wtorek, 21 lipca 2015

Khaled Hosseini - moje wielkie odkrycie. "Chłopiec z latawcem".

Zaczynam wierzyć, że biorąc do ręki kolejną powieść tego pisarza będę ronić łzy już przy samym oglądaniu okładki. Chyba nareszcie odkryłam ulubionego autora spoza naszego kręgu kulturowego, takiego, którego dzieła są naprawdę literaturą P.I.Ę.K.N.Ą.
I tylko nie wiem, czy to ja jestem ostatnio dziwnie nadwrażliwa, czy po prostu ten człowiek ma dar wyciskania łez już od momentu przedstawiania głównych bohaterów.
A jest ich dwóch - Amir, bogaty syn kupca i Hassan, syn służącego. Być może pomyślicie w tym momencie tak, jak i ja przez lata myślałam - że oto mamy kolejną wersję powszechnego motywu, kolejnego księcia i żebraka, tym razem w wersji z Afganistanu.
Nic bardziej mylnego.
Od pierwszych stron autor, w pięknych, prostych słowach, kreśli niebywałą więź, jaka istnieje między chłopcami. Pierwszą twarzą, jaką ogląda w swych wspomnieniach Amir jest twarz Hassana, pierwszym słowem jakie wypowiedział Hassan, było imię Amira. Chłopcy bawią się razem, wychowują, spędzają ze sobą każdą chwilę. Chociaż... Amir nigdy nie nazwie Hassana przyjacielem. Niejednokrotnie z niego zadrwi, czasami ostro odepchnie, mimo, iż Hassan będzie wobec niego zadziwiająco wierny i lojalny, nie odstąpi go niczym cień i będzie kochał go całym sercem.
Ojciec Hassana - cichy, spokojny, życzliwy Ali - jest kaleką, Hassan ma zajęczą wargę, a obydwaj - na swoje wielkie nieszczęście - są Hazarami, czyli wywodzą się z ludu, który w Afganistanie jest bezustannie pogardzany, poniżany, a jego przedstawicieli traktuje się jak zwierzęta przeznaczone do najcięższej pracy - i tylko do pracy.
To, oraz fakt, że ojciec Amira zdaje się wyróżniać synka swego służącego, sprawia, że Amir często traktuje Hassana niemal z okrucieństwem. Bogaty chłopiec tęskni do ojca, który trzyma go na dystans. Kupiec sprawia wrażenie, jakby nie potrafił wybaczyć synowi tego, że przy porodzie zabił swą matkę i dlatego Amir zrobi wszystko - nawet, gdyby miało to być bardzo podłe - by zbliżyć się do swego taty.
Ukochaną rozrywką Hassana i Amira jest puszczanie latawców, zaś imprezą budzącą w Kabulu potężne emocje są latawcowe zawody, z czasem brutalnie zakazane przez talibów.
Mamy lata 70-te. Chłopcy przygotowują się do kolejnych zawodów. Amir postanawia sobie, że je wygra, wygra za wszelką cenę, by zdobyć wreszcie serce i szacunek ojca. Hassan mu pomaga i wie, że będzie musiał odegrać znaczącą rolę, by umożliwić przyjacielowi upragnione zwycięstwo. Padną tu po raz pierwszy znamienne słowa, przy których później prawdopodobnie będziecie konsekwentnie ocierać oczy: dla ciebie tysiąc razy.
Amir jest o krok od spektakularnego zwycięstwa. By zostało ono dopełnione, musi wkroczyć Hassan. Chłopiec rusza w honorowy pościg za ostatnim, ściętym przez przyjaciela, konkurencyjnym latawcem. Rusza i znika... Amir podąża jego śladem, a potem robi coś, za co przyjdzie mu pokutować całe życie.
(I zapewniam Was - streszczenia książki na portalach literackich, do których być może zaglądaliście lub zajrzycie, nie obejmują rzeczy całej).

***

Od tego momentu rozpocznie się jedna z najdramatyczniejszych fabuł, jakie śledziłam kiedykolwiek. Wydaje się człowiekowi, że mniej więcej w połowie - powieść się skończyła. Czyż można bowiem wyobrazić sobie większy dramat? Czytajmy jednak dalej, a okaże się, że można. Odtąd, ilekroć będziemy w myślach prosili o litość dla przedstawionych w powieści Afgańczyków, na naszych oczach rozegra się kolejny dramat. Zagęszczenie będzie porażające i konsekwentne.
Amir wyruszy bowiem w drogę po odkupienie. Po latach spędzonych w Ameryce, przyjedzie do Kabulu. Stanie się to w okresie, gdy szaleństwa talibów będą sięgały makabrycznych wyżyn. Brnąc przez zniszczony Kabul i tortury, oglądając chore egzekucje i spotykając na swej drodze zorganizowanych szaleńców, będzie musiał zadość uczynić brutalnie przez siebie skrzywdzonemu Hassanowi.
A że w życiu nawet najdramatyczniejsze wyrzuty sumienia nie są wystarczającym powodem do osiągnięcia upragnionych celów, ani Amir, ani my, nie dowiemy się, na ile owo odkupienie rzeczywiście zaistniało.
"Tysiąc wspaniałych słońc" wstrząsnęło mną bardzo, ale czytałam bezustannie, dopóki nie skończyłam.
"Chłopca..." czytałam tydzień, bo choć tak bardzo byłam ciekawa, jak potoczą się losy Amira i Hassana - bałam się przewracać kartki. Bałam się samej lektury. Odkładałam po każdym rozdziale, trawiłam, układałam sobie przeczytane treści.
Ja, filolog, nałogowa czytelniczka po raz pierwszy w życiu nie dawałam rady śledzić fabuły.
Hosseini porywa i wzrusza, ale trzeba go czytać także z innego względu. Przedstawia on mianowicie Afganistan przed rządami talibów. Jest patriotą. Jego miłość do Afganistanu, a zwłaszcza do Kabulu, dyskretnie osładza nam dramatyczne treści i pięknie je ubarwia. Ale - autor nie broni swoich rodaków. Wręcz przeciwnie: z jednej strony obrazuje tragizm zwykłych rodzin, na które spadł talibski terror, ale z drugiej nie przeczy, że w pewnych sferach talibowie trafili na podatny grunt.
W obydwu powieściach zdaje się mówić wyraźnie: rzesze Afgańczyków cierpiało nieopisanie, ich życie zmieniło się w piekło, ale byli i tacy, którzy taliskimi rządami po prostu się zachłysnęli. I nie do końca wiadomo, czy to nie oni właśnie wyrządzili Afganistowi największą krzywdę.

Mamy lipiec. "Chłopiec z latawcem" i "Ojciec chrzestny" stają się moimi Książkami Roku. Zobaczymy, czy jakakolwiek inna powieść zdoła je zepchnąć z pierwszego miejsca na podium. ;)

Ocena? "Chłopiec..." wymknął się wszelkim ocenom. Pozostaje poza kwalifikacjami.

4 komentarze :

  1. Mam wielką ochotę na tę książki, a po recenzji jeszcze większą, dziękuję za recenzję,

    OdpowiedzUsuń
  2. Przeczytałam i z miejsca wpadłam w zachwyt! Bardzo dobry kawałek literatury.

    OdpowiedzUsuń
  3. wiele słyszałam o tej książce, ale wydaje mi się, że to nie jest lektura dla mnie :P
    serdecznie pozdrawiam i życzę udanych wakacji, zwariowana książkoholiczka ♥

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja tak myślałam, odkąd ta książka pojawiła się na polskim rynku. A nowość to to nie jest. ;)

    OdpowiedzUsuń