wtorek, 29 grudnia 2015

Książka Roku - półfinał :)

To był wspaniały, przebogaty czytelniczy rok. Spoglądając na margines bloga, dochodzę do wniosku, że na 55 przeczytanych książek tylko dwie były po prostu złe. Wybranie z tego 10 najlepszych było niemożliwe i dlatego wytypowałam 13.
Trzynaście książek, które coś we mnie zmieniły, przewartościowały, jakoś mną wstrząsnęły lub - wręcz przeciwnie rozczuliły, wzruszyły...

Przedstawię je Wam w przypadkowej kolejności, poza trzema najznakomitszymi. Tych dzisiaj nie odsłonię. Pozwolę sobie dozować napięcie i przetrzymać wiernych czytelników aż do ostatniego dnia roku.

Zacznę od powieści, którą jeszcze czytam, ale która zaintrygowała mnie tak bardzo, że przez chwilę zastanowiłam się, czy nie dać jej miejsca w finale. Co ciekawe, jeszcze rok temu wyśmiałabym każdego, kto zasugerowałby mi, że ten oto autor zrobi na mnie tak wielkie wrażenie i jego powieść uplasuje się tak wysoko w moim osobistym rocznym rankingu.


Szanowni Państwo, oto król - dosłownie i w przenośni:

Za co tak bardzo pokochałam Kinga? Za jakże prawdziwe, jakże wiarygodne i fascynujące opowiadanie o ludziach, o ich relacjach, o potrzebie bliskości. "Ręka mistrza" jest powieścią tchnącą ogromnym ... ciepłem. To nie jest horror, ale doskonały portret osób, które potrzebują przyjaźni, miłości, spełnienia, bezpieczeństwa. King jest psychologiem znakomitym, a ponadto mistrzem słowa, mistrzem w kreowaniu niewiarygodnie plastycznego świata. Człowiekiem, który szalenie dużo wie, którego bohaterów się lubi, i z którego rzeczywistością człowiek nie chce się rozstawać.
Dziękuję Komuś, kto mnie do niego przekonał i tak długo kusił, aż skuszona zostałam i przepadłam...


Mijający rok, to rok odkryć. Na FB wspominałam Wam o mało znanym wydawnictwie Wiatr od Morza, które sygnuje książki piękne, mądre, wartościowe. Powolna akcja, realizm magiczny, walka człowieka z siłami natury, z samym sobą, z trudnymi wyborami. Wszystko to znajdziecie w doskonałym, baśniowym, mrocznym "Dotyku"...
i kontrowersyjnym, surowym, ale jakże wzruszającym "Sweetland".


W mijającym roku udało mi się również zobaczyć Toskanię. Od tamtej pory myślę tylko o tym, by oglądać ją jak najczęściej. I mogę to - oczyma wyobraźni - czynić w każdej chwili, sięgając po pachnące słońcem toskańskie opowieści Ferenca Mate. Piękna jego książek, podobnie jak piękna Toskanii oddać nie umiem. To trzeba zobaczyć, to trzeba przeczytać.







   Z podróżami wiąże się jeszcze jedno moje odkrycie: pisarstwo Paula Theroux, autora, dla którego nie tyle konkretne miejsca są najistotniejsze, co przede wszystkim ludzie w nich żyjący. Jest surowy, niepoprawny politycznie, bezkompromisowy, daleki od idealizowania i pełen wspaniałego, nieco zgryźliwego poczucia humoru. Zdecydowanie powinnam do niego wrócić.
Objechałam z nim przecież całą Amerykę Południową...





Blog ten, jak wiecie, nie obfituje w nowości. Kolejna powieść, która w mijającym roku szturmem zdobyła moje serce również nowa nie jest. Pozostaje mi żałować, że zapoznałam się z nią tak późno i namawiać Was, byście nie popełnili tego samego błędu.
"A lasy wiecznie śpiewają" to olbrzymi tom, złożony tak naprawdę z dwóch sążnistych ksiąg. To skandynawska, XIX-wieczna saga, opowieść o ludziach niezłomnych, silnych, wielbiących tradycję i pierwotne wartości.
W świecie, który jest systematycznie oczyszczany z jakichkolwiek zasad, i który domaga się od nas wyrzeczenia swego najgłębszego "ja" powieść ta powinna być lekturą obowiązkową.

Do lektur obowiązkowych zaliczyć mogłabym także piękną, mądrą, bardzo wartościową pozycję Andrea Camilleri. To rzecz o kobietach, które autor spotykał na swej drodze, które kochał, podziwiał, i które czegoś ważnego go nauczyły. Nie wszystkie są postaciami z krwi i kości, nie wszystkie Camilleri znał osobiście. Wiele w nich to bohaterki literackie, niektóre były gwiazdami kina, jeszcze inne przewinęły się przez jego życie dosłownie na mgnienie oka. Każda jednak zostawiła jakiś ślad, każda odsłoniła jakiś wyjątkowy aspekt kobiecej natury. I choć nie wszystkie były uczciwe czy szlachetne, koniec końców Camilleri każe nam polubić każdą z nich.
- Kobiecość jest silna i fascynująca - zdaje się mówić autor. Nie wstydźmy się jej.

Rzecz kolejna - piekna i do głębi wstrząsająca - również dotyczy kobiet. To książka noblistki, zakazywana przez wiele lat, cenzurowana, spychana do szuflady. Burzyła mit radzieckiej bohaterki, a ukazywała wojnę bez jednego krzepiącego słowa.
W reportażu Swietłany Aleksijewicz wojnę oglądamy oczyma kobiety i mierzymy się z niewyobrażalnie dramatycznymi kobiecymi wspomnieniami. To książka, którą trzeba czytać powoli, trzeba od niej odpoczywać, ale jednocześnie nie wolno na nią zamykać oczu. Każdy jej akapit, każde zdanie utkane jest z najgłębszych, najintymniejszych uczuć, a to uczucia - jak nic innego - tworzą historię.


A o historii nikt nie potrafi opowiadać tak ciekawie, jak Elżbieta Cherezińska. W tym roku dostaliśmy powieść trudną i monumentalną. Jak niektórzy twierdzą - bardzo męską, wyzbytą niemal całkowicie kobiecego pierwiastka. "Turniej cieni" to rzecz o wielkiej, XIX-wiecznej grze między mocarstwami i życiorysach trzech Polaków na tle owej gry. To powieść o patriotyzmie, szpiegostwie, geniuszu. Świetna. I dla wytrwałych.

I tekst ostatni, wyróżniony przede wszystkim za to, iż tak niebywale mnie zaskoczył. Powieść, która nie przemawia do mnie ze względu na uczucia bohaterek, ale z powodu wielkiego kunsztu, z jakim została napisana: językowego i kompozycyjnego. Dwukrotnie przez całe swe czytelnicze życie zostałam tak zaskoczona i tak skołowana. Proponuję zapomnieć na chwilę o wyznawanych wartościach i poglądach, zapomnieć nawet o własnej płci i - dać się ponieść autorskiej fantazji. Panie i panowie, czytajcie "Złodziejkę", bo to niezwykłe literackie doświadczenie.




O trzech najważniejszych książkach mijającego roku opowiem za parę dni. A może ... ktoś się podejmie wytypowania owych trzech tytułów? Wiem dobrze, że mam tu kilkoro wiernych czytelników, którzy znają mnie nie od dziś. I mimo, że zapowiada się pewna niespodzianka, to może jednak komuś uda się umieścić na podium te trzy najważniejsze powieści?


5 komentarzy :

  1. Znam, bo mam i czytałam dwa razy "A lasy wiecznie śpiewają".
    czekam na końcowe odkrycie kart...
    Ja mam w planie tez podobny post, ale pewno powstanie na początku stycznia.
    Przyznam, że te miałam w tym roku szczęście do czytanych książek, ale ja staram się dobierać sobie literaturę tak, by mnie nie zawodziła, a nowości to u mnie raczej ewenement.

    OdpowiedzUsuń
  2. czytam inne książki, inne klimaty - jak to się mówi.
    Po pewnych autorów nie sięgnę - tak jak po Cherezińską, którą się bardzo zraziłam.
    No niestety nie lubię sag. Wydają mi się bardzo naiwne.
    Podobnie jak po tegoroczną noblistkę - ale to z innego powodu. Boję się, że będzie zbyt pesymistyczna. A ja ostatnio z rozpaczą walcze o jasne dni.
    pozostałych nie czytałam - to cieszy, tyle przede mną możliwości, tyle książek przede mną jeszcze.
    Wszystkiego dobrego w nowym roku./ Ula

    OdpowiedzUsuń
  3. W finale pewnie "Ojciec chrzestny"? :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Theroux, Mate, Cherezińska... - te znam i czytam lub czytałam. Kocham podróże, to druga pasja obok książek (a często nawet łącznie). Dobre te podsumowania dla niemających czasu. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Natanna - nie moge się doczekać innych podsumowań. :)
    Ula - "A lasy wiecznie śpiewają" to książka naprawdę mądra i na bardzo wysokim poziomie. W dzisiejszych, szalonych czasach zapewne nawet z lekka niepoprawna.
    Anneke - proszę postarać się nieco bardziej. ;) ;) Mają być trzy książki. Na trzech miejscach. Ras, ras! ;)
    Kochany Domku z Papieru - dobrze Cię znowu widzieć. :)

    OdpowiedzUsuń