piątek, 13 marca 2015

"Wiek wątpliwości", czyli wielka miłość Montalby...

Jak byście się czuli, gdyby ukochany partner (lub partnerka) nie przyjechał na Wasz pogrzeb? Co byście powiedzieli na fakt, że nieznający litości szef zabrania Wam prowadzić śledztwo w sprawie Waszej własnej śmierci, a wiecznie niezadowolony patolog odmawia Wam udostępnienia wyników sekcji zwłok?
Z takim oto niebagatelnym i wielce wytrącającym z równowagi problemem musi się zmierzyć komisarz Montalbano w pierwszym rozdziale najnowszej powieści Camillerego.
Ilość duchowych rozterek jaka tym razem przytłacza rozbrajającego Montalbę powaliłaby skałę, nie człowieka. Komisarz gnie się i słania pod brzemieniem całych 56 lat, śni o własnym pogrzebie, zaczyna mówić znienawidzonymi związkami frazeologicznymi i nie pała już taką pasją w odnajdywaniu synonimów jak dotąd! Jego umysł ewidentnie zasypia! Jego wigor zamiera! A dopracowane w każdym calu i wygłaszane z teatralnym zacięciem kłamstwa stają się bezdyskusyjnie... niemoralne i oburzające.
Na domiar złego - Montalbano znów się zakochuje. Obiekt jego uczuć - jak to zwykle bywa -  wygląda nienagannie, jest o dwadzieścia parę lat młodszy, przypisany do jakiegoś obmierzłego narzeczonego, a miłosne dylematy i wątpliwości komisarza tym razem zajmują bodaj jeszcze większą partię tekstu niźli sprawy śledztwa.
Bo nie śledztwo u Camillerego jest najważniejsze. I zwykle bawi mnie, gdy czytelnicy jego powieści naprawdę oczekują zawiłej i wielce skomplikowanej intrygi kryminalnej.
Zaryzykowałabym twierdzenie, że wiele w ten sposób tracą, wiele im umyka i - przepraszam najmocniej - najprawdopodobniej nie potrafią czytać Camillerego tak, jak on na to zasługuje.
W jego opowieściach bowiem liczy się język: wspaniały, tryskający dowcipem i  wieloznacznością. Liczą się tętniące życiem i barwami włoskie realia: potrawy, zapachy morza, powietrza, wiatru. Wreszcie - ludzkie charaktery, bogate, zabawne, kreślone konsekwentnie acz różnorodnie.
Czytanie Camillerego wyłącznie na jednej płaszczyźnie, czyli ograniczanie się do śledzenia wątku kryminalnego, czyni tę lekturę bardzo ubogą. To jakby dostać kosz owoców, wybrać mało soczyste jabłko, a resztę wyrzucić. Powiem szczerze, że nie potrafiłabym całościowo odtworzyć w pamięci ani jednej intrygi, poprowadzonej przez autora, ale jego obraz Sycylii wbił mi się w wyobraźnię i ducha z całej siły.
Chcę. Do. Włoch.
Chcę. Do. Kraju. Camillerego.
Kraju czarnych sosów z kałamarnicy. Kraju oszałamiającego słońcem, życiem i zapachem.
Wiekowemu Autorowi życzę jeszcze wielu lat natchnienia, a sobie i Wam  całej masy tych malutkich, niosących tak wielką radość książeczek. Montalba rządzi, Montalba dba o naszą pogodę ducha, Montalba sprawia, że czytając przegapiamy przystanki, a każdy, nawet najbardziej pochmurny poranek zamienia się w początek całkiem pozytywnego dnia. 
Doceniajmy zatem Montalbę, dziękujmy jego twórcy i czytajmy te sycylijskie opowieści tak, jak czytać należy. Wszystkimi zmysłami.


1 komentarz :

  1. Skąd ja bym się dowiedziała, że jest nowy Camilleri?? No, skąd? Tylko od Aniady :)

    OdpowiedzUsuń