wtorek, 21 kwietnia 2015

"Rodzina Borgiów" - skończyłam. Jak teraz żyć? ;)

Są okrutni, wyrachowani, mściwi i - fascynująco inteligentni.
Piękni, mocni, mądrzy i przewidujący.
Rodzina Borgiów - moja kolejna czytelnicza miłość.

Nie wiem, co się dzieje z tym światem, jakich wartości nam brakuje, że książki o postaciach tak niemoralnych jak Borgiowie mogą jednocześnie zachwycać tak bardzo. Czyżby dlatego, że te postaci są tak mądre, dalekowzroczne i nigdy nie uginają się przed głupotą czy prymitywizmem?
A może dlatego, że - choć to nie do uwierzenia - w przedziwny sposób strzegą tych najpierwotniejszych wartości i namiętności?

Pokochałam "Rodzinę Borgiów" całym sercem. Za barwność, za wnikliwość w oddawaniu realiów XV-wiecznej Italii, za niezmierzone bogactwo treści, wydarzeń, za zmuszanie do myślenia, wreszcie - za wspaniałą atmosferę.
Tu, po korytarzach pałaców, wśród renesansowego przepychu, przechadza się Leonardo da Vinci, a nieznany nikomu Buonarotti próbuje sprzedać pierwsze rzeźby.
Klejnoty lśnią, materiały przelewają się przez palce, czuć zapach win, włoskich potraw, duchotę upałów i chłód marmurów. Czytelnik ma ochotę strząsnąć z siebie pył dróg, wystawić twarz do włoskiego słońca, odetchnąć balsamicznym, wieczornym powietrzem ogrodu oliwnego.
O najbardziej brutalnych i niemoralnych czynach czarującej papieskiej rodziny czytamy z lekkim uśmiechem, tak wiele jest w tej opowieści zdrowego dystansu, a nawet delikatnego poczucia humoru. Zepsuty do szpiku kości papież Aleksander momentami jawi nam się jako jowialny staruszek, by po chwili zaprezentować cały wachlarz swych strategicznych umiejętności, lub... zszokować makabryczną zemstą.
"Rodzina..." daje nam wszystko, czego od powieści historycznej oczekiwać można: bogactwo realnie istniejących charakterów, szeroką wiedzę o epoce (!), kwestie polityczne podane jak na tacy, w sposób zrozumiały i fascynujący.
Słowem - wspaniały tekst. Nie zrobił na mnie wprawdzie tak kolosalnego wrażenia jak "Ojciec chrzestny", nie spowodował skurczu żołądka z nerwów i nie zmusił do tak wielu przemyśleń, ale i tak stał się jedną z tych najważniejszych książek.
Sprawił też, że teraz znów nie mam co czytać. Znów wszystko będzie miałkie i nijakie. Może powieść "Ja, Klaudiusz" stanie się godnym następcą? Nie chciałabym opuszczać słonecznej Italii...

Moja ocena "Rodziny..." - bezdyskusyjne 6/6


3 komentarze :

  1. Witaj :)
    Z klimatów włoskich, czy raczej rzymskich - "Kochałam Tyberiusza" Elisabeth Dored, oraz cykl rzymski Coleen McCullough - u nas wydane 4 części "Pierwszy w Rzymie, Wieniec z trawy, Wybrancy Fortuny, Rzym".
    "Ja, Klaudiusz " i "Klaudiusz i Messalina " takze godne polecenia.
    Natomiast w chwili przerwy gorąco polecam "Czarny ogród " Małgorzaty Szejnert oraz "Piąta strona świata " Kazimierza Kutza. O Śląsku, przepięknie.
    Ponadto Janoscha "Cholonek" i "Szczęśliwy, kto poznał Hrdlaka", oraz biografia Janoscha.
    To moje ostatnie fascynacje czytelnicze.
    Pozdrawiam, Eunice :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Eunice!! Wieki Cię nie widziałam. Witaj. Toś mi prezent z okazji Dnia Książki zrobiła!

    OdpowiedzUsuń
  3. Zaintrygowałaś mnie, ostatnio czytałam "Spisek Tudorów" i nie sądziłam, że dworskie intrygi tak mnie wciągną. "Rodzinę Borgiów" obeszłam już z każdej strony, obwąchałam i ciągle nie umiałam się zdecydować czy czytać, czy nie. Książka się czai na mnie, ja na nią, ale wygląda na to, że czas się za nią zabrać... ;-) pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń