poniedziałek, 23 marca 2015

"Ojciec chrzestny" - lektura nie do odrzucenia.

Nie znałam dotąd „Ojca chrzestnego”. Nie czytałam powieści, nie oglądałam filmu.
Wiedziałam, o czym jest: o rodzinie mafijnej, konflikcie pokoleniowym, wojnie mafiosów.
Nie miałam jednak pojęcia, że to arcydzieło. Że zapamiętam je jako pierwszą powieść, przy czytaniu której z nerwów, ze stresu rozbolał mnie żołądek. Nie sądziłam, że spowoduje tak wiele przemyśleń i sprawi, że diametralnie zmienię zapatrywanie na kilka spraw.
Powiedzieć, że „Ojciec chrzestny” to rzecz o mafii, oznacza - nie powiedzieć nic.


Puzo stworzył bowiem opowieść genialną, złożoną, tak głęboką i zastanawiającą, że niezmiernie trudno ubrać w słowa jej istotę.
To powieść o ludzkim geniuszu, o niezrównanej sile, honorze, prawdzie, szczerości i dawaniu ludziom oparcia w brutalnym świecie. Któż tworzy ową brutalność? Kto stoi u jej źródła? Nie mafia. To pewne.
Najbardziej brutalna, okrutna i prymitywna jest pseudo-praworządność i towarzysząca jej biurokracja. Dlatego czytelnik całym sercem staje po stronie mafii właśnie, rodziny Corleone - ludzi bezwzględnych, ale sprawiedliwych, twardych, lecz bezdyskusyjnie uczciwych.
Podczas lektury robiło mi się wręcz niedobrze z nerwów, tak mocno kibicowałam członkom gangu. I zadawałam sobie wówczas pytanie: co się stało z naszym światem i z naszym społeczeństwem? Co sprawiło, że czytając o ludziach łamiących prawo, bezdyskusyjnie stajemy po ich stronie? Jak bardzo jesteśmy spragnieni zasad, honoru, tradycji, sprawiedliwości i prawdy, że metody postępowania Rodziny wydają nam się tak oczywiste, jasne, a może nawet… potrzebne.
Po raz kolejny doszłam do wniosku, że do bólu brakuje nam ludzi niezłomnych. Mężczyzn, którzy będą ochraniać, rozliczać, podejmować niepodważalne decyzje i zapewniać poczucie absolutnego bezpieczeństwa. Kobiet, które dzięki tradycyjnemu modelowi życia będą odkrywać swą potężną, kobiecą siłę.
Puzo w genialny sposób kreśli obraz postępowej Ameryki i konserwatywnej Sycylii. Ta pierwsza - wprawdzie wielce nowoczesna i stawiająca na pełen luz - likwiduje granice, dające wrażenie ładu i stałości. Ta druga - biedna i konserwatywna - rodzi ludzi honorowych, zasadniczych, którzy potrafią zmieniać świat.
Powieść czyta się bez tchu, najlepiej nie czyniąc żadnych przerw. Wciąga, trzyma w napięciu, a genialne, celowe opóźnienia akcji, mogą doprowadzić do czytelniczego obłędu.
Pozostaje mi rzec jedno: chwytajcie, czytajcie, zatracajcie się i podziwiajcie.

Gdyby tylko było to w mej mocy, uczyniłabym Wam z tej lektury… „propozycję nie do odrzucenia”. 


8 komentarzy :

  1. fajnie, że interesujesz się literaturą! chciałabym cię serdecznie zaprosić do wzięcia udziału w wyzwaniu!
    http://okiem-ksiazkoholiczki.blogspot.com/p/wyzwaniesoiczek-peen-ksiazek-podejmiesz.html

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam jakiś czas temu i w pełni się zgadzam - ta książka naprawdę wciąga! Sięgnęłam też po kontynuację napisaną przez Marka Winegardnera "Powrót Ojca Chrzestnego", ale moim zdaniem w ogóle nie umywa się do książki Puzo.

    OdpowiedzUsuń
  3. Tego się obawiałam. Na razie szukam "Sycylijczyka", mam też w planach "Rodzinę Borgiów", ale dziwnie boję się po nie sięgać - żeby nie okazały się gorsze i nie zniszczyły wrażenia.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dawno temu widziałam tylko film, koniecznie muszę przeczytać książkę !:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Koniecznie. Polecam tak, jak dawno niczego nie polecałam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Jest tez w audiotece dzwiekowy ojciec chrzestny, z podzialem na glosy, prawie jak sluchowisko.
    Tez podobno dobry.
    Tylko cena dla mnie zabojcza niestety :(

    pozd
    Ula

    OdpowiedzUsuń
  7. Już czytałam, ale dawno temu a "Ojciec chrzestny" nawet dostał oprawę introligatorską, by przetrwał w biblioteczce lata....
    Po Twojej fantastycznej, emocjonalnej opinii mam ochotę powrócenia do niego.

    OdpowiedzUsuń
  8. Sama mam ochotę do niego wracać. Ostatnio jednak stwierdziłam, że - wbrew patriotyzmowi - czytam za mało autorów polskich ;) ;) Dlatego, gdy tylko skończę Czarnecką i uspokoję sumienie, zabieram się za "Rodzinę Borgiów". Achhhhh!!!
    "Ojciec chrzestny" zrewolucjonizował moje pojęcie o dobrej książce. Muszę pokusić się o jakieś zestawienie, typu "Najlepsza książka Bloga" czy coś w tym stylu i wtedy pochwalę go raz jeszcze. ;) ;)

    OdpowiedzUsuń