wtorek, 10 lutego 2015

Tango lunatyków - gdybyście mieli wybór...

Gdybyście mieli wybór: żyć w otoczeniu rodziny, stale tęskniąc za najukochańszym zmarłym lub chorować i spotykać się z nim, popadając w obłęd – co byście wybrali?
Gdybyście mieli określić, co jest lepsze: życie w zdrowiu i wiecznej tęsknocie, czy może emocjonalnie uzdrawiające szaleństwo – jaka byłaby Wasza opinia?
Wreszcie – gdybyście wiedzieli, że ktoś, kogo kochacie, chce odejść, odsunąć się od Was, celowo utkwić w chorobie, bo to czyni go szczęśliwym, czy pozwolilibyście mu na taki krok?
Przed takimi właśnie dylematami staje rodzina Eapenów, bohaterów "Tanga lunatyków" - powieści spokojnej, przesyconej tajemnicą, pozostawiającej ogromne pole do interpretacji. Takiej... "lunatycznej" właśnie. Pozwala ona przyjrzeć się problemowi, ale nie podsuwa jednoznacznych jego rozwiązań, ociera się o realizm magiczny, próbując nieco okpić czytelnika: naprawdę dostrzegasz tu magię? Ależ wszystko da się wyjaśnić!
A jednak wyjaśnienia pozostają pozorne, nie dotykają sedna, które trzeba zgłębić samodzielnie.

Aby dostrzec w całej pełni zalety tej wielopłaszczyznowej powieści i docenić jej atmosferę, warto poświęcić lekturze godziny prawdziwie wolne od obowiązków. Odrywanie się co chwilę od tekstu nie przysłuży się bowiem właściwemu jego odbiorowi. Na "Tango lunatyków" trzeba mieć czas i jednocześnie nie spodziewać się, że zostanie on wypełniony porywającą akcją, dreszczami emocji i burzą rozmaitych odczuć. To powieść refleksyjna, prowokująca do pytań, każąca zmierzyć się z trudnym tematem śmierci i szaleństwa, podsuwająca problem bardzo trudnych wyborów, pojawiających się na wielu płaszczyznach życia: rodzinnej, zawodowej, zdrowotnej, małżeńskiej.
Amerykański chirurg, Thomas, Hindus z pochodzenia, przybywa wraz z rodziną do Indii, by odwiedzić matkę, brata oraz pozostałych krewnych. Wizyta ta nie wynika z potrzeby serca, lecz raczej z pragnienia, by czynić zadość konwenansom. Stosunki w rodzinie Eapenów układają się bowiem źle, wzajemne relacje krewnych podszyte są niewypowiedzianymi pretensjami, zadawnionymi urazami, wzajemnymi oskarżeniami. Seniorka rodu, Ammachy, nie potrafi wybaczyć synowi emigracji. Młodszy brat, mniej lub bardziej dosadnie, oskarża Thomasa o swe życiowe niepowodzenia, a żona chirurga, Kamala, w głebii duszy wciąż tęskni za Indiami, nie potrafiąc jednak nawiązać na tym tle absolutnie żadnego porozumienia z teściową. Choć obydwu kobietom zależy na tym samym – osiedleniu się Eapenów w Indiach – konflikt między nimi stale narasta. Ammachy, oślepiona złością i wyrzutami, wręcz oszalała z nerwów i tęsknoty, zaczyna snuć rozmaite intrygi, mające na celu sprowadzenie syna do ojczyzny, bez względu na jego plany i pragnienia. Gdy podczas kłótni między nią i synową dochodzi do przemocy, Thomas przerywa odwiedziny w Indiach, poprzysięgając nigdy tam nie wrócić. Decyzja ta zapoczątkuje ciąg dramatów w jego najbliższym otoczeniu...
Historię Eapenów obserwujemy z punktu widzenia córki chirurga, Aminy, zawodowo trudniącej się fotografią i mieszkającej na stałe w Seattle. Gdy pewne zachowania Thomasa zaczynają niepokoić otoczenie, Amina wprowadza się do rodziców. Próbując dociec, co dzieje się z ojcem, dziewczyna odkrywa całą masę skrzętnie ukrywanych tajemnic. Okazuje się, że każdy członek tej rodziny kryje jakiś sekret, każdy popełnia błędy, wszyscy zaś zjednoczą się nad problemem, dotykającym być może sfer nadprzyrodzonych.
"Tango lunatyków" to powieść o wielkich dramatach, ale też o niewielkich z pozoru błędach, które do owych dramatów prowadzą. To rzecz o wielkiej miłości, którą tak trudno wyznać. O etycznym wymiarze pracy fotografa. Wreszcie – o najtrudniejszym wyborze: żyć w tęsknocie czy umrzeć w kojącym szaleństwie.

Recenzja znajduje się również w serwisie Biblionetka.

0 komentarze :

Prześlij komentarz