niedziela, 17 maja 2015

"Miasto z lodu" - skarbnica pytań.

"Miasto z lodu" to powieść, która zadziwia ilością trudnych pytań, wstrząsa czytelnikiem, żongluje rozmaitymi elementami jego światopoglądu i szalenie trudno jest określić, który z licznych problemów wysuwa się w niej na plan pierwszy.
Kocham takie książki, a Małgorzata Warda staje się autorką, do której będę wracać.
Rzecz dzieje się w małym, górskim miasteczku. Przypadkowa osoba odkrywa niepodal górskiego szlaku umierającą dziewczynę, nieprzytomną, przemarzniętą, która – przedziwna rzecz – w środku zimy leży nad potokiem... bosa.
Rozpoczyna się medialne szaleństwo, tym większe, że miejscowi jasno określili, co się według nich wydarzyło: oto nieodpowiedzialna matka, która zajmuje się głównie uwodzeniem miejscowych przystojniaków, nie była w stanie zaopiekować się jedyną córką. Przybyła wraz z nią nie wiadomo skąd, zachowywała się niemoralnie, nie miała męża. Do publicznej wiadomości przedostały się szczątkowe prawdy o jej niegdysiejszym, rozwiązłym życiu i pozowaniu do "rozbieranych" zdjęć. Nie, nie była szanowana. Ktoś wybił jej okno, ktoś ją zgwałcił. Należało jej się...
Warda przedstawia problem kozła ofiarnego, portret osoby obcej w gromadzie, innej, nieprzystającej do powszechnie przyjętych norm, której nikt nie weźmie w obronę, nikt nie wysłucha, nie pozwoli w ogóle dojść do głosu. To temat stary jak sam świat, pierwotny, zgoła archetypiczny – wykluczenie ze społeczności, jej bezwzględność wobec obcego, podejrzliwość, nieufność, które doprowadzają do dramatu.
Jest tu również nakreślony problem okrucieństwa ludzi młodych, którzy z nieprawdopodobną energią są w stanie pastwić się nad bezbronnym. Rodzi się pytanie: gdzie jest granica zabiegania o ludzką akceptację? Czy warto do niej dążyć za wszelką cenę? A z drugiej strony – czy można bez owej akceptacji normalnie żyć? Autorka zdaje się mówić: nie, nie można. Jesteśmy zwierzętami stadnymi i nie poradzimy sobie z dala od pobratymców. Jak długo zatem i jak dalece powinniśmy zabiegać o swoje miejsce w ich grupie? Ile upokorzeń przyjąć?
"Miasto z lodu" to także piękna, poruszająca opowieść o miłości matki i córki. Bardzo, bardzo trudnej, sprawiającej, że odwieczne role muszą zostać odwrócone. Córka bowiem staje się odpowiedzialna za chorą matkę. Chroni ją przed piekłem, zgotowanym przez "wszystkowiedzących", porządnych i praworządnych obywateli miasteczka.
Powieść Wardy obala mit spokojnych społeczności, w których każdy może szukać schronienia. "Miasto z lodu" nijak się ma do wszelkich – jak ja to mówię – Domków nad bajorkiem i Pralni pod cukierkiem. Tu ludzi ogarnia amok, agresja, niechęć. Jesteś obcy, zatem możemy ci wyrządzić każdą podłość. Bezkarnie. Bo nie jesteś "nasz".
Pod koniec powieści mamy zestaw pytań i problemów do dyskusji. To świetna sprawa, gdy czytamy książkę z przyjaciółmi, czy w kółku dyskusyjnym.

A Małgorzata Warda jest mistrzynią w piętrzeniu wątpliwości, ujawnianiu wieloznaczności, mnożeniu trudności i komplikacji. To znakomita autorka, która zmusza do intensywnego myślenia, przewartościowuje świat, angażuje emocje. Jej pisarstwo intryguje, a ja zachęcam do zmierzenia się z nim.

3 komentarze :

  1. Bardzo chętnie sięgnę po tę książkę. Tej autorki czytałam jedynie ,,Nikt nie widział, nikt nie słyszał.." byłam nią oczarowana i chętnie poznam pozostałe dzieła Wardy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Brzmi bardzo interesująco, jestem bardzo ciekawa. Niestety nie znam jeszcze tej autorki, ale to jest kolejny powód, żeby ją poznać.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zachęcam, naprawdę. Kogoś takiego szukałam na polskim rynku i cieszę się jak dziecko, że wreszcie znalazłam. Przede mną lektura "Dziewczynki, która widziała za dużo".

    OdpowiedzUsuń