niedziela, 5 kwietnia 2015

"Za ścianą" - bywa i tak...

Frances Wray to młoda, niezbyt atrakcyjna kobieta, o cokolwiek tajemniczej przeszłości, która wraz z matką zamieszkuje podupadający dom w Londynie. Jest rok 1922. Bracia Wray zginęli na wojnie, ojciec zaprzepaścił cały majątek, kobiety muszą zatem schować dumę do kieszeni i raz na zawsze wyzbyć się arystokratycznych nawyków. Dla ratowania budżetu postanawiają również wynająć piętro domu. Pewnego dnia do pań Wray wprowadza się w związku z tym młode małżeństwo - głośne, radosne, mocno niekonwencjonalne, burzące dotychczasową harmonię i ład życia obydwu kobiet. Między Frances a nową lokatorką, Lily, zaczyna nawiązywać się silna więź...

Internet oszalał. Blogerzy, recenzenci i portale literackie popadły w zachwyt absolutny, zachłysnęły się, zaczęły kusić i namawiać, a ja... poczułam się jak ostatni wyrzutek, mocno jednak ugruntowany w swoich wrażeniach.

Na powieść Sary Waters czekałam z wielką niecierpliwością, pamiętając, jak doskonale czytało mi się poprzedni jej tekst Ktoś we mnie.  Zdobyłam więc Za ścianą w dniu premiery, przeczytałam zanim wybuchły blogowe fajerwerki, przemyślałam i pozostałam (chyba jako jedyna) poza gronem zachwyconych.
Przyznaję jednak, że powieść napisana jest bardzo dobrze. Świat przedstawiony skonstruowany został misternie, atmosfera pełna jest dusznego mroku, a każdy akapit tętni emocjami. Za budowanie napięcia, zabawę z czytelnikiem i zaskoczenie należy się Waters ogromny ukłon. Ponadto wydarzenia mocno trzymają w napięciu, rzecz całą śledzi się z dużym zainteresowaniem, zwłaszcza od momentu diametralnej zmiany tempa akcji i brutalnego wyprowadzenia czytelnika w pole. Niemniej jednak ...
Napiszę wprost - wyznaję inny system wartości niż ten, który prezentuje autorka. Dramat bohaterek do mnie nie przemówił, nie poruszył mnie. Czytałam z zaciekawieniem, ale była to bardzo płytka ciekawość. Słowa takie jak "miłość" czy "tradycja" mają  dla mnie bowiem zupełnie inny wymiar, inny ładunek treściowy i emocjonalny niż ten, z którym się w powieści zetknęłam. *(
SPOILER wyjaśniający poniżej)* Miałam wrażenie, że "świetność" tej powieści opiera się o kontrowersje, sensację, tematy, które wzbudzają emocje skrajne. Dla mnie to zdecydowanie za mało. Od wielkiej literatury, a do takiej aspiruje Waters i tak się jej powieść zaczyna klasyfikować, oczekuję o wiele więcej. Oczekuję mądrego zaskoczenia, wstrząśnięcia moim światopoglądem, a nie jedynie szokowania. Moralne dylematy bohaterek mnie nie wzruszyły, ponieważ wartości, do których nawiązywały nie są moimi wartościami. I - choć doceniam kunszt, z jakim Waters buduje napięcie - nie zaliczę "Za ścianą" do szczególnie cenionych przeze mnie książek.

Moja ocena: 3,5 / 6
____________________
*SPOILER: 
Oto dwie kobiety po zaledwie kilku tygodniach mijania się na korytarzu, niemal bez rozmów, sztuczne i spętane konwenansami, "zakochują się" w sobie na śmierć i życie. Karty ociekają szumnymi wyznaniami, a fraza "kocham cię" wypełnia bez mała każdy akapit. Dziwi mnie takie przedstawienie "miłości" - bez głębszych rozmów, poznawania się, odkrywania, wspólnych tematów, pasji, zainteresowań. Namiętność? Owszem. Ale nie miłość. Każdy, kto kocha drugą osobę i spotyka ją każdego dnia dostrzeże, mam nadzieję, że słowo to niesie za sobą o wiele głębszą treść. Przepełnione jest czymś więcej niż tylko seksualną satysfakcją: porozumieniem, partnerstwem na płaszczyznach innych niż tylko erotyczna, podziwem, szacunkiem. 
Zakochane kobiety decydują się - kolejny, kluczowy dla akcji spoiler!! - doprowadzić do aborcji płodu jednej z nich. Gdy dowiaduje się o tym mąż - zabijają go. A gdy wina spada na kogoś trzeciego - uchylają się od wyjawienia prawdy. 
Między wersami można wyczytać pragnienie autorki, byśmy zrozumieli i współczuli. Wszak winny jest świat, wojna i podłe społeczeństwo. I z tym właśnie najmocniej się nie zgadzam, to rodzi największy mój sprzeciw - ów dyskretnie i na srebrnej tacy podany obowiązek usprawiedliwiania.
Poza tym zaistniał tu pewien paradoks: autorka potępia stereotypy i z pogardą się o nich wypowiada, a tymczasem nie ma w tej powieści ani jednego normalnie wykreowanego mężczyzny. Zamordowany mąż jest niechlujem, odrażająco beka i ziewa, bywa ograniczony, ma ciężki dowcip, jest prostacki i prymitywny. Reszta mężczyzn to lenie, kombinatorzy, życiowi nieudacznicy. Tylko kobiety są głębokie i interesujące.
Nie potrafię czegoś takiego traktować serio. Niezależnie od tego, jak bardzo na tym punkcie oszalał świat.

2 komentarze :

  1. I mnie by ta pozycja nie zachwyciła.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiesz, zastanawiam się, czy ludzi naprawdę to zachwyca? Tak serio, serio? W głębi serca??
    A może zachwyca, bo wypada się zachwycić? Bo to modne. Takie... trendy? Dwie homoseksualistki skrzywdzone przez podły świat?
    Robiłam ostry rachunek sumienia. Wszak sama jestem zachwycona pozycją o rodzinie mafiosów. Tyle, że w tej rodzinie broniono podstawowych wartości: HONORU, danego słowa, RODZINY właśnie. Ot, taka sobie różnica...
    Z pewnym rozbawianiem odkryłam, że "Za ścianą" powoduje wysnucie wniosków, na jakich autorce z pewnością NIE zależało: myśl w kategoriach wyłącznie własnej seksualności, wyłącz rozum i zdolność planowania, wyłącz dystans i omiń granice - a skończysz bardzo marnie.
    Ale to taka moja wywrotowa interpretacja. Nie mieszcząca się w modnych kanonach. ;) ;) ;)

    OdpowiedzUsuń