sobota, 14 lutego 2015

Zimowych lektur ciąg dalszy: "Jaskiniowiec"

"Jaskiniowca" czytałam już jakiś czas temu, ale nie dzieliłam się dotąd wrażeniami, bo recenzja przycupnęła gdzieś, niezauważona, w odmętach bloggera, a ja czekałam również na jej publikację w Biblionetce*. Jednak może to i lepiej, że wracam do tej powieści właśnie teraz, gdyż  akcja osadzona w groźnej i tajemniczej zimowej scenerii świetnie wpisuje się właśnie w zimowy klimat.

W "Jaskiniowcu" norweskie krajobrazy toną w śniegu. Wszechobecna biel z jednej strony wycisza, z drugiej – wprowadza nastrój grozy i oczekiwania. W którymś z ubogich gospodarstw, oddzielonych ośnieżonymi lasami od siebie i świata, czai się zło, wcielone najprawdopodobniej w jakiegoś samotnego, niepozornego, unikającego kontaktów z ludźmi starszego człowieka. Zło zrodzone być może z samotności, odrzucenia, napiętnowania. Okrucieństwo, niedostrzegane od dwudziestu lat.
Stale urywającymi się śladami mordercy rusza spokojny, doświadczony, ceniący sobie myślenie i podpowiedzi intuicji, Wiliam Wisting. Pragnie on wyjaśnić zagadkę śmierci emerytowanego, amerykańskiego profesora, którego zwłoki przedziwnym trafem odnaleziono w norweskim gospodarstwie, handlującym choinkami. Co przywiodło starego naukowca do Norwegii? Dlaczego jego zwłoki pozostawały nieodkryte przez cztery miesiące?
W czasie, gdy Wisting stara się uporać z zagadką, jego córka Line – dziennikarka – pisze artykuł o samotnym, zapomnianym, wykluczonym poza nawias sądziedzkiej społeczności Viggo Hansenie, który również zmarł cztery miesiące wcześniej, tyle, że we własnym fotelu, a zwłoki nie nosiły jakichkolwiek śladów walki czy przemocy. Line pragnie na tle bożonarodzeniowej atmosfery spróbować odpowiedzieć na pytanie, jak to możliwe, aby człowiek umierał w takim zapomnieniu.
Bohaterowie - nieskomplikowani, niewyidealizowani, bezpretensjonalni, których zwyczajnie da się lubić - ruszają każde swoim tropem. Ilu jest morderców? Jeden? Dwóch? Trzech może? Córka stara się nie przeszkadzać ojcu, ojciec zaś – trzymając na dystans prasę – nie zwierza się córce.
Łatwo się domyśleć, że w którymś momencie działania tych dwojga będą musiały się zetknąć. Co więcej, czytelnik już w pierwszej połowie powieści może lekko się zirytować sądząc, że oto odkrył rozwiązanie. Wydaje się ono takie oczywiste...
Tymczasem, nic bardziej mylnego. Autor gra z nami niemal do ostatniej karty. Oczywistości nie są oczywistościami, zostajemy wywiedzeni w pole jak Line, Wisting, a nawet FBI. A jednak jest to kryminał, w moim odczuciu, bardzo "spokojny".
Na okładce mamy wzmiankę o tym, że Horst to nowy Nesbo. Nie mogę się z tym zgodzić. Między twórcami Harry'ego i Wistinga nie zachodzi bodaj żadne podobieństwo, co absolutnie nie znaczy, że któryś z nich jest pisarzem gorszym.
Horst pisze - według mnie – nieco bardziej klimatycznie, skupiając się na rozmaitych odcieniach międzyludzkich relacji. Nesbo porywa czytelnika w wir szaleńczych zagadek, a jego powieści tętnią od rozmaitych zawirowań. Jeśli inne powieści Horsta są równie dobre, najprawdopodobniej obydwu autorów zacznę cenić tak samo, ale za zupełnie inne aspekty ich pisarstwa.
Wisting to człowiek spokojny, nieco zmartwiony upływającym czasem, bez nałogów, wolny od demonów przeszłości. Bliżej mu do Wallandera niż Harry'ego. Line zaś to myśląca, konsekwentna kobieta, pochłonięta pracą i tęskniąca niekiedy do rodzinnej stabilizacji. Bohaterowie pierwszoplanowi zdają się nieco ustępować miejsca bohaterom pobocznym. Zupełnie, jakby autorowi zależało nie tylko na sprawnym nakreśleniu całej kryminalnej intrygi, ale i na przedstawieniu rozmaitych osobowości.
Za takimi kryminałami nieco ostatnimi czasy tęsknię: wyzbytymi głośnej sensacji, wielostronicowych - i nużących - pościgów z bronią w ręku, kryminałami bez zbędnych wulgaryzmów i dewiacji głównego bohatera.
Po kolejne powieści Horsta z pewnością będę sięgać. Rozbudowane tło obyczajowe, opisy trudnych relacji między postaciami oraz senna zimowa atmosfera, która zdaje się nie do końca przysłaniać prawdziwą grozę sprawiają, że tekst czyta się aż za dobrze. Polecam go jako lekturę weekendową, na długi, wolny od obowiązków śnieżny wieczór. Brak możliwości swobodnego powrotu do tej książki jest cokolwiek frustrujący, co – według mnie - bardzo dobrze o niej świadczy.
Moja ocena: 4,5 / 6
______________________
* Choć blog nie współpracuje z wydawcami, kilka moich recenzji można znaleźć w Biblionetce.

2 komentarze :

  1. tak
    Ase Larsson czytalas pewnie?
    Siegne w takim razie i ja, przyznam, ze po 8ksiegu Nesbo odczuwam laknienie adrenaliny.

    Ula

    OdpowiedzUsuń
  2. Horst jest "spokojniejszy" niż Nesbo, bardziej klimatyczny. Ja go bardzo polubiłam, chociaż nie zabiera człowieka w taką umysłową przygodę jak Nesbo.

    OdpowiedzUsuń