niedziela, 3 maja 2015

O Italii raz jeszcze - "Cmentarz tajemnic"

Wenecja współczesna i jako miasto czasów Vivaldiego, tajemniczy, anonimowy koncert i... cień demona, który zdaje się panować nad miastem od niemal trzech wieków, przemierzając jego ścieżki, mordując, manipulując i umykając sprawiedliwości. Oto pierwsze skojarzenia, jakie nasuwają mi się po lekturze niezmiernie bogatego w treści “Cmentarza tajemnic”, powieści barwnej, przepięknie opisującej Italię, malarstwo i muzykę, gorącej, świetlistej i mrocznej jednocześnie.
Bohaterowie to dwóch niepozornych chłopców, którzy przybywają do tętniącej życiem Wenecji na wezwanie bogatych mieszczan i odkrywają potężne jej tajemnice - jeden w XVIII, drugi w XXI wieku. Miasto wydaje się ich pochłaniać, pożerać swym niebagatelnym urokiem, a jednocześnie... wieszczyć klęskę. Wenecja nie jest łaskawa dla swoich wielbicieli. Tutaj albo staje się po stronie widmowego zła, albo jest się przegranym.
Młodym mężczyznom towarzyszą piękne skrzypaczki, kobiety pełne tajemnic, a wszelkie dramaty, jakie stają się ich udziałem mają zwykle związek z tajemniczymi, drogocennymi skrzypcami - instrumentem, który zdaje się sprowadzać zgubę na każdego, kto tylko znajdzie się w pobliżu.
Kto po “Cmentarzu tajemnic” spodziewa się wyłącznie kryminału – będzie zawiedziony. Kto nie lubi gąszczu postaci, niewiarygodnej ilości wątków i problemów rozgrywanych w dwóch przestrzeniach czasowych – odrzuci powieść po godzinie czytania. Kto kocha błądzić, pochłaniać soczyste opisy obyczajowości i cieszyć się szerokim tłem kulturowym – będzie miał prawdziwą, czytelniczą ucztę.
Gdybym miała określić, do jakiego gatunku literackiego należy “Cmentarz...” słowo kryminał pojawiłoby się na ostatnim miejscu. Nazwałabym tę powieść – nieco przewrotnie – współczesną powieścią gotycką, lub thrillerem czy dramatem obyczajowym z wielką sztuką w tle.
Część wątków i rozwiązań tchnie pewnym melodramatyzmem i przesadą, część jest mało wiarygodna, ale – słowo daję – nie przeszkadzało mi to wcale. “Cmentarz...” czyta się znakomicie, choć przyznaję, że mnogość problemów, wątków i postaci powoduje totalny zawrót głowy. Tajemnice rozwiązywane są bardziej lub mniej zgrabnie, wątki zazębiają się z większym lub mniejszym prawdopodobieństwem, ale całość – według mnie – jest piękną, czytelniczą przygodą, taką mroczną baśnią dla dorosłych na coraz dłuższe, coraz cieplejsze wieczory.

I tu muszę się z Wami podzielić moją wielką radością. Jeszcze trzy tygodnie, a kilka takich cudownie ciepłych wieczorów będę mogła spędzić właśnie w słonecznej, majowej Italii. Może dlatego jestem tak zachłyśnięta wszystkim, co o niej z czułością wielką opowiada.
A Hewson to właśnie czyni. Jego Wenecja jest kapryśna, niemoralna, zbrodnicza, ale piękna, fascynująca, zapierająca dech. I to ją właśnie – Wenecję Vivaldiego i Canaletta, Wenecję wielkiej sztuki i potężnych zbrodni, złodziejstwa i namiętności – pisarz czyni swoją główną bohaterką.

Mówiąc o niej jak o ukochańszej kobiecie: ciepło i z miłością.

Moja ocena: 4,5/6


zdjęcie: www.pl.forwallpaper.com

0 komentarze :

Prześlij komentarz