niedziela, 8 marca 2015

"A lasy wiecznie śpiewają" - powieść, której potrzebujemy.

Po lekturze powieści „A lasy wiecznie śpiewają”* można całkowicie utracić szacunek do współczesnego świata. Z całą jaskrawością bowiem ta przebogata, barwna, XIX-wieczna saga pokazuje nam, dla jakich zadań został stworzony człowiek, o jakie wartości potrafił dbać, za co był w stanie oddać życie i jak głęboko szczęśliwym czyniły go tradycja, wiara, poświęcenie i praca. 

Świat przedstawiony w tej powieści to świat, w którym ludzie dążą do ideału. Świat ze snu. Świat, za jakim prawdopodobnie większość z nas wciąż podświadomie tęskni, i o jakim w głębi serca marzy. Mamy tutaj wspaniały, stary dwór, w którym silni, honorowi, zdecydowani, odważni ludzie żyją zgodnie z rytmem natury, pradawnymi rolami, wiarą i odwieczną tradycją. Panuje tu wyjątkowy ład, absolutna harmonia, pełne zespolenie tworów ludzkich z dziełami przyrody. Mężczyźni są wspaniale mocni, zasadniczy, pracowici i szlachetni, kobiety zaś - dobre, kochające, posiadające jednocześnie niewiarygodną siłę i delikatność - odnajdują dzięki swym mężczyznom poczucie bezpieczeństwa, stałość i spełnienie. 
Nikt tu nie zastanawia się nad tym, do czego został stworzony, ale przyjmuje na siebie to, co zostało mu dane. Dba o powierzone sobie sprawy. Doskonali świat wokół siebie, zatraca się w niewiarygodnym przepychu przyrody, a słabszemu niesie pomoc, nie zaś pobłażanie. Człowiek w powieści Gulbranssena wchodzi w odwieczne role i odnajduje się w nich, bo to zapewnia mu poczucie bezpieczeństwa i całkowitą harmonię. Docenia granice, jakie zostały wytyczone, szanuje tabu, ceni religię i tradycję, bo one dają mu oparcie i odpowiedzi na wiele pytań. Docenia mądrość przodków, a przede wszystkim - walczy z własnymi wadami, z których na plan pierwszy wybija się brak pokory, skąpstwo, chciwość i pragnienie zemsty. 
Bohaterowie Lasów są bardzo zamożni, silni, sprawni fizycznie i obłędnie wręcz pracowici. Z pokolenia na pokolenie usiłują pokonać stale odradzającego się w nich demona: pychę. W wyniku owych walk dochodzą do bardzo mądrych, prostych i jasnych prawd, które - rozsnute przed czytelnikiem - sprawiają, że powieść staje się skarbnicą przepięknych cytatów o zadziwiającej głębi. 
Ród Bjorndalów walczy również o ludzki szacunek, z wielkim trudem uczy się pokory, dąży do szlachetności i - kocha. Mroczni, tajemniczy członkowie rodu kochają mocno, głęboko, bezgranicznie i raz na całe życie, choć bywa, że gubią się we własnych uczuciach i źle oceniają partnerów. Niemniej jednak - pozostają w tym wszystkim honorowi i prawi, choć twardzi i niekiedy bezwzględni. A prawość pozwala na rozwijanie się, doskonalenie, osiąganie coraz wyższych celów. 
W ich losach przeplatają się wielkie tęsknoty, wyrzeczenia, pragnienie zemsty i wielkie dramaty. Muszą radzić sobie ze śmiercią najukochańszych osób, w tym dzieci lub rodziców, którzy dawali największe oparcie. Ale mimo to, powieść płynie zadziwiająco spokojnie. Zapewnia wytchnienie, zmusza do myślenia i powoduje - przynajmniej we mnie - wielką tęsknotę za czasami i wartościami, które najprawdopodobniej już nie wrócą. Urzeka prostotą i trafnością sformułowań, wzrusza i staje się przepięknym poradnikiem na temat sztuki życia, wybaczania, stawania się lepszym człowiekiem.
Lasy w tej powieści śpiewają, obserwując przez wieki ludzkie dzieje. Muszą zatem mieć nieco racji. Zachęcam do posłuchania... 

Moja ocena: 6/6

_____________
* Pisząc o powieści "A lasy wiecznie śpiewają" mam na myśli jej dwa tomy: tytułowy oraz "Dziedzictwo na Bjorndal"

5 komentarzy :

  1. Słyszałam już o tej książce (lub właściwie książkach) i od razu wiedziałam, że muszę ją przeczytać. Ty tylko potwierdzasz to, że naprawdę warto :) XIX-wieczna saga to brzmi naprawdę interesująco ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zachęcam. Na jej tle nasze współczesne problemy wydają się żałośnie wydumane.

    OdpowiedzUsuń
  3. Pięknie napisałaś.
    To moja ukochana książka...czytałam ją co najmniej dwa razy i pewno przeczytam znów.......natura, jej dzikość, ludzie od niej uzależnieni, trud życia , trudna miłość...czego tam nie ma. Jest tam to wszystko o czym napisałaś w poście.....
    Pamiętam, że po pierwszym czytaniu miałam żal do Adelajdy za to, że nie za bardzo im z Dagiem wyszło, ale po drugim zrozumiałam ją i jej postępowanie...

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja rozumiałam Adelajdę. I rozumiałam jej "miłość" do teścia. Wspaniale jest tam opisane, jak bardzo kobieta potrzebuje silnego (!!) mężczyzny, który będzie jej oparciem, twierdzą, opoką. Młodszy Dag musiał dojrzeć do pewnych postaw, a jego ojciec już je miał, niejako wrodzone.
    To dążenie do bycia u boku silnego opiekuna, mężczyzny z prawdziwego zdarzenia jest takie pierwotne, archetypiczne. Przepięknie pokazane jest tutaj to uzupełnianie się kobiecości i męskości. Na tle tej powieści wszelkie dyskusje o "wybieraniu" płci wydają się takie żałosne, miałkie, śmieszne i prymitywne.

    OdpowiedzUsuń
  5. Zgadzam się, że te dzisiejsze próby "rozmycia" płci naturalnej na rzecz jakiejś płci kulturowej każdego zdrowo myślącego człowieka może tylko śmieszyć, ale to śmieszne nie jest ...niestety...bo to jednak jest jedna z kolejnych metod walki lewaków z chrześcijańskim modelem rodziny.

    OdpowiedzUsuń