piątek, 8 maja 2015

Moje odkrycie - Małgorzata Warda.

Zawsze uważałam, że nie ma w życiu większej tragedii niż zaginięcie bliskiej osoby. Z chorobą można walczyć, śmierć przeboleć po latach i dokonać rozliczenia. Wielu ludzi, prędzej czy później, jest w stanie odnaleźć chwile spokoju, wyjaśnić sobie sens cierpienia, uzyskać pomoc.
Ale gdy ginie wszelki ślad po kimś bliskim, człowiek stale żyje na krawędzi załamania nerwowego, nigdy, nawet przez moment nie jest w stanie zaznać czystej radości, nie ma w jego życiu ani chwili odprężenia czy beztroski, jego emocje zawsze balansują na skraju przepaści.
Bohaterka powieści Małgorzaty Wardy - Lena - pewnego dnia traci z oczu swoją siostrę. Kolejne osiemnaście lat życia tej kobiety to nieustający koszmar.
Inna bohaterka - Monika - wydostaje się na wolność po tym, jak przez dziesięć lat porywacz więził ją w swoim domu.
Agnieszka... Jej historii nie zdradzę. Wspomnę tylko, że jest wyjątkowo dramatyczna.
Małgorzata Warda mistrzowsko snuje opowieść o tych trzech kobietach i bliskich im osobach. Mówi nie tylko o takich problemach jak syndrom sztokholmski i borykanie się z codziennością po porwaniu. Pokazuje również mechanizmy wypierania, wpływy wczesnego dzieciństwa na dorosłe życie, walkę z poczuciem obcości i odrzucenia.
W czytelniku tańczy każdy nerw. Śledzimy te historie bez wytchnienia. W którymś momencie wydaje nam się, że ich nie odróżniamy, wyrazista jest tylko groza, którą pulsuje każdy akapit. Czujemy się zagubieni, mamy wyrażenie, że obserwujemy lawinę tragedii. Historie zlewają się w jedno, a przecież każda z nich tchnie własnym dramatyzmem i makabrą, z których nie przestajemy zdawać sobie sprawy.
Warda tworzy znakomity thriller psychologiczny, wnikliwie portretując ludzi, napiętnowanych dramatem tak nieopisanym jak porwanie.
Nie ma tu pędu do sensacji, jest za to potężna dawka wiedzy i empatii. Małgorzata Warda to autorka, na jaką czekałam i żałuję, że odkryłam ją tak późno: mądra, subtelna, posługująca się nienaganną polszczyzną, a przede wszystkim - tworząca teksty wielopłaszczyznowe, kreująca postaci, o których można by rozprawiać godzinami.

Kończę właśnie kolejną jej powieść - "Miasto z lodu" i nią również jest do głębi poruszona. Na recenzję zapraszam wkrótce.

Moja ocena: 5,5/6

2 komentarze :

  1. Właśnie wczoraj skończyłam, bardzo mnie poruszyła! Tyle dzieci ginie każdego dnia, to straszne...

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzieci, dorosłych... Ostatnio szukałam numeru telefonu do dzielnicowego. Przy okazji weszłam na stronę z osobami zaginionymi. Ilość nazwisk wbiła mnie w krzesło...

    OdpowiedzUsuń