niedziela, 8 listopada 2015

Turniej Cieni. Bo "nie jest niczym trudnym być patriotą wśród bohaterów...

...trudniej jest zachować miłość do rodaków wśród tchórzy, kłótników i zdrajców".




Długo kazałam Wam czekać na recenzję "Turnieju cieni" i bardzo za to przepraszam. Ostatnie tygodnie jednak były dla mnie albo czasem sporych wyzwań, albo - po prostu - rutynowego a bezustannego wypełniania rozmaitych obowiązków.
Tymczasem "Turniej..." jest powieścią tyleż fascynującą, co trudną. Dobrze byłoby czytać ją jednym ciągiem, ale to - zważywszy na jej gabaryty - nie jest sprawą prostą.
Mnogość postaci i wątków oraz pragnienie, by nic nie umknęło, skłoniło mnie nawet do kroku dość niecodziennego: dokupiłam wersję papierową, mimo iż elektroniczną mam na czytniku. Dzięki temu mogłam powieść do woli wertować, powtarzać, utrwalać sobie pewne fragmenty, zaznaczać i przypominać.
"Turniej..." nie jest bowiem "lekcją" historii. To jest prawdziwy, wielodniowy Festiwal Historyczny. To warsztaty z życia Europy w XIX wieku; wykłady na temat Azji; pokazy dyplomatycznych walk i starć, rozwiązywanie zadań i zagadek z funkcjonowania tajnych stowarzyszeń; wykłady fakultatywne ze sztuki szpiegowania, wreszcie - panele dyskusyjne z psychologii i historii kultury.
"Turniej..." toczy się nie tylko na kartach powieści, ale też w umyśle czytelnika. Jesteśmy zmęczeni, śpiący, wiele umyka, a powieść przyciąga jak magnes. Jej rozmach jest nieprawdopodobny, a precyzja w przedstawianiu faktów, motywów i zależności wręcz koronkowa. Czytać zatem, przegapiając niektóre szczegóły i nawiązania, czy odłożyć na lepszy czas? Co robić, jeśli od pewnego momentu powieści odłożyć się po prostu nie da?
Dla mnie takim właśnie momentem był początek ucieczki Rufina Piotrowskiego z Syberii. Nawet jeśli do tej chwili powieść wymagała ode mnie starań, skupienia i swego rodzaju samozaparcia, to jednak, gdy Piotrowski ruszył w drogę – zaczęła we mnie żyć swoim życiem.
Nagle wszystkie elementy układanki zaczęły być jasne i oczywiste, wszystko wskakiwało na właściwe miejsce, a bezsprzecznie trudna powieść zaczęła być przygodą, pędem, jednym z literackich cudów.
Jak być może wiecie z innych recenzji, “Turniej cieni” ma kilku głównych bohaterów: tajemniczego i genialnego Jana Witkiewicza, podwójnego agenta, człowieka wielkiej wiedzy, niesamowitych zdolności językowych, szpiega, który między Rosją i Anglią przewija się jak nieuchwytny cień; Rufina Piotrowskiego – nieco naiwnego, gorącokrwistego patriotę, który podejmuje się przemierzyć Syberię, zimą, na piechotę, po to, by trafić do obłędnie kochanej Ojczyzny i zrzucić z siebie niewolnicze jarzmo; wreszcie Adama Gurowskiego – zdrajcę, rzekomego ketmana, postać tragiczną, kontrowersyjną, budzącą mnóstwo wątpliwości i reakcji negatywnych.
Jednak, nie tylko Polacy barwnie zapisują się na kartach tej przebogatej powieści. Postacią budzącą tyleż sympatii, co irytacji jest, na przykład, dziennikarz londyńskiego “Timesa” - Harry McGonagall, pozostający pod wpływem antypatycznego lorda Hamiltona, targany wyrzutami sumienia, wpadający do pisarskiego rynsztoka i powstający z niego z niemałym trudem; Leoncjusz Dubelt, zastępca szefa tajnej policji rosyjskiej, czy Alexander Burnes – przeciwnik Witkiewicza w wielkiej, rosyjsko-brytyjskiej grze o Afganistan.
O co walczą? Polacy dążą przede wszystkim do skonfliktowania Rosji z resztą świata. Do wojny, która pomoże im odzyskać niepodległość. Kluczem jest dla nich opowiedzenie się po jednej ze stron potężnego azjatyckiego konfliktu, przy jednoczesnym niezrażaniu do siebie i uzyskaniu pewnych korzyści od strony przeciwnej. Co za tym idzie, to Polacy właśnie winni zdobyć tajemnicze dokumenty, które mogłyby rzucić nieco światła na rosyjskie plany w tej części globu. Polacy muszą być w tym pierwsi. Polacy (których planów i motywów nikt tak naprawdę znać nie może) powinni rozwikłać zagadkę tajemniczych map, niewyobrażalnie drogich, a zaginionych klejnotów, przepięknych Persjanek, które pojawiają się tylko po to, by koniec końców zyskać opinię nigdy nieistniejących, wreszcie – przedziwnych zwłok, które pojawiają się w pewnym petersburskim hotelu. Zwłok oglądanych, a niewidzianych. Leżących w pokoju, do którego otwarcia należy użyć wyłącznie srebrnego kluczyka...

Bo “Turniej Cieni” to szalona, fascynująca, zapierająca dech opowieść o istocie bycia Polakiem.

Komu rzecz całą można polecić? Tym, którym nie jest straszna wielka polityka, historia i wątki szpiegowskie. Osobom, które w literaturze szukają nie tylko rozrywki, ale przede wszystkim regularnej umysłowej gimnastyki.
Z całego serca dziękuję Pani Elżbiecie Cherezińskiej za fascynujące udowodnienie, że patriotyzm nadal jest wartością cenną. Dziękuję za podtrzymanie we mnie dumy z własnej przynależności narodowej i to w czasach, gdy taką dumę usiłuje się zniszczyć i zdyskredytować. Dziękuję za uczciwość w kwestii przedstawiania moich rodaków, za brak dydaktyzmu i jednocześnie za udowodnienie, że duch, drzemiący w Polakach czyni ich bezdyskusyjnie wyjątkowymi, a historia naszego kraju jest nieprzebrana w swym bogactwie.

I dziękuję za wrażenie, że to powieść uniwersalna, mająca swoje drugie dno, przedziwnie adekwatne do wydarzeń, które możemy obserwować na arenie współczesnego życia politycznego. 

Moja ocena: 6/6


2 komentarze :

  1. Hm, Rufin to całkiem ładne imię, ale przeraża mnie to, że nie widzę tu żadnych kobiet wśród głównych bohaterów? Nie wyobrażam sobie czytania takiej cegły tylko o mężczyznach. ;) Ach, chciałabym, żeby Cherezińska znów napisała coś w stylu "Ja jestem Halderd"! ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Rzeczywiście, kobiet tutaj jak na lekarstwo. Niemal nie występują.
    Jednak historie mężczyzn też mogą być świetne. ;)
    A "Ja jestem Halderd" po prostu uwielbiam.

    OdpowiedzUsuń