niedziela, 26 lipca 2015

"I góry odpowiedziały echem" - jak kochać w kraju przeklętym?

Skończyłam Hosseiniego. Rzecz całą zamknęłam filmem "Chłopiec z latawcem" (piękny, ale jakże ubogi w porównaniu z książką!) i nie bardzo potrafię odnaleźć się teraz w swoim czytelniczym światku. Wszystko wydaje mi się takie miałkie, płytkie, bez znaczenia...
Ostatnia powieść afgańskiego pisarza - "I góry odpowiedziały echem" - jest skonstruowana zupełnie inaczej niż poprzednie i nie polecałabym jej jako pierwszej lektury. Akcja rozpoczyna się od momentu, w którym pewien ojciec staje przed koniecznością... sprzedaży jednego z dzieci - procederu wcale nie tak rzadkiego w targanym wojną i przytłoczonym nędzą Afganistanie. Musi tym samym rozdzielić bardzo kochające się rodzeństwo i sprawić, że będzie ono odtąd żyło z ciężarem wielkiej, choć niedookreślonej pustki. Także świadkowie tego dramatu, osoby niekiedy postronne, którym poświęcony jest każdy kolejny rozdział powieści, nigdy już nie będą tacy jak wcześniej.
Mamy tu zatem historię kobiety, która decyduje się kupić dziecko, opowieść o mężczyźnie, który aranżuje całą "transakcję", portret Greka, zamieszkującego dom, w którym doszło do rozdzielenia rodziny, czy wreszcie poruszające historie o losach rozdzielonego rodzeństwa i ich potomków, od momentu rozstania aż po dramatyczne zakończenie.
Każdy rozdział poświęcony jest komuś innemu, każda opowieść jest inna, ale wszystkie te epizody łączy jedno: rozdźwięk między tym, jak człowiek powinien postępować, zachowywać się, co powinien odczuwać, a tym czego wymaga od niego rzeczywistość.
Podobnie jak Amir z "Chłopca..." bohaterowie decydują się na rozmaite drastyczne kroki, wierząc, że nie dosięgną ich wyrzuty sumienia. Do największych dramatów, porzuceń, zbrodni i wyrzeczeń dochodzi zawsze w imię miłości: między kochankami, rodzicami a dziećmi, rodzeństwem, przyjaciółmi. Miłość w tym - zdawało by się - przeklętym i oszalałym od nieszczęść kraju popycha ludzi do czynów skrajnych. A potem walczą z własnymi przemyśleniami, sumieniem, opinią świata.
"I góry..." polecam osobom, których nie drażni powolny bieg akcji czy ilość bohaterów. To piękna książka, taka mozaikowa, gdzie wydarzenia, ludzie, wspomnienia splatają się ze sobą, łączą nierozerwalnie, ale potrzeba troszkę czytelniczej cierpliwości, by wszystkie te meandry przebyć i rozmaite związki odkryć.
Nie zdziwiłabym się (choć żałowałabym straszliwie), gdyby Hosseini postanowił, że nic już więcej nie napisze. Bo "I góry..." zdają się zamykać jego powieści. Są pięknym, wzruszającym podsumowaniem. Pokazują nam Afganistan w sposób wielopłaszczyznowy, panoramiczny, bardzo szeroki. Od najbiedniejszych warstw społeczeństwa poczynając, na najbogatszych kończąc. Od czasów względnie spokojnych, poprzez wejście sowietów, walki mudżahedinów, aż po talibski koszmar. Pokazuje życie i kulturę Afgańczyków na obczyźnie, czytelnie i wnikliwie analizuje motywy ich zachowań, jest doskonałym kronikarzem.
Polecam - podobnie jak każdą z jego powieści, ale sugeruję jednocześnie, by nie czytać jej jako pierwszej. Niech będzie zakończeniem tej czytelniczej przygody, po którym - jestem tego pewna - spojrzycie na Afganistan spokojniej, głębiej i z większym żalem.
Moja ocena: 5,5 / 6

0 komentarze :

Prześlij komentarz