Podoba mi się ten zestaw książek...miłość przecież niejedna ma imię.
    Poza trzema pozostałe znam, czytałam.
    "Dom na placu Waszyngtona" czeka na czytanie A Falladego i Figesa chetnie bym przeczytała.

    OdpowiedzUsuń
  4. Cieszę się bardzo. Myślałam, że jestem jakiś zakamieniały relikt przeszłości ;) Ale mimo to, postanowiłam upublicznić właśnie taki skład. Natanna, jeśli chodzi o "Dom na Placu Waszyngtona" to bodaj jeszcze lepszy od książki jest film - "Plac Waszyngtona". I - co się rzadko zdarza - lepiej jest chyba najpierw zobaczyć te treści, a potem dopiero przeczytać. Muzyka jest przepiękna, a rozwiązanie akcji po prostu, kolokwialnie pisząc, wbija w fotel.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazwyczaj wolą wpierw czytać, ale w przypadku "Portretu damy" też oglądnęłam już film a ksiązka jest przede mną.
      Poszukam sobie w takim razie "placu Waszyngtona"....

      Usuń
  5. Daj znać, jak się podobał. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już znalazłam, jak tylko znajdę czas oglądnę go ......nie wiedziałam, że to film Agnieszki Holland..

      Usuń
  6. Tak, zapomniałam o tym wspomnieć. Film jest naprawdę piękny, zaskakujący, niecodzienny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może uda mi się go dzisiaj obejrzeć. Napisze o wrażeniach.

      Usuń
  7. Ciekawe zestawienie :) Do "Wichrowych wzgórz" nie dotarłam jeszcze, choć czeka na czytniku. Podobała mi się za to i filmowa i papierowa wersja "Rozważnej i romantycznej". Kilka lat temu wzruszał mnie bardzo Hermann Hesse, ale w zeszłym roku najpiękniejsze książki o miłości dotyczyły jej innego wymiaru - "Dewey. Wielki kot w małym mieście" V.Myron i "Kocia magia" J.Galaxy :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo ciężko robiłoby mi się takie zestawienie - omijam powieści o miłości szerokim łukiem. Jestem w stanie tolerować wątek miłosny tylko wówczas, gdy jest poboczny, gdy przysłania go świetny styl, doskonale odmalowane tło historyczne i społeczne, gdy ponad nim stoją żywe i bogate postaci bohaterów, których miłość nie definiuje. Nie znaczy to jednak, że nie ma w mojej biblioteczce i w moim sercu powieści, które (teoretycznie) mówią o miłości. Ja jednak wolę nazywać je książkami o złożoności ludzkiej natury, o zgłębianiu psychiki człowieka, o jego reakcjach i pasjach. W większości są to książki stare, napisane wiele, wiele lat temu. Dzisiaj miłość została za bardzo zbanalizowana.
    Na czele "moich" książek stoją "Wichrowe Wzgórza". Obok nich książki Jane Austen, w których miłości pełno i są tacy, którzy je romansami nazywają, ale ja się z tym nigdy w życiu nie zgodzę. Dla mnie w książkach Austen miłość jest na szarym końcu. Przebiegam wzrokiem moją biblioteczkę, znajduję niejeden tytuł, w którym miłość jest wątkiem pobocznym (głównie powieści biograficzne, opowiadające o losach ludzi, którzy żyli naprawdę, a co za tym idzie, kochali), ale żeby tak całkiem o miłości... "Niebezpieczne związki", "Jane Eyre" - ta sama kategoria, do której należą "Wichrowe Wzgórza".
    "Opętanie" Byatt - przede wszystkim!
    I to by było na tyle :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Po "Opętanie" muszę wreszcie sięgnąć. Świetne książki polecasz, Aniu.

    OdpowiedzUsuń
  10. tak jak są to książki z różnych okresów to miłość w nich opisywana jest różna - ale zawsze fascynuje Teraz przeczytałam świetną powieść Juana COBRE - WYZNAJĘ - nie jest to typowa powieść o miłości ale jest w niej opisana piękna miłość i piękna przyjaźń

    OdpowiedzUsuń
  11. z klasyków dodałabym jeszcze Noce i Dnie, a z nowszej literatury Spóźnionych kochanków Williama Whartona

    OdpowiedzUsuń