niedziela, 21 czerwca 2015

Tęsknię za Tobą, Toskanio...

Pokochałam twórczość Ferenca Mate. Po prostu. I pojąć nie mogę, jakim cudem świat nie oszalał na punkcie tych lekkich, zabawnych i jakże mądrych książek. Niepozornych, a dających takie pokrzepienie, taką radość i ciepło.
"Mądrość Toskanii" to opowieść o ludziach, dla których nie istnieje słowo niemożliwe, a dobro, życzliwość i bezustanne pragnienie niesienia pomocy są naturalne jak oddech. To obraz świata niezmiennego od wieków, kultywującego te najważniejsze podstawowe, wartości: miłość i nierozerwalne więzy rodzinne oraz sąsiedzkie, samowystarczalność, niekwestionowaną pracowitość, zasadniczość i istnienie zgodne z rytmem natury. Istnienie pierwotne. Dobre. Piękne.
Ferenc Mate nie tylko opisuje Toskanię - kraj spokoju, pracy, ludzkiej życzliwości i nierozerwalnych więzi przyjaźni - ale także doskonale trafnie i przedziwnie mądrze definiuje choroby, jakie atakują zachodnie społeczeństwa. Społeczeństwa ogłupiałe od konsumpcjonizmu, nieprzytomne z pośpiechu, podporządkowane zdobywaniu i gromadzeniu.
Zestawia to z obrazem Toskanii i portretami swoich sąsiadów, będących jednocześnie najbliższymi mu ludźmi, przyjaciółmi, na których zawsze może liczyć i których los bardzo leży mu na sercu.
Jego książka z jednej strony niebywale krzepi i przywraca wiarę w ludzi, z drugiej - budzi ogromną tęsknotę. I może dlatego - prowokuje do zmian.
"Mądrość Toskanii" uczy cieszenia się każdą chwilą, czerpania z codzienności tego, co w niej najwartościowsze. Ponadto kusi niesamowitymi przepisami kulinarnymi i nakłania do zmian także w kwestii dbania o własne zdrowie.
Masło? A w życiu!! Odkąd wypróbowałam nacieranie chleba lub ciepłych bułeczek oliwą, czosnkiem i ziołami wiem, że po inne tłuszcze raczej już nie sięgnę. Po prostu - dobra oliwa (a w książce znajdziemy jej definicję) nie ma sobie równych.
Sosy? Nie ma mowy, bym po lekturze tych książek kiedykolwiek jeszcze otworzyła papierową torebkę. Wino? Gdy się mniej więcej wie, czego w nim szukać, picie lampki wina staje się przygodą!
Wreszcie - język. Mate sprawił, że zakupiłam zestaw startowy fiszek z włoskiego i słówka wchodzą do głowy same, podobnie jak najprostsze konstrukcje gramatyczne. Chętnie zapisałabym się na kurs, ale mój nowy autorytet uczy przecież, że dopóki jesteśmy w stanie robić coś samodzielnie, nie ma najmniejszego sensu płacić specjalistom ;) Tylko własna praca bowiem gwarantuje nam prawdziwie potężną satysfakcję.
Wróciłam z Włoch trzy tygodnie temu i nie potrafię się otrząsnąć. Ba! Chyba nawet wcale tego nie chcę. Italia stała się moim marzeniem, którym powoli zarażam męża. Nieszkodliwym, niegroźnym, małym szaleństwem. Jednocześnie nie czuję potrzeby sięgania po tysiące tekstów, które zalewają dziś księgarniane półki i traktują o Toskanii właśnie. Daleka jestem od zachłystywania się modą. Ferenc Mate mi wystarcza. Wydaje się bowiem skończenie mądry, akuratny, trafny i zabawny. Jego książki są jak piękny poradnik na każdy dzień, w mądry i przystępny sposób uczą, jak nie dać się wypaczeniom współczesności i odkrywać radość życia.
Polecam je całym, stęsknionym za wakacjami, serduchem!

Moja ocena: 6/6

3 komentarze :

  1. Jadę 5 lipca! Oczywiście też po lekturze naszego ulubionego autora :) Zanurzę się w kolorach, smakach, zapachach...

    OdpowiedzUsuń
  2. Zazdroszczę, jednocześnie życząc całym sercem udanej wyprawy. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Heja :)

    w takim razie podpowiem: Dario Castagno, "Za dużo słońca Toskanii", "Za dużo wina Toskanii", "Dzień w Toskanii" oraz nieco inna w klimacie "Osteria w Chianti".

    A jakby było za mało, to Marlena de Blasi i jej "1000 dni...." w różnych miejscach :)

    "Kultowa" (chociaż nie cierpię tego słowa) Frances Mayes także w Toskanii.

    Moim zdaniem, jest tych książek gloryfikujących Toskanię stanowczo zbyt wiele. I sądzę, że są... mało oryginalne. Ale jak na kanikułę - nic tylko rozsiadać się i czytać.

    Pozdrowienia,
    (czujna) Eunice

    OdpowiedzUsuń