poniedziałek, 13 lipca 2015

Książki pisane słońcem - "Nić"

Saloniki, początek XX wieku. Przy wąskich, malowniczych uliczkach mieszkają obok siebie żydzi, chrześcijanie i muzułmanie. Nikt nikogo nie przekonuje do swoich racji, nikt z nikim nie walczy. Ludzie wspólnie wychowują dzieci, bawią się, pracują, dzielą umiejętnościami, potrawami i opowieściami. Tu każdy ma swój dom, a drzwi do owych domów zawsze pozostają otwarte. Historie sąsiadów nierozerwalnie splatają się ze sobą, a życie jednej rodziny jest bardzo mocno uwarunkowane życiem innej. Szczególnie przytulna, spokojna i pełna serdecznych mieszkańców jest ulica Irini. To ona, ulica właśnie, stanie się bohaterką tej powieści, a pukając do drzwi kilku rodzin poznamy historię Grecji od czasu I wojny światowej po współczesność.
Żadne wielkie wydarzenie nie ominie malutkiej Irini. Najpierw będzie to dramat związany z potężnym pożarem, który strawi Saloniki niemal do cna. Wtedy to na rzeczonej uliczce zamieszka bogata, lecz bardzo nieszczęśliwa Olga, której mąż straci w pożarze dom oraz firmę. Kolejne trudne chwile związane będą z wymianą ludności. Zżyci z sąsiadami muzułmanie będą musieli opuścić swoje domy, a na ich miejsce przybędą Grecy z Azji Mniejszej, czujący się obco i bezradnie w niewidzianej nigdy ojczyźnie. Poznamy tym samym warunki życia w obozach dla uchodźców, dramaty związane z rozdzielaniem rodzin, a na Irini zamieszkają kolejni bohaterowie - kobieta z dwójką własnych dzieci oraz obcą, przygarniętą dziewczynką.
Malutka Irini stanie się areną, na której rozegra się widowisko pełne emocji i napięcia. Na przykładzie  losów jej mieszkańców obserwować będziemy dzieje Grecji podczas obydwu wojen, wkroczenia Niemców, wreszcie - walk między rządem a komunistami.
Będzie tu i wielka miłość, i okrucieństwo, i dramaty rodzinne, i wojna. Będą wzruszające rozstania i powroty. Słonecznej Irini nie ominie ani dramat dalekich obozów koncentracyjnych, ani echa stalinowskich czy faszystowskich poczynań. Stanie się ona - jak cała Grecja - początkiem i końcem świata.
Zauroczona wąskimi, greckimi uliczkami czytałam "Nić" jak zaczarowana. Victoria Hislop potwierdziła to, co sama zauważyłam, przebywając w miastach Krety: Grecja jest miniaturą świata, wykonaną z idealną precyzją, której twórca nie pominął absolutnie niczego. Meczety, synagogi i cerkwie są jak tytułowe nici, z których utkano jeden przepiękny dywan, jedną przebogatą historię.
Jestem zdeklarowanym przeciwnikiem "multikulturowości" w dzisiejszym rozumieniu tego słowa. Pozostaję pełna obaw, widząc, co dzieje się z Europą, stopniowo opanowywaną przez islam. Ale byłam bardzo, bardzo wzruszona, czytając o przyjaźni, jaka panowała sto lat temu, w Grecji, między różnymi kulturami i wyznaniami. Zachwycało mnie to, jak ludzie bronili siebie nawzajem, niezależnie od wyznania, jak okazywali sobie wdzięczność i przywiązanie, jak chronili skarby innych kultur, zagrożone grabieżą czy zniszczeniem. To samo wzruszenie towarzyszyło mi, gdy spacerowałam ulicami Chani czy Rethymnonu.
I tylko jedno mam autorce za złe: zbyt idealistyczne przedstawienie kwestii komunizmu. Nie byłam w stanie zgodzić się z jej sposobem portretowania komunistów, nie mogłam spokojnie czytać przesłodzonych charakterystyk. Mam wrażenie, że zabrakło tu wiedzy, oczytania, może rozmów z ludźmi, którym przyszło istnieć w samym jądrze komunistycznego piekła.
Jeśli ktoś potrafi się do tego zdystansować - "Nić" będzie wspaniałą, barwną opowieścią. Ja nie potrafię i wspomnieć o tym po prostu muszę.
Niemniej jednak - czekam na "Wyspę" tej samej autorki i doczekać się nie mogę. Sposób, w jaki Hislop oddaje atmosferę Grecji jest niepowtarzalny i niechaj to świadczy o wartości jej pisarstwa.

Moja ocena: 4/6

1 komentarz :

  1. Nie sądzę, aby autorka idealizowała komunizm. Idealistą był główny bohater, o lewicowych poglądach i to jego oczami ukazywane były kwestie dotyczące komunizmu. Zresztą najpierw walczył w górach o swoją ojczyznę z najeżdżającymi na Grecję Włochami. Potem z Niemcami. Miał do wyboru - walczyć dalej albo stanąć po stronie kolaborantów. Wybór był oczywisty. Zresztą sam bohater, już po kapitulacji Niemiec, podczas wojny domowej, nie ukrywał rozczarowania postępowaniem ludzi, po stronie których wałczył. Ale nie miał już wyboru, bo już nie mógł być neutralny.
    Natomiast ukazanie, że druga strona konfliktu - prawica, wcale nie była lepsza i po objęciu władzy postępowała dokładnie tak, jak u nas komuniści w latach 50 (o ile nie gorzej), nie jest "zbyt idealistycznym podejściem do komunizmu" tylko faktem historycznym.

    OdpowiedzUsuń